Jak upokarzali Lecha - lista wstydu XXI wieku

Porażka w Chorzowie była dla Lecha pierwszą tak wysoką od 30 marca 2007 roku, od pogromu na Cracovii. Od 2001 roku Kolejorz tylko dziewięć razy przegrał trzema golami lub wyżej. Wiek XXI rozpoczął od pamiętnej porażki w Zamościu z Hetmanem, jeszcze na zapleczu ekstraklasy. Oto opisy kompromitacji lechitów we fragmentach relacji Gazety.

Mat Hetmana! 3:0 w Zamościu (31 marca 2001)

Po takim meczu kibice Lecha mogą się załamać. Zwłaszcza jeśli przebyli prawie 600 kilometrów i widzieli, co Hetman Zamość wyprawiał z Lechem, gdy rozbijał go 3:0.

Tak słabego meczu Lech nie zagrał od czasów Adiego Pintera. Wyprawa poznaniaków do Zamościa na mecz, w którym można było odrobić straty do ekip spoza strefy spadkowej, zakończyła się fiaskiem.

Gracze Hetmana, nim zdobyli swojego pierwszego gola, próbowali za wszelką cenę zmusić sędziego do odgwizdania rzutu karnego. Po ich wrzutkach dochodziło do kotłowaniny na polu karnym Lecha i starć z poznańskimi obrońcami. Czwarty upadek zamojskiego piłkarza w polu karnym Lecha zakończył się wreszcie reakcją sędziego, ale Hetman szansy nie wykorzystał. Norbert Tyrajski, który obronił rzut karny, mógł być bohaterem meczu, gdyby nie to, że po tej sytuacji Lech dał się zepchnąć do rozpaczliwej obrony. Przewaga piłkarzy z Zamościa była miażdżąca, a kolejne gole tylko jej naturalną konsekwencją.

Hetman - Lech 3:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Ziarkowski (39. min), 2:0 Zajączkowski (50. z wolnego), 3:0 Pudysiak (52.)

Łubu-dubu dla prezesa Drzymały (31 marca 2002)

Po najwyższej porażce Lecha w historii spotkań derbowych prezes Groclinu Zbigniew Drzymała wręcz promieniał po meczu z radości. A to dlatego, że trzy lata temu inwestował swoje pieniądze w Lechu, jednak po pół roku rozstał się z poznańskim klubem w nie najlepszej atmosferze. Od tego momentu każde starcie z Lechem traktuje szczególnie. Przede wszystkim piłkarze dostają za pokonanie "Kolejorza" wyższe premie. Nic dziwnego, że po meczu wchodzącego do szatni Drzymałę zawodnicy przywitali okrzykiem: - Łubu-dubu! Łubu-dubu! Niech nam żyje prezes naszego klubu!

Lech prowadził niespodziewanie w Grodzisku 1:0. Groclin rzucił się do ataku od pierwszych minut po przerwie. W pięć minut wyrównał, od tego momentu gospodarze uzyskali już miażdżącą przewagę. Piłkarze Lecha zupełnie opadli z sił i zaczęli popełniać rażące błędy. Aż żal było patrzeć, jak Krzysztof Michalski w końcówce meczu nie nadąża za biegającym lewą stroną boiska Bogdanem Pruskiem. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę było jednak wprowadzenie na boisko Marcina Zająca. Zdobył gola i miał dwie asysty.

Groclin Grodzisk - Lech Poznań 4:1 (0:1)

Bramki: Groclin - Pawlak (54., z rzutu karnego za faul Wójcika na Rasiaku), Zając (78., po podaniu Jackiewicza), Rasiak (87., po dośrodkowaniu Zająca), Moskała (89., po zagraniu Zająca).  Lech - Piskuła (45., z karnego po faulu Januszewskiego na Czereszewskim).

Po Groznym jeszcze groźniej - baty od Amiki (29 sierpnia 2004)

Trzy dni po fatalnej wpadce z Terekiem Grozny spotkało Lecha Poznań jeszcze większe upokorzenie: po raz pierwszy w historii przegrał na własnym boisku derby z Amicą i to aż 0:4.

Trudno było spodziewać się cudu - tego, że po słabych czwartkowych występach obu wielkopolskich reprezentantów w Pucharze UEFA nagle ich gra odmieni się jak pod wpływem czarodziejskiej różdżki. Lech wypadł w czwartek znacznie gorzej od Amiki i podobnie było na Bułgarskiej.

Ten mecz w wykonaniu Kolejorza właściwie do złudzenia przypominał pojedynek z Terekiem Grozny. Znów byliśmy świadkami nieporadności lechitów w konstruowaniu akcji. Znów nie funkcjonowała należycie gra w środku pola. Znów nie było właściwie akcji oskrzydlających - Bóg raczy wiedzieć, dlaczego. A z drugiej strony nieruchawą, wolną i nie nadążającą za rywalami obronę Lecha co jakiś czas przeszywały kontry Amiki.

Amica nie musiała się nawet mocno natrudzić, aby wbić bramki.

Lech Poznań - Amica Wronki 0:4 (0:1)

Bramki: 0:1 Grzybowski (7. min, po podaniu Dembińskiego), 0:2 Kryszałowicz (69., po podaniu Burkhardta), 0:3 Kikut (73., po zagraniu Kryszałowicza), 0:4 Kikut (74, po zagraniu Dembińskiego)

Trójpak od ''Franka'' w 11 minut (13 listopada 2004)

Lech Poznań strzelił bramkę w Krakowie dopiero w końcówce, gdy kibice Wisły świętowali już zdobycie przez ich zespół tytułu mistrzów jesieni. Wcześniej pojedynek mistrzów Polski z Kolejorzem przypominał zabawę w głupiego Jasia.

- W Poznaniu i tak wielu skazało nas na porażkę w Krakowie. Przed wyjazdem na mecz zastanawiano się tylko, jak wysoko przegramy. Skończyło się na czterech golach - opowiadał krakowskim dziennikarzom kapitan Kolejorza Piotr Reiss. Rzeczywiście, ostatnio atmosfera wokół poznańskich piłkarzy nie jest najlepsza. To efekt słabej gry Lecha, porażek pucharowych z drugo- i trzecioligowcami, a także nerwowej reakcji kibiców. Zawodnicy są z wzajemnością obrażeni na swoich fanów, a w dodatku także na władze klubu, które od dłuższego czasu zalegają piłkarzom z wypłatami. W Lechu trwa więc wyczekiwanie na koniec rundy jesiennej, po którym dojdzie do ogromnych zmian w kadrze zespołu.

Wisła Kraków - Lech Poznań 4:1 (1:0)

Bramki: Wisła - Frankowski trzy (47. min, głową po rzucie rożnym Zieńczuka, 56., po podaniu Zieńczuka, 58., po zagraniu Gorawskiego), Cantoro (37., bez asysty)  Lech - Reiss (87., z rzutu karnego po faulu Cantoro na Reissie)

Legia dusi - różnica między teorią a praktyką (7 maja 2005)

''Trójka do zera, trafiła Legia frajera'' - śpiewali ludzie zgromadzeni na stadionie przy ul. Łazienkowskiej. Lech Poznań przegrał w Warszawie wyjątkowo łatwo.

Przeciętna tej wiosny Legia była dla poznaniaków o wiele bardziej surowym egzaminatorem. Przed wyprawą do Warszawy lechici podkreślali, że będą chcieli przetrzymać bez straty gola pierwszą połowę, bo w drugiej części Legię łatwiej pokonać. Założenie całkiem słuszne, tylko że w sobotę wieczorem nie było wiadomo, czy piłkarze Lecha zdawali sobie sprawę z tego, co powiedzieli. A może wiedzieli, co mówią, tylko nie potrafili tego wykonać. Efekt był taki, że po dwóch indywidualnych błędach już w 11. min było 2:0 dla gospodarzy.

Legia Warszawa - Lech Poznań 3:0 (2:0)
Bramki: Karwan dwie (9. min, po podaniu Szali, 60., po zagraniu Kaczorowskiego), Kiełbowicz (11., z rzutu wolnego po faulu Lasockiego na Sokołowskim II),

Brożek show w Krakowie (24 września 2005)

Wisła skutecznie wybiła Lechowi z głowy myśli o pierwszym miejscu w ekstraklasie. - Wiadomo, że przed meczem do gazet mówiliśmy różne rzeczy, ale tak naprawdę w Krakowie marzyliśmy choćby o remisie - stwierdził pomocnik Kolejorza Tomasz Iwan

- Im mniej powiem o naszej grze, tym lepiej - kręcił głową szkoleniowiec Lecha Czesław Michniewicz. - Wisła pokazała nam miejsce w szyku. Niektórym głowy się zapaliły, że Lech jest w stanie z Wisłą rywalizować o mistrzostwo Polski. Z żalem trzeba stwierdzić, że nie stać nas na to.

Jedynego gola w Krakowie lechici strzelili kwadrans przed końcem spotkania, gdy jego losy były już przesądzone. Przy stanie 4:0 dla Wisły poznaniacy wykonywali rzut rożny. Podawał Piotr Reiss, a Krzysztof Gajtkowski uciekł Radosławowi Sobolewskiemu i wpakował piłkę do siatki. Duet napastników Kolejorza znów zapracował na gola, ale tym razem nie było szans, by stało się to w meczu zwycięskim dla Lecha.

Wisła Kraków - Lech Poznań 5:1 (2:0)
Bramki: Wisła - Paweł Brożek trzy (14. z podania Baszczyńskiego, 32. z podania Sobolewskiego, 62. z podania Kryszałowicza), Zieńczuk (70.), Penksa (88. głową po dośrodkowaniu Piotra Brożka); Lech - Gajtkowski (75. po dośrodkowaniu Reissa).

Trener Michniewicz tylko łapał się za głowę (4 kwietnia 2006)

Wisła Płock w marcu wyeliminowała Lecha Poznań z Pucharu Polski. Teraz rozgromiła go 5:1 w zaległym meczu ligowym i szybko sprowadziła na ziemię po niedawnej, wysokiej wygranej w Zabrzu.

Wisła zdobyła dwa gole zaledwie w cztery minuty - tak jak Lech w Zabrzu. Pierwsza padła po akcji prawą stroną (nie popisał się Telichowski), Jeleń z łatwością dryblował w polu karnym i dograł piłkę Wanowi Geworgianowi - precyzyjnie, tak jak w meczu z Arabią Saudyjską - i pomocnik płocczan z bliska uderzył głową do siatki. Druga bramka padła co prawda po rzucie rożnym, ale poprzedziła go seria kiksów, w tym pomyłka Bartosza Bosackiego. Kotorowski obronił strzał Mierzejewskiego i na spółkę z obrońcami dobitkę Jelenia. Po wrzutce z rogu i strzale Żarko Belady, ''Kotor'' znów odbił piłkę, ale tym razem nikt już nie zapobiegł dobitce Czecha Josefa Obajdina z 3 m.

Przez cały mecz zespół Czesława Michniewicza stworzył sobie tylko jedną dogodna okazję strzelecką!

Drugą połowę Lech rozpoczął z animuszem, ale szybko został uspokojony. Obajdin przerzucił piłkę nad obrońcami, Jeleń był sam na sam z Kotorowskim i strzelił między nogami bramkarza Kolejorza. Było właściwie po meczu.

Gdy Patryk Rachwał wykorzystał rzut karny, na stadionie Wisły rozpoczęła się fiesta, głośnym ''Ole!'' widownia nagradzała każde celne podanie piłkarzy Płocka. Kapitalną partię rozgrywał Jeleń, który wypracował piątego gola, choć wydawało się, że strzelający Obajdin był na spalonym. Załamany Michniewicz złapał się tylko za głowę...

W tym sezonie jego zespół po raz drugi przegrał 1:5 (wcześniej jesienią w Krakowie z Wisłą), ale w tak marnym stylu nie grał jeszcze nigdy. Dla Wisły Płock to najwyższa wygrana w dziejach klubu.

Wisła Płock - Lech Poznań 5:1 (2:0)

Bramki: Geworgian (23.), Obajdin (25., 76.), Jeleń (48.), Rachwał (72. karny) - Scherfchen (90.).

Rozjechani na ''Pasach'' (30 marca 2007)

Wystarczy powiedzieć, że jednym z nielicznych lechitów, którego można pochwalić, jest bramkarz Krzysztof Kotorowski. Właściwie pomylił się tylko raz, gdy w 23. min Dariusz Pawlusiński świetnym strzałem, ale z ostrego kąta, posłał piłkę nad rękawicami poznańskiego golkipera. Potem jednak Kotorowski ratował Lecha w beznadziejnych sytuacjach.

Gra Lecha w drugiej połowie wyglądała wręcz tragicznie. Bez walki, bez próby przeciwstawienia się rywalowi, który właściwie dostał tę wygraną w prezencie. Bez konieczności rozgrywania wielkiego meczu, a i tak z zatrważającą łatwością Cracovia rozprawiła się z beznadziejnym Kolejorzem. - Zagraliśmy bardzo słabo, jakbyśmy spotkali się pierwszy raz, jakbyśmy przyjechali do Krakowa na wycieczkę, a nie na mecz ligowy. Żadna akcja nam nie wychodziła. Nie wiem, z czego to wynikało - powiedział kapitan Lecha Piotr Reiss.

Cracovia - Lech Poznań 3:0 (1:0)
Bramki: Pawlusiński (23.), Nowak (49.), Bojarski (71.)