Działo się. Na stadionach Polski i świata. Superbohaterowie i antybohaterowie

O największym postępie i polskim trenerze, najsmutniejszym pożegnaniu, najdłuższej piłkarskiej wojnie i innych ważnych i ciekawych rzeczach mijającego roku, pisze Rafał Stec.

Najefektowniejszy postęp

Grali tak beznadziejnie, że przeciwników wpędzali w zakłopotanie. Od zawsze leżeli na dnie rankingu FIFA, w międzypaństwowym meczu nigdy nie objęli nawet prowadzenia (przegrali wszystkie trzydzieści), a kiedy porażką 0:31 z Australią ustanowili rekord wszech czasów, federacja Oceania zmieniła reguły mundialowych eliminacji (zorganizowała prekwalifikacyjne gry między słabymi), żeby kuriozalnych spektakli uniknąć. Oto piłkarze Samoa Amerykańskiego - wysepek pływających na końcu świata i zaludnianych przez 55 tys. mieszkańców, ze stolicą w Pago Pago, w której maksymalna dopuszczalna prędkość na ulicach to 20 mil na godzinę.

Aż notorycznymi przegrywaczami zaopiekował się Thomas Rongen, trener juniorskiej kadry USA. Szok przeżył już pierwszego dnia, gdy do jego biura weszła atrakcyjna kobieta. - Pomyślałem, że jest kierownikiem drużyny albo masażystką, ale zapytałem, jaką pełni funkcję. Usłyszałem, że "środkowego obrońcy". Tak zetknąłem się z Fa'afafine, czyli przedstawicielem specyficznej dla kultury samoańskiej trzeciej płci - biologicznym mężczyzną, który czuje się kobietą. To tutaj powszechnie akceptowane, że na co dzień ubierasz się jak dziewczyna, randkujesz z chłopakami, a sport uprawiasz z mężczyznami. I jeszcze zostajesz najlepszym stoperem reprezentacji - opowiada Amerykanin. Na Johnny'ego "Jayiaha" Saeluę koledzy wołają po prostu "siostra".

Rongen pochodzi z Holandii, tam się wyuczył na trenera, jako swoich mistrzów wymienia Rinusa Michelsa i Johana Cruyffa. Na Samoa o 4.30 wsiadał w jedną z kilku na wyspie ciężarówek, zabierał ośmiu śpiących na podłodze - w jednym dużym pokoju, bez materaców - piłkarzy i zawoził na nadbrzeże, skąd wypływali na połów tuńczyka. Tak zarabiają na życie. Rongen zaordynował im prawdziwe zajęcia taktyczne, sesje medytacyjne i jogę; skrócił treningi, lecz uczynił je intensywniejszymi; nauczył odpoczywać; wyperswadował odruchowy defetyzm, który kazał im sądzić, że jeśli nie stracili dwucyfrowej liczby goli, to osiągnęli świetny wynik.

I piłkarze Samoa Amerykańskie wywołali sensację roku. Pokonali 2:1 Tonga, odnosząc bezprecedensowe, historyczne zwycięstwo. Potem zremisowali jeszcze z Wyspami Cooka, by dopiero w ostatniej kolejce preeliminacji ulec 0:1 Samoa (gospodarzom turnieju) i stracić szansę na awans. Bramkę stracili w 90. minucie, wcześniej sami trafili w słupek... Przed decydującym starciem internetową witrynę federacji Oceanii rozgrzało 380 tys. kliknięć, 19-krotnie więcej niż w dotychczasowym rekordowym dniu.

Z tamtej okrutnej chłosty australijskiej do dziś w podstawowej jedenastce przetrwał tylko bramkarz Nicky Salapu. Zwierza się, że po przyjęciu 31 goli nie umiał poradzić sobie ze wstydem i z rozpaczy zaczął pić. Uratował go prezent od dziewczyny - PlayStation. Teraz wreszcie wygrał w realu.

Ostatni mecz Polska - Niemcy zakończył się remisem 2:2 Ostatni mecz Polska - Niemcy zakończył się remisem 2:2 Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Polski przebój reprezentacyjny

Sekundy dzieliły piłkarzy od historycznego triumfu nad Niemcami, sekundy dzieliły też Franciszka Smudę od meczu mitu założycielskiego drużyny na Euro - to był tylko sparing, ale też chyba jedyny za jego kadencji, który podniósł nam poziom adrenaliny i miał potencjał, by stać się tym, czym dla Leo Beenhakkera stało się zdumiewające zwycięstwo nad Portugalią.

Triumfem, do którego selekcjoner mógłby się odwoływać, budować na nim zaufanie kadrowiczów do swoich umiejętności, niemożliwe czynić możliwym. Choć bowiem Polacy tracili panowanie nad sytuacją, ilekroć Niemcy przyspieszali, to rywale pozostają chyba głównymi faworytami mistrzostw.A my razem z nimi pozostaniemy jedyną w świecie parą państw sąsiadów (odkrycie autorów encyklopedii Fuji), w której jeden nie zdołał nigdy pokonać drugiego...

Radość piłkarzy Legii w meczu ze Spartakiem Radość piłkarzy Legii w meczu ze Spartakiem Fot. Ivan Sekretarev AP

Polski przebój klubowy

Najazd Legii na Moskwę. Wyeliminowanie Spartaka, ale też Gaziantepsporu, Rapidu Wiedeń i Hapoelu, zaskoczyło nas tym bardziej, że warszawianie w europucharach wypadali słabiej od innych czołowych polskich klubów (od blisko dekady nie umieli pokonać nikogo znacznego), a w poprzednim sezonie partaczyli na potęgę także w kraju.

Latem trener Skorża dostał wsparcie charyzmatycznego adiutanta. Michał Żewłakow (35 lat) to na murawie istny wicetrener, bez przerwy przemawiający do młodszych kolegów i chętnie przez nich słuchany. Dyryguje, organizuje, tłumaczy, ruga. Choć sam miewa wstydliwe wpadki, to wielu partnerów czyni wyraźnie lepszymi piłkarzami. Można się spodziewać, że nawet jeśli pewnego dnia kontrolę nad sytuacją straci Skorża, zapanuje nad nią Żewłakow. To transfer bezcenny, tak samo jak bezcenna w ataku jest inteligencja i pazerność na udział w każdej akcji Danijela Ljuboji (33 lata). Z tymi dwoma wieżami na obu krańcach boiska ewentualna niesubordynacja generała stojącego przy linii bocznej stała się zagrożeniem dla jego ludzi nieco mniejszym.

Robert Lewandowski Robert Lewandowski Fot. ALEX DOMANSKI REUTERS

Polscy piłkarze nad piłkarzami

Ilekroć spojrzę na Roberta Lewandowskiego , zaczyna mi się roić, że na Euro 2012 coś tam nasi mogą jednak ugrać. Z futbolistą tej klasy nie jechaliśmy na żaden z nowożytnych wielkich turniejów. Na poprzednim Euro właściwie nie zabraliśmy napastnika, teraz wystawimy - jak na nasze standardy - giganta, o którym Włosi po sparingu z Polską pisali, że pojedynki z nim były fantastycznym testem dla ich młodego stopera Andrei Ranocchii.

Lewandowski wszechstronnieje, niekiedy sprawia wrażenie, iż staje się lepszy z meczu na mecz. I nadal utrzymuje skuteczność znaną ze Znicza Pruszków czy Lecha Poznań, choć skala wyzwań rośnie. W 50 meczach Bundesligi strzelił 20 goli. To daje średnią 0,40 bramki na kolejkę. Żaden Polak takiej na niemieckich trawach nie miał. Za nim są: Jan Furtok (188/60, czyli 0,32 bramki na mecz), Ebi Smolarek (81/25, czyli 0,31 bramki na mecz), Andrzej Juskowiak (184/56, czyli 0,3 bramki na mecz). Cała jesień Lewandowskiego w Borussii Dortmund i reprezentacji Polski to 31 meczów, 19 goli, 9 asyst. Mamy autentyczną gwiazdę.

Na miano polskiego gracza roku zasługuje też jednak jego kolega z Borussii. O ile bowiem Lewandowski wciąż nie mieści się nawet w dwudziestce czołowych napastników w Europie, o tyle Łukasz Piszczek w wersji A.D. 2011 mieścił się na swojej pozycji w pierwszej dziesiątce. Ostatnio zaczął popełniać błędy, ale np. fachowy 'Kicker' nadal widzi w nim najlepszego prawego obrońcę Bundesligi (nasz rodak został nim już w sezonie poprzednim). W tym stuleciu tylko jednego Polaka brali pod uwagę zagraniczni autorzy zestawień klasyfikujących piłkarzy w poważnych rozgrywkach - Artura Boruca wyeksponowanego kiedyś na europejskie podium przez 'La Gazzettę dello Sport'. Piszczek raczej mu nie dorówna, ale wśród rodaków pozostaje przypadkiem wybitnie niezwyczajnym. Choć jaśniej świecą gwiazdy Lewandowskiego czy Szczęsnego, to właśnie on w kontynentalnej hierarchii wspiął się najwyżej.

Souleymane Coulibaly - strzelec ośmiu bramek na MŚ do lat 17 Souleymane Coulibaly - strzelec ośmiu bramek na MŚ do lat 17 fot. Internet

Cudowne dziecko

Jako 13-latek Souleymane Coulibaly uciekł z Wybrzeża Kości Słoniowej przed wojną domową, dołączył do ojca (który poślubił Włoszkę), zaczął trenować w Sienie. Międzynarodową karierę rozpoczął na mundialu 17-latków - choć jego drużyna odpadła w 1/8 finału, strzelił dziewięć z jej dziesięciu goli (jednego Australii, cztery Danii, trzy Brazylii, jednego Francji) i został najskuteczniejszym piłkarzem turnieju. A przy okazji rekordzistą - taki sam snajperski dorobek miał kiedyś Florent Sinama Pongolle, ale pracował na niego w sześciu spotkaniach.

Jesienią Coulibaly zdobywał już bramki dla Tottenhamu, w nazywanych młodzieżową Ligą Mistrzów rozgrywkach NextGen Series. 26 grudnia skończy 17 lat.

Najdłuższa piłkarska wojna

I najkrwawsza. Niemal wszystkie z siedmiu tegorocznych El Clasico zapaskudziły skandale - były brutalne faule, czerwone kartki, bijatyki, oskarżenia o rasizm, chamskie perory José Mourinho. Rywalizację bezdyskusyjnie wygrała też Barcelona i jeśli po jej triumfie jesiennym obyło się bez awantur, to być może również dlatego, że ludzie Realu poczuli się zrezygnowani, ostatecznie uznając wyższość rywala. Skoro pokonał ich nawet wtedy, gdy po 20 sekundach objęli prowadzenie - a królewscy wygrali wcześniej 72 kolejne mecze, w których pierwsi zdobywali bramkę...

Samuel Eto'o Samuel Eto'o Fot. Riccardo De Luca/AP

Dobrowolne wygnanie za 20 mln

Tyle rocznie (w euro) zarabia Samuel Eto'o, który przyjął ofertę Anży Machaczkała. Klub z Dagestanu, jednego z najbiedniejszych regionów kaukaskich, stał się niewyobrażalnie bogaty (właściciel Sulejman Kerimow dysponuje majątkiem zbliżonym do majątku Silvia Berlusconiego), ale sportowo odstaje na razie nawet od europejskiej klasy średniej.

Ze względów bezpieczeństwa (czytaj: zagrożenie terrorystyczne) jego piłkarze trenują w Moskwie, a do położonej nad Morzem Kaspijskim Machaczkały latają tylko, by rozgrywać mecze u siebie, na niewielkim, 16-tysięcznym stadionie. Czyli nigdzie. Zwłaszcza z perspektywy najlepszego być może napastnika na świecie.

Diego Maradona w roli trenera Al Wasl Diego Maradona w roli trenera Al Wasl Fot. JUMANA EL-HELOUEH REUTERS

Maradona wie swoje

25-lecie pracy w MU Aleksa Fergusona uczcił chyba najoryginalniej. 'Uważa się go za ważnego trenera tylko dlatego, że zawsze miał pod sobą wielkich graczy' - ogłosił Argentyńczyk, którzy jako selekcjoner też miał pod sobą wielkich graczy, ale za ważnego trenera nikt go nie uważa.

Neymar Neymar Fot. ALEX DOMANSKI REUTERS

Upadek Brazylii

Po ubiegłorocznej klapie mundialowej przyszła klapa na Copa America - tam też 'Canarinhos' odpadli w ćwierćfinale, nie potrafiąc pokonać Wenezueli ani Paragwaju. Z tym ostatnim remisowali dwukrotnie, by w decydującym starciu zmarnować wszystkie cztery (!) wykonywane rzuty karne. Dlatego w rankingu FIFA spadli najniżej w historii - bujają się między piątym a siódmym miejscem. A może to normalne, że reprezentacja upada, jeśli sparingpartnerów dobiera jej agencja marketingowa (Kentaro, objazdowy cyrk nosi nazwę Brazil World Tour) akceptująca wszystkich, którzy słono zapłacą? W tym roku i tak się poprawiło - pięciokrotni mistrzowie świata rzadziej grali z rywalami komicznie egzotycznymi, nie powtórzyło im się też kuriozum ciut starsze - rozgrywanie meczu z argentyńskimi sąsiadami w Katarze.

Chaotycznego obrazu dopełnia skandal z planem gier na najbliższym, brazylijskim mundialu. Planem podporządkowanym wojenkom działaczy i polityków. - To absurd. Czy oni nie rozumieją, jakie znaczenie ma dla nas ten stadion? - wściekał się Mario Zagallo po szokujących wieściach, że na turnieju w 2014 gospodarze tylko jeden mecz - finałowy - mają szansę rozegrać na Maracanie, monumentalnej ikonie tamtejszego futbolu.

Andre Villas-Boas Andre Villas-Boas Fot. Kirsty Wigglesworth AP

Portugalskie łby do interesów

Chelsea musiała wyłożyć 15 mln euro, by wyjąć z FC Porto Andre Villasa Boasa . I uczyniła go najdroższym trenerem świata. Poprzednim rekordzistą był inny Portugalczyk José Mourinho, rok wcześniej podebrany Interowi Mediolan przez Real Madryt za 8 mln. Najdroższy piłkarz w historii? Oczywiście Portugalczyk, kupiony za 95 mln Cristiano Ronaldo.

A najskuteczniejszy i w tej chwili już chyba również najsławniejszy agent, czyli pośrednik w handlu futbolowym żywym towarem? Portugalczyk Jorge Mendes. Wpływy niewielkiej nacji z kąta kontynentu wciąż rosną, co widać i na/przy boiskach, i w transferach - nikt nie ubija lepszych interesów, nikt nie sprzedaje tylu graczy za dziesiątki milionów. W tym roku opchnęli Radamela Falcao za 40 mln, Fabio Coentrao za 30 mln, Davida Luiza też za 30 mln. W 2010 Angela Di Marię za 33 mln, Ramiresa za 22 mln, Bruno Alvesa za 20 mln. W 2009 Lisandro Lopeza za 24 mln i Lucho Gonzaleza za 20 mln. W 2008 Ricardo Quaresmę za 24 mln i Jose Bosingwę za 20,5 mln. W 2007 Andersona za 31,5 mln, Pepe za 30 mln, Naniego za 25 mln i Simao Sabrosa 20 mln. Podróż w przeszłość można by ciągnąć, ale chyba już widać, w czym rzecz - w połowie przypadków kupujący grubo przepłacał, notorycznie przeceniani są zwłaszcza portugalscy obrońcy. W 2012 roku Portugalczycy znów się obłowią - na eksporcie Joao Moutinho i Nicolasa Gaitana. Mój typ: po 30 mln euro od Chelsea i Manchesteru Utd. A jest jeszcze napastnik Hulk, wart jeszcze więcej...

Spojrzenie w przyszłość

Za sto lat ludzie będą szaleć na punkcie Szachtara Donieck tak samo, jak teraz wielbią Barcelonę - wyprognozowała podczas party na 75-lecie ukraińskiego klubu Milla Jovovich, aktorka i modelka urodzona w Kijowie.