Droga do Rosji. Mundial dotrze do granic Syberii. A Łukasz Sekulski dotarł dalej

Futbol urodził się w Anglii, a umarł za Uralem - mawiają czasem w Rosji. Mundial dotrze tylko do granic Syberii. A Łukasz Sekulski dotarł prawie do Morza Japońskiego.

Cała liga życzyła piłkarzom SKA Chabarowsk tego spadku. Bo już bliżej jest latać na mecze do Pekinu. Ale Łukasz Sekulski przynajmniej będzie mógł wspominać, że grał na próbę w mundialu. Był Szwajcarem, a może nawet Brazylijczykiem.

Szefowie SKA Chabarowsk kupili niedawno drużynie nowy autokar. Komfortowy, przestronny, ma na boku wielką czerwoną gwiazdę, jak w logo klubu. Musi być z daleka widać, że jadą armiejcy. Choć jadą niedaleko. Nawet się piłkarze SKA pytali w żartach, do czego właściwie ten autobus ma służyć? Bo SKA Chabarowsk to najmniej jeżdżąca drużyna Priemjer Ligi. Autobus raz na dwa tygodnie, przed meczem u siebie, wiezie piłkarzy na zgrupowanie do ośrodka za miastem, tuż pod granicą z Chinami, a potem na chabarowski stadion imienia Lenina. I raz na dwa tygodnie jedzie pięć kilometrów na lotnisko, podwożąc piłkarzy na mecz wyjazdowy.

Łukasz Sekulski podczas meczu z Lechem Łukasz Sekulski podczas meczu z Lechem JAN KOWALSKI

SKA nie jeździ, SKA lata. To są wniebowzięci Priemjer Ligi. Chabarowsk leży tam, gdzie północno-wschodni skraj Chin wrzyna się w terytorium Rosji ostrym rogiem. Miasto jest tuż nad wierzchołkiem tego rogu, nad rzeką Amur. Do najbliższego rywala, Uralu Jekatierynburg, piłkarze SKA mają 6,5 tysiąca kilometrów. Do najdalszych, Zenita Sankt Petersburg i Tosna, 8700 kilometrów. Lecą przez siedem stref czasowych. A jeśli im przyjdzie grać z Baltiką Kaliningrad, co może się zdarzyć już wkrótce w drugiej lidze, to będą latać 9,5 tysiąca kilometrów. Bliżej mieliby do Sydney, Los Angeles czy Nairobi.

- Zawsze chciałem zwiedzić Władywostok. Jakoś tak od dzieciństwa ta nazwa mnie intrygowała. Kiedy przechodziłem do SKA Chabarowsk, pomyślałem, że to będzie dobra okazja, przecież jest tak blisko. Sprawdziłem: może blisko, ale i tak 800 km - mówi Sport.pl Łukasz Sekulski, napastnik SKA Chabarowsk, a wcześniej m.in. Wisły Płock, Jagiellonii Białystok, Piasta Gliwice. Władywostok jest tylko trochę bliżej Chabarowska niż Sapporo. Z Władywostokiem Chabarowsk gra lokalne derby. To starcie dwóch klubów z Dalekiego Wschodu, którym się udało w ostatnich kilkunastu latach zagrać w Premier Lidze.

Futbol: urodzony w Anglii, zmarł na Uralu

Rosjanie żartują czasem, że futbol to taka gra, która się urodziła w Anglii, a umarła na Uralu. Od Jekaterynburga na Uralu, aż po Chabarowsk 300 km od Morza Japońskiego, zieje w rosyjskiej pierwszej lidze wielka pustka. Ta pustka ma szerokość ponad 6 tysięcy kilometrów, zajmuje blisko 70 procent obszaru Federacji Rosyjskiej, stąd się bierze większość bogactw Rosji: złoto, diamenty, platyna, nikiel, gaz, ropa. Wiele tych bogactw napędza rosyjski sport. Napędza też futbol, ale głównie w europejskiej części federacji. A Syberia pozostaje dla futbolu ziemią bardzo jałową. Teraz przynajmniej jest ktoś z Dalekiego Wschodu, ale regułą jest przecież, że na wschód od Jekatierynburga, gdzie będą najdalej wysunięte w stronę Azji mecze mundialu, nie ma w Federacji Rosyjskiej pierwszoligowej piłki. Pierwszorzędny hokej, pierwszorzędna siatkówka, fantastyczne zaplecze dla biathlonu - tak. Ale nie pierwszorzędny futbol. Najwyżej drugoligowy. Dziś drużyny w drugiej lidze mają Tiumień, Krasnojarsk, Nowosybirsk, Tomsk. Również Władywostok. W pierwszej lidze Chabarowsk jest wyjątkiem. Wiele syberyjskich klubów zakończyło żywot po upadku Związku Radzieckiego. Również takich klubów, którym się zdarzało grać w pierwszej lidze. Wiele stadionów zniszczało. A bywa że stadiony są piękne, jak w Chanty Mansijsku, w królestwie biathlonu, ale nie ma dobrego klubu piłkarskiego. W Tobolsku coroczne problemy z wywiezieniem zwałów śniegu z boiska stały się już powodem do żartów. Gdy śnieg się topi, kibice przerabiają na mapach stadion na Jezioro Stadionowe. To czy jakiś klub czy stadion przetrwał w tym trudnym klimacie i na rzadko zaludnionej ziemi, zależało zwykle od tego, czy władca lokalnej polityki miał słabość do piłki.

Łukasz Sekulski Łukasz Sekulski MARCIN ONUFRYJUK

Obiad na śniadanie, mecz z rozpędu, i do samolotu

Nie, żeby reszta piłkarskiej Rosji jakoś szczególnie wypatrywała futbolowego wzmożenia Syberii i okolic. Gdy w pierwszej lidze grała Łucz-Energia Władywostok, rywale pytali, skąd ten upór, żeby być w lidze rosyjskiej, czy nie prościej byłoby w japońskiej. Piłkarzom SKA Chabarowsk też wszyscy teraz życzyli jak najszybszego spadku. Mecz z SKA na wyjeździe oznacza wielogodzinny lot, duże wydatki, a potem granie właściwie z marszu, o dziwnej porze. W pierwszej lidze zdarzało się, że SKA wyznaczało mecz nawet na 15 miejscowego czasu. Żeby zdążyć przed zmrokiem, bo wtedy na stadionie imienia Lenina były jeszcze stare maszty oświetleniowe i nie dawały rady. Ale też żeby trochę przeczołgać tych z Zachodu, bo dla drużyn z Moskwy to oznaczało granie o ósmej rano. - Na przykład kiedy do nas przyleciał w obecnym sezonie Amkar Perm Janusza Gola, to lądowali w nocy, potem zameldowali się w hotelu tylko na kilka godzin, żeby się zdrzemnąć. Na śniadanie zjedli obiad, zrobili odprawę i już na stadion. A potem od razu do Permu. I taka to jest dla wszystkich naszych rywali przyjemność. Nie chcę powiedzieć, że nas za wszelką cenę chcieli spuścić do drugiej ligi i przeszkadzali. Ale na pewno nikt nam nie pomógł, nie pamiętam żeby sędzia w sytuacji stykowej gwizdnął dla nas - mówi Łukasz Sekulski.  Dla SKA mecze wyjazdowe w całym sezonie oznaczają wyżej opisaną przyjemność  - razy piętnaście.

Jak Łukasz Sekulski i Maciej Wilusz udawali mecz Brazylia - Szwajcaria

- Lecimy zawsze dzień przed meczem. Zawsze najpierw osiem godzin do Moskwy, bo nawet jeśli gramy gdzie indziej, to przesiadamy się w Moskwie, z dwu, trzygodzinną przerwą na lotnisku. I potem jeszcze ze dwie, trzy godziny lotu do np. Groznego. A ponieważ za chwilę będziemy w pierwszej lidze, to będzie jeszcze weselej. Bo tam są rywale z Syberii, nie każde miasto ma bezpośrednie połączenie z Chabarowskiem i trzeba będzie latać do Moskwy, przesiadać się i wracać np. trzy tysiące kilometrów na Wschód do Nowosybirska. Po meczu wracamy od razu. Zostawanie dłużej zaburzałoby rytm dobowy - mówi Łukasz Sekulski. Właściwie powinien powiedzieć: zaburzałoby rytm dobowy jeszcze bardziej. Bo rywale z Zachodu mogą być zmuszeni w Chabarowsku zagrać przed południem swojego czasu. Ale SKA ma gorzej: musi czasem grać w nocy. Tylko w ostatnich tygodniach mecz ze Spartakiem w Moskwie zaczynali o północy swojego czasu. A w Rostowie o pierwszej w nocy. Zdarzało się, że zaczynali nawet o trzeciej nad ranem.

Maciej Wilusz Maciej Wilusz PIOTR SKÓRNICKI

Akurat na mecz w Rostowie polecieli wcześniej niż zwykle. To był mecz wyjątkowy. 15 kwietnia drużyny SKA Chabarowsk i FK Rostów robiły stadionowi w Rostowie nad Donem próbę generalną przed mundialem. Mecz ligowy udawał mecz mundialu, Brazylia-Szwajcaria. Po jednej stronie grał Łukasz Sekulski, po drugiej Maciej Wilusz i trochę się poprzepychali w polu karnym w walce o punkty i dla przetestowania gotowości Rostowa do mistrzostw. Jak mówi Sekulski, to pewnie raczej gospodarze byli Brazylijczykami, a oni Szwajcarami. Wszystko się odbyło z mundialową pompą, w mundialowej obstawie policji, z noclegiem w tych hotelach, w których będą nocowali Brazylijczycy, Szwajcarzy i inne drużyny grające w Rostowie. Na lot piłkarze SKA Chabarowsk wchodzili VIP-owskimi wejściami, autobus odbierał ich z płyty, jak gwiazdy mistrzostw. Był oficjalny trening w przeddzień. W Rostowie pierwszy raz w historii miasta niektóre ulice były zamknięte z okazji futbolu. Kibice jechali darmowymi autobusami. Górne trybuny były zamknięte, wpuszczono 14 tysięcy kibiców, bo to był test warunkowy. Miał być zrobiony już w 2017, ale budowa stadionu skończyła się w 2018, znamy to.

"Gola nie strzeliłem, dostaliśmy w czapę, ale synkowi kiedyś powiem, że grałem w takim meczu"

- Nigdy nie załapałem się do reprezentacji Polski, ale synkowi kiedyś powiem, że grałem w takim meczu. Bramki nie strzeliłem, jak zwykle dostaliśmy w czapę, w klasyczny dla nas sposób: niewysoko, ale jednak przegraliśmy. Ale jednak miałem poczucie, że się dzieje coś wyjątkowego. Tak jak wtedy, kiedy grałem przeciw Spartakowi na czerwono-białej Otkrytije Arienie. Nigdy nie miałem meczu na naszym Narodowym, to przynajmniej zagrałem na Narodowym moskiewskim, tam gdzie Polska zmierzy się z Senegalem - mówi Sekulski.

Łukasz Sekulski Łukasz Sekulski GRZEGORZ CELEJEWSKI

SKA spada, zgodnie z życzeniem rywali. Są najsłabszą drużyną obecnego sezonu, Polak nie strzelił jeszcze gola w lidze. Ale nie żałuje, że spróbował i przyszedł tutaj ostatniego lata z Jagiellonii Białystok. Wszystko rozegrało się w kilka ostatnich godzin okienka transferowego. Wcześniej zadzwoniła pani z agencji menedżerskiej z pytaniem, czy Sekulski zgadza się, żeby rozmawiać w jego imieniu z klubami ze Wschodu. Zgodził się. Chabarowsk szukał w Polsce napastnika. Jagiellonia sprowadziła Romana Bezjaka i mogła już puścić Sekulskiego. Miał kilka godzin do namysłu, na rozmowy z żoną. - I tak z dnia na dzień wylądowałem na Dalnim Wostoku - mówi Sekulski. Wylądował na sztucznej płycie stadionu imienia Lenina, o którym mówi, że wygląda trochę jak stadion Wisły z jego rodzinnego Płocka. Ale władze Chabarowska chcą ten stadion, leżący nad brzegiem Amuru, przebudować tak, żeby był najnowocześniejszy w tej części Rosji. Dwa kilometry dalej stoi stadion Dinama Chabarowsk. Stary, zaniedbany, ale z jaką historią: zbudowali go według własnego projektu jeńcy wojenni z Japonii. Dinamo, jak każde Dinamno, było klubem bezpieki. SKA - klubem Armii Czerwonej, założyli go służący tutaj oficerowie. Szefem klubu jest dziś Arkadij Mkrticzew, kiedyś zastępca dowódcy Dalekowschodniego Okręgu Wojskowego, weteran wojny w Czeczenii, tytan wojskowego triathlonu (strzelanie, bieg z przeszkodami, rzut granatem), a dziś wiceszef Kraju Chabarowskiego. Ale szefem wszystkich szefów jest Wiaczesław Szport, szef Kraju Chabarowskiego. - Jego słowo jest ważniejsze niż kogokolwiek z klubu - mówi Łukasz Sekulski. W rosyjskim futbolu jest tylko garstka klubów prywatnych, resztę finansują właśnie władze lokalne.

Żaden Dziki Wschód. Pełna cywilizacja. I najlepsze ryby na świecie

- Warunki finansowe są atrakcyjne, wynagrodzenia wpływają na czas. Premii to my za często nie podnosimy z boiska, ale jak się zdarzyło, to pieniądze były od razu na koncie. Organizacja jest niezła. W klubie mamy np. zawsze obiady, do wyboru do koloru w klubowej stołówce, co w Polsce nie jest codziennością. Sportowo nie wyszło, ale szefowie klubu mają plany, by wrócić do pierwszej ligi najszybciej jak się da. Szef Kraju Chabarowskiego powiedział, że wszystkich nas ozłoci, jeśli się utrzymamy. Ale jeśli się nie uda, to nie zostawi klubu w potrzebie. Mają być  w SKA spokojni i walczyć o jak najszybszy powrót - mówi Sekulski.

O mieście mówi: żaden Dziki Wschód, pełna cywilizacja, prawie sześćset tysięcy mieszkańców. I najsmaczniejsze ryby na świecie. - Chabarowsk to raczej stare budownictwo, sporo kontrastów bogactwo-bieda, ale nie powiem, żeby weekend w tym mieście dużo się różnił od weekendów w polskich miastach. Jest w centrum dużo kawiarni, restauracji, miejsc rodzinnej rozrywki. Chabarowsk ma 300 dni słonecznych w ciągu roku, ale jak kiedyś usłyszałem od jednego taksówkarza: w zimie się nie da wytrzymać, bo za zimno, a w lecie, bo za gorąco. W zimie ludzie spacerują sobie po rzece Amur skutej lodem. Niektórzy nawet jadą nią nocą na skróty samochodami. A w lecie jest żarka na całego i granulat na sztucznym boisku pali się pod stopami - mówi Sekulski. Zimą każda tafla wody w Chabarowsku zamienia się w lodowisko, wyjeżdżają na nie na łyżwach ojcowie z synami, dziadkowie z wnuczkami. To jest ziemia hokeja, tego z krążkiem, i tego z piłką, zwanego bandy. Jest mocna hokejowy klub Amur z KHL i SKA-Nafciarz, klub bandy. Ale futbol się nie daje. A tym wszystkim, którzy odetchnęli z ulgą po spadku SKA z Premier Ligi (i z niepokojem czekają, czy przypadkiem nie awansuje Jenisej Krasnojarsk), szef wszystkich szefów z Chabarowska mówi: jeszcze do was wrócimy.

Partnerem Drogi do Rosji jest:

REKLAMA

Więcej o: