Jedenastka jesieni Ekstraklasy

Wielu może być zdziwionych, bo w jedenastce jest tylko trzech obrońców, ale uznałem, że potencjał drugiej linii z dwoma świetnymi, kluczowymi defensywnymi pomocnikami zrekompensuje niedobór w tyłach. Nie chciałem, jak trener kadry Franciszek Smuda, na siłę ustawiać stopera na bocznej obronie. Uznałem, że nie ma sensu łatać dziury w defensywie kosztem drugiej linii, czyli serca, mózgu i płuc każdej drużyny.
Wybrałem zawodników, których - po tym, co pokazali jesienią - chciałby mieć trener każdej ligowej drużyny. Są to liderzy swoich drużyn, ich osobowości i kapitanowie.

Bramkarz z Jagiellonii

W 2009 roku bramkarz Grzegorz Sandomierski dochodził do formy po operacji i, żeby grać, został wypożyczony do III-ligowego Ruchu Wysokie Mazowieckie. Nie potraktował tego jak zesłania, tylko rozegrał na tyle dobrą rundę, że latem wrócił do Białegostoku. Przegrał rywalizację z Rafałem Gikiewiczem, ale po kilku błędach kolegi wszedł do bramki i już z niej nie wyszedł. Nie puścił gola w sześciu kolejnych meczach, ustanowił niepobity do dziś rekord klubu - 564 minut bez gola. Wygrał rywalizację ze sprowadzonym specjalnie do Białegostoku Grzegorzem Szamotulskim, spowodował, że przed tym sezonem Gikiewicz został wypożyczony do OKS Olsztyn.
Pozycja prawie dwumetrowego bramkarza jest między słupkami Jagi niepodważalna. Nie puścił gola w siedmiu z 15 spotkań rundy, tylko piłkarzom Legii, Cracovii i Widzewa udało się pokonać go więcej niż raz. Był już powoływany do reprezentacji, ale w zespole Franciszka Smudy zadebiutuje 10 grudnia w meczu z Bośnią. We wrześniu wychowanek Jagiellonii skończy 21 lat. Jego największy atut to gra na linii, musi poprawić - mimo wzrostu - grę na przedpolu (w II lidze puścił gola z połowy boiska).
Zmiennikiem Sandomierskiego mógłby być Mariusz Pawełek z Wisły. Kiedyś niepewny, popełniający kilka błędów na rundę, ale gdyby nie jego interwencje w spotkaniach tej jesieni z Lechią, Cracovią, Legią czy Zagłębiem, strata krakowian do lidera byłaby większa niż trzy punkty.
4. kolejka. Jagiellonia - Lech 2:0. Wojtkowiak i Cionek 4. kolejka. Jagiellonia - Lech 2:0. Wojtkowiak i Cionek Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Wyborcza.pl

Dwóch obrońców i jeden asystent

Ledwie 13 straconych bramek Jagiellonii to zasługa solidnego bloku defensywnego, którego centralną postacią jest 24-letni Brazylijczyk Thiago Cionek (na zdjęciu w środku). Trener Probierz mówi o nim, że chce być piłkarzem, a nie tylko ligowym kopaczem. Silny, waleczny, skoczny, zwrotny, twardo pracujący łokciami - taki jest Cionek, który marzy o... polskim obywatelstwie i grze w reprezentacji. Jego babcia jest Polką i mieszka w Kurytybie, skąd Thiago pochodzi. Tyle że trener Smuda, oglądając Cionka, kręci nosem, że jest za wolny.

Bartosz Bosacki

Obok Cionka grałby Bartosz Bosacki. Lech nie ma takich statystyk jak Jagiellonia, ale 35-letni poznaniak to symbol solidności, stabilizacji i odpowiedzialności. Nigdy nie schodzi poniżej dobrego poziomu, błędy popełnia rzadko. Nie jest spektakularny, goli zdobywa jak na lekarstwo (dziesięć w prawie 350 występach), ale taki obrońca to skarb.

Kolejna młodość Kiełbowicza

Tak samo jak o rok młodszy od Bosackiego Tomasz Kiełbowicz. Legionista przeżywa kolejną młodość. W defensywie cechuje go solidność, nigdy nie miał problemów z wydolnością i szybkością, ale do drużyny jesieni trafił dlatego, że był skuteczny na połowie rywali. Jego dośrodkowania z rzutów wolnych i rożnych sieją postrach w całej lidze. Kolegom podaje piłkę idealnie, zaliczył pięć asyst, strzelił jednego gola. Tyle podań, po których Legia zdobywała bramki, miał w tym klubie tylko raz, pięć lat temu.
Do formacji defensywnej kandydowali jeszcze: Deleu z Lechii, Dudu z Widzewa, Piotr Celeban ze Śląska, Mariusz Magiera z Górnika, Marciano Bruma z Arki i Hubert Wołąkiewicz z Lechii, ale uznałem, że trzech solidnych obrońców wystarczy. Tym bardziej że kłopot bogactwa jest w drugiej linii.
Nie do przejścia i nie do zatrzymania

Para defensywnych pomocników

Para defensywnych pomocników to Mateusz Bartczak (na zdjęciu) i Radosław Sobolewski. 32-letni zawodnik Zagłębia strzelił w tej rundzie pięć goli. Dwa były przepiękne, z prawie 30 m. Wcześniej trafił do siatki ledwie 11 razy. Jest szefem Zagłębia, trzyma drużynę w ryzach, imponuje odbiorem piłki, dużo widzi. Atuty ofensywne bilansują się z defensywnymi. Najmniej jednak cenią go... kibice Zagłębia. Po jednym z meczów nie podziękował za doping, więc już go w klubie nie chcą. W czerwcu kończy mu się umowa z Zagłębiem, chcą go Orest Lenczyk w Śląsku i Czesław Michniewicz w Widzewie.

Sobolewski przerywa milczenie

Tak jak Bartczak jest kapitanem Zagłębia, tak opaskę wiślacką zakłada Sobolewski. Ostatni piłkarz ?wielkiej Wisły Henryka Kasperczaka? wciąż jest sercem i płucami drużyny. Sam potrafi rozbić pomocników rywali, scala nowy zaciąg zagranicznych zawodników i nowych wiślackich Polaków. Warunkiem przyznania mu opaski kapitana było... przerwanie ciszy medialnej. Sobolewski nie rozmawiał z dziennikarzami przez wiele lat, twierdząc, że ciągle zadają te same nudne pytania. Dla dobra Wisły zgodził się rozmawiać po meczach i wypowiadać w imieniu zespołu. Wciąż jednak najwięcej mówi grą i boiskowym zaangażowaniem.

Miroslav Radović Miroslav Radović Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Miroslav Radović

Przed dwójką defensywnych pomocników ustawiłbym byłego skrzydłowego Miroslava Radovicia z Legii. To bodaj jedyny tej jesieni spektakularny sukces Macieja Skorży. Serb zaczynał sezon jako rezerwowy, po piątej kolejce miał być zesłany do Młodej Ekstraklasy. Uratował się dosłownie w ostatniej chwili. Trener Legii eksperymentalnie ustawił go za napastnikiem, a nie - jak zwykle - na skrzydle. I Radović, przypadkiem, rozkwitł w środku. Ma więcej swobody, częściej jest przy piłce. Przestał się przewracać przy każdej okazji, nie symuluje fauli, nieźle wyszkolony technicznie potrafi minąć dwóch-trzech rywali w jednej akcji, nie boi się ryzyka. Stał się centralną postacią w ofensywie Legii. Strzelił trzy gole, miał dwie asysty - a cała Legia zdobyła 19 bramek. Były trener Legii Jan Urban, u którego Radović był rezerwowym, mówił, że tajemnica ustabilizowania formy przez Serba tkwi w tym, że do Warszawy przyjechała na stałe serbska żona. - Jest ze mną, ale raz na jakiś czas musi jechać do Serbii, bo tam studiuje. Kiedy jest w Warszawie, jestem spokojny. Gdy jej nie ma, czasem trzeba pójść z kolegą tu czy tam. Na szczęście obecnie jest w Warszawie praktycznie na stałe - uśmiecha się Radović.

Maciej Szmatiuk i Adrian Mierzejewski Maciej Szmatiuk i Adrian Mierzejewski Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Adrian Mierzejwski

Tak jak Radović ratował rundę dla Legii, tak kolejny kapitan swojego zespołu - Adrian Mierzejewski - ratował rundę dla Polonii Warszawa. Prawdziwy lider zespołu, kreatywny gracz, strzelił cztery gole w rundzie. Jego wadą jest to, że nie lubi pracować w defensywie. Ustawiam go na lewym skrzydle, z którego ma schodzić do środka. Robiąc stały postęp, przebija się do podstawowej jedenastki reprezentacji Polski. Ma szansę grać na Euro 2012.

Kamil Grosicki

W drugiej linii konkurencja była duża. Z żalem musiałem ominąć Abdu Traore z Lechii, który ma za sobą występy w Lidze Mistrzów w barwach Rosenborga. Z Trondheim uciekł, bo na treningu pobił się z kolegą, który obrzucił go rasistowskimi wyzwiskami. Rundę życia rozegrał Łukasz Surma z Lechii, niezbędny Koronie jest Edi Andradina, w Wiśle przebłyski miał Andraż Kirm, w Bełchatowie wyróżniali się Janusz Gol i Maciej Małkowski, jednym z odkryć rundy był Tomasz Kupisz z Jagiellonii, dobre mecze rozgrywał Wojciech Grzyb z Ruchu.ak samo jak szybki skrzydłowy Jagiellonii Kamil Grosicki. Dodaje drużynie rundy fantazji i nieprzewidywalności. Strzelił sześć goli, choć bywało, że wchodził na boisko z ławki rezerwowych. Trener Probierz ma jeszcze do niego pretensje o brak skuteczności, ale coraz mniejsze. W sierpniu za 200 tys. euro chciał go wypożyczyć Aris Saloniki. Piłkarz był zdecydowany, ale dosłownie w ostatniej chwili - po rozmowie z prezesem Cezarym Kuleszą - jednak odmówił Grekom, by poczekać na lepszą ofertę. Później grał dobrze, strzelał gole, a drużyna została liderem. Po zdobyciu przez Jagę Pucharu Polski w czerwcu wołał do mikrofonu podczas bankietu: ?pijem, bawim się?, ale bardziej zapamiętałem akcję z meczu z Wisłą, gdy tak sugestywnie machnął nogą w polu karnym, że defensywni pomocnicy Sobolewski i Cezary Wilk zrobili wślizg i na tyłkach wyjechali poza linię końcową, a piłka została przy nodze ?Grosika?.

Franek i wszystko jasne

W ataku nie było wątpliwości. Tomasz Frankowski strzelił osiem goli w rundzie. Jest futbolowym fenomenem, bramki zdobywa z łatwością i lekkością motyla. Imponuje inteligencją - szczytem sprytu i umiejętności był gol strzelony Polonii Warszawa. Uderzył piłką w ziemię tak delikatnie, że wpadła do siatki. Na boisko wszedł kontuzjowany, z bolącym mięśniem. Zwyciężyła niezwykła determinacja - chciał zemścić się na prowadzącym Polonię trenerze Pawle Janasie, który w 2006 roku nie zabrał go na mundial. Udało się, Jagiellonia wygrała 1:0.
Obchody 100-lecia Widzewa Obchody 100-lecia Widzewa Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Darvydas Sernas obok Frankowskiego

Partnerem w ataku Frankowskiego jest Darvydas Sernas. Najlepszy piłkarz Litwy 2010 roku strzela gole dla Widzewa. Tej jesieni pokonał nie tylko bramkarzy Lecha, Korony, Arki, Śląska i Górnika, lecz także - w eliminacjach Euro 2012 - strzelił gole Petrowi Czechowi i Ikerowi Casillasowi. Jest do sprzedania za 2-3 mln euro. Jego występy oklaskuje z trybun piękna narzeczona (na zdjęciu). Zmiennikiem polsko-litewskiego duetu jest Andrzej Niedzielan z Korony, który w pierwszych sześciu meczach strzelił siedem goli i wrócił do reprezentacji. Licznik prawie się zatrzymał ze względu na kontuzję. Rundę skończył z ośmioma bramkami.
Więcej o: