Sport.pl

Wielka draka na końcu Brazylii, czyli pięć rzeczy których dowiedzieliśmy się po meczu Włochy - Urugwaj o...

Urugwaj po wstydzie z Kostaryką najpierw wyrzucił z turnieju Anglików, a potem Włochów. Oscar Tabarez nie ma wielu piłkarzy do wyboru, sam przyznaje, że jego drużyna gra brzydko. Ale póki każdy jest w niej gotowy ratować każdego, stać ją na wielkie rzeczy - pisze Paweł Wilkowicz, wysłannik Sport.pl na MŚ 2014.
Diego Godin po zdobyciu gola w meczu Urugwaj - Włochy Diego Godin po zdobyciu gola w meczu Urugwaj - Włochy Fot. Petr David Josek

...Urugwaju.

Nie rzucaj mu wyzwania w walce o przerwanie, bo się w takich walkach specjalizuje. Znów, jak w dwóch ostatnich eliminacjach do mundiali, uratował się znad przepaści. Mistrz świata Hiszpania nie potrafiła się podnieść po pierwszym ciosie w Brazylii, choć miała potem teoretycznie łatwiejsze mecze. A Urugwaj po wstydzie z Kostaryką najpierw wyrzucił z turnieju Anglików, a potem Włochów. Oscar Tabarez nie ma wielu piłkarzy do wyboru, sam przyznaje, że jego drużyna gra brzydko. Ale póki każdy jest w niej gotowy ratować każdego, stać ją na wielkie rzeczy. A Tabarez pomaga mądrymi zmianami. W Natal przy decydującym golu podawał z rzutu rożnego rezerwowy Gaston Ramirez. Urugwaj, trochę jak nowa Holandia - zresztą też ustawił w pierwszej połowie piątkę piłkarzy w obronie - nie chce przewagi w posiadaniu piłki, chce piłkę mieć tylko wtedy, gdy będzie w stanie zaskoczyć rywala. Awansował w kontrowersyjnych okolicznościach, po tym jak nerwy puściły Luisowi Suarezowi, po kartce dla Claudio Marchisio. Ale groźne sytuacje stwarzał sobie przecież jeszcze przed kartką dla Marchisio. Po prostu wytrwał, próbując dalej.

Reprezentacja Włoch Reprezentacja Włoch Fot. YVES HERMAN

...Włochach.

Mogą teraz dorabiać do tej porażki różne legendy. Można dyskutować o wyrzuceniu Marchisio, czy nie było na pewno w tym meczu bardziej niebezpiecznych fauli. Szkoda, że tak wyglądało pożegnanie - wszystko na to wskazuje - Andrei Pirlo i Gianluigiego Buffona w wielkim futbolu reprezentacyjnym. I mecz po którym Cesare Prandell, w ostatnich latach sumienie włoskiego futbolu, poddał się na konferencji prasowej do dymisji. Ale to Włosi mogli wybrać inną broń na ten mecz, a nie taką, która im w końcu wypaliła w rękach, gdy fauli, prowokacji i złośliwości było już tyle, że meksykański sędzia postanowił być ostrzejszy niż na początku meczu. Prandelli nas do tego przyzwyczaił: że Włosi nie muszą próbować nikogo przechytrzyć, oni mają ładnie grać. Stać ich na więcej niż na urządzenie z Urugwajczykami wielkiej draki na północno-wschodnim krańcu Brazylii. Nie musieli dopuszczać do tego, żeby w przypadku awansu bohaterem był Buffon. Ich własnych wyczynów w ataku nie ma nawet co wspominać. Marco Verratti był długo ozdobą meczu, ale w końcu przegrał z kontuzją. Włosi przeszliby dalej wykrwawieni: z urazem Verrattiego, bez zawieszonych Marchisio i Mario Ballotellego, zmęczeni dwoma grupowymi meczami w trudnych warunkach: w upale w Manaus i teraz w parnym Natal, gdzie wszystko się kleiło i dopiero z czasem wiatr zaczął przynosić ulgę.

Luis Suarez Luis Suarez Fot. TORU HANAI

...Suarezie.

Tylko sobie przypomnieliśmy, że z wielkich gwiazd futbolu to on najbardziej przypomina Diego Maradonę. Tym buntem chłopaka, który wyszedł z wielkiej biedy i nigdy nie straci poczucia, że świat jest przeciw niemu. I on ma się prawo mścić tak jak chce, nawet gryząc, gdy go obrońca zdenerwuje. Jeszcze kilka dni temu miał swój wielki wieczór, dwoma golami z Anglią zamknął - wydawało się - czas dyskusji o gryzieniu i rasizmie. Nawet pokonani chcieli z nim mówić tylko o futbolu. A teraz zaczyna się od nowa. Może to po prostu ten typ tak ma, że najlepszy jest wtedy, gdy wraca skruszony, a gdy tylko poczuje się znowu mocny, przestaje nad sobą panować.

...stałych fragmentach.

Nie było w ostatnim sezonie ligowym w Europie ważniejszej głowy niż głowa Diego Godina. To w ten sposób Atletico Madryt przypominało, że lekceważone nieco przez głównym wyznawców tiki-taki i pokrewnych jej gatunków rzuty rożne albo wolne z takiego miejsca z którego warto dośrodkować, to ciągle znakomita broń. Gol Godina dał Atletico mistrzostwo w meczu z Barceloną (która gdyby futbol wymyślono bez rzutów rożnych, w ataku pewnie nie zauważyłaby różnicy, a w obronie poczuła ulgę), dał prowadzenie w finale Ligi Mistrzów. A teraz dał awans. Urugwaj pracował na tego gola od początku turnieju, konsekwentnie próbując tego, co działało w Atletico. Napastnicy zawodzili, więc pojawił się obrońca. Po tym się poznaje wielkość drużyny. Cokolwiek tu jeszcze Urugwajczycy osiągną, będą po Brazylii pamiętani za to samo, za co w RPA - przeskoczenie siebie.

...mundialu.

Mecz w Natal to mecz w innej Brazylii niż ta która jest sercem turnieju. Wilgotność była taka, że piłkarze musieli się czuć, jakby grali w szklarni, bo w ostatnich dniach Natal jest zalewane przez deszcze. Nawet przy pasie startowym na lotnisku stoją gigantyczne kałuże. Mundial tutaj dosłownie wylądował, jak z innego świata. Arena das Dunas, czyli stadion z wydm - bo wydmy i plaże to tutaj główna atrakcja - jest chyba jedynym dokończonym przedsięwzięciem w najbliższej okolicy. Wokół powstają dopiero wieżowce i biurowce, wszędzie ślady farby albo walające się kawałki betonu. Ale samo to że udało się tutaj zorganizować rundę grupową jeszcze kilkanaście lat temu byłoby nie do wyobrażenia, było zbyt biednie i niebezpiecznie. Teraz Natal stawia na turystykę - tu jest z Europy najbliżej do Brazylii, są regularne loty z Lizbony i Sztokholmu - i mistrzostwa dostał głównie po to, żeby nazwa i migawki z plaż i wydm zostały w pamięci.

Więcej o: