Odkrycia roku 2013

Kto w minionym roku namieszał w ciachowych sercach, umysłach i kolanowych chrząstkach?

Jakub Kosecki (i jego odkrycia)

Nie no, jasne, że wiedziałyśmy, że jest taki piłkarz jak Jakub Kosecki, i że jest nadzieją jeśli nie polskiej, to na pewno warszawskiej piłki, ale dopiero w tym roku odkryłyśmy, że on bardzo lubi odkrywać. Na przykład plecy.

Albo kości biodrowe.

Nie mówiąc już o tym, co nad nimi.

Tudzież, pod nimi.

A ponieważ odkrywanie jest bardzo ważne i jest motorem postępu, niech żyje nasz piękny odkrywca!

Carson Clark

Carson przygodę z Ciachami zaczynał jako brzydki kolega Matthew Andersona, który namówił go na wspólne pozowanie w kąpielówkach na brazylijskiej plaży. Jesienią okazało się, że atakujący zasili szeregi Transferu Bydgoszcz, i nagle, ni stąd ni zowąd, zrobił się...przystojny.

Carson ujął nas potem swoim poczuciem humoru, niesłabnącą, mimo wciąż zaginionego bagażu, pogodą ducha oraz miłością do V-necków, której nie przeszkodzić mogły nawet srogie polskie śniegi. Ani rozczarowująca oferta polskich sklepów odzieżowych.

Całości dopełnia fakt, że Carson cały czas jest na poszukiwaniach polskiej żony ;)

David Luiz

Że David Luiz jest słodki, uroczy i lubi się wygłupiać, to odkryłyśmy już w zeszłym roku. Albo i jeszcze wcześniej. Ale, że jest przy tym piękny, ma fantastyczną szczękę, cudowne usta i oczy, to dopiero w tym. I podejście do dzieci, które rozmiękcza nasze serca i unicestwia chrząstki w kolanach...

Nawet, pomimo koszmarnej fryzury. Nawet, pomimo tego, że znalezienie zdjęcia, na którym nie robiłby głupiej miny wiąże się z przekopaniem internetu na wylot.

Srsly, nie ma takiego zdjęcia, na którym nie pokazywałby języka!

A nie, czekajcie, jednak jest. Warto było kopać.

Nico Uriarte

Z dwójki Argentyńczyków, którzy w tym sezonie zasilili barwy Skry Bełchatów, to Facundo Conte (którego walory są nam od dawna znane i przez nas cenione) miał być tą najjaśniejszą gwiazdą. Tymczasem to ten niepozorny rozgrywający zaczął nas raz za razem i co raz bardziej czarować, kusić chłopięcym wdziękiem i urokiem łobuziaka jednocześnie...

A kiedy wyskoczył w tej pikowanej kurtce, to już totalnie, nawet Facu patrzył z zazdrością i niedowierzaniem.

Luca Vettori

Młodziutki atakujący z Włoch to kolejna niespodzianka z tegorocznych rozgrywek Ligi Światowej. Luca na nasze łamy wkraczał może i cichutko, może jeszcze bez takich dymów i fajerwerków jak niejaki Żulien...

...ale coś nam mówi, że w przyszłości jeszcze sporo namiesza.

Siedmioboiści

Mistrzostwa Świata w lekkiej atletyce zaowocowały odkryciem, że siedmiobój to piękny sport, uprawiany przez pięknych mężczyzn. A więc wszystkie siedmiobojowe konkurencje śledziłśmy z zapartym tchem i lekkim zawrotem głowy, zupełnie nie mogąć się zdecydować czy Pascal Behrenbruch...

...czy Gunnar Nixon...

...a może Francuz Kevin Meyer, który skakał, rozkosznie odsłaniając brzuszek...

...albo zwycięski Ashton Eaton, który nie tylko był przystojny...

...nie tylko zwyciężył, ale potem dzielnie dopingował swoją śliczną, kanadyjską żonę, wraz z nią wygrywając konkurs na najsłodszą parę mistrzostw.

Bruno Romanutti

Historia Bruno przypomina nieco ścieżkę Carsona. Początki również były trudne. W ligoświatowym okresie kiedy wszyscy łoili nam skórę, ciężko w ogóle było patrzeć na rywala przychylnym okiem, zwłaszcza, że argentyński atakujący niszczył nie tylko nasze bloki, a też menu w McDonaldsie.

I znowu, i gdy okazało się, że siatkarz zagra w polskiej lidze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...

Zaczęłyśmy dzwonić po straż pożarną i krążyć między kawą, herbatą i kakaem w kieleckim Tesco.

Sportowe początki Bruno w barwach Effectora nie były oszałamiające, na szczęście teraz zdaje się już odnajdywać na boisku. Oraz w języku polskim.

Julien Lyneel

Piękny Żulien był sprawcą naszego ogromnego dysonansu poznawczego, kiedy Francuzi bili nas okrutnie w Lidze Światowej, a my udawałyśmy, że wcale się tam nie patrzymy i że Żulien wcale nie jest taki piękny. A jest.

Co prawda w drobny kryzys ten związek wprawiła akcja Movember...

Oraz akcja "spal te buty"...

Ale na koniec Julien udobruchał nas w najpiękniejszy możliwy sposób świata. Pięcioma kilogramami Nutelli.

PIotr Żyła PIotr Żyła Facebook.com/Piotr-Żyła-Official

Piotr Żyła

Oczywiście hipsterzy skoków narciarskich Piotr Żyłę #znalijuzwczesniej, jednak szeroka publiczność poznała go i pokochała dopierona początku 2013 roku, a w marcu Najsłynniejszy Facebook Polskiego Sportu potroił ilość lajkujących go fanów. We wszystkich polskich domach "garbik" i "fajeczka" weszły do codziennych słowników, a zawołanie "chodź, Małysz będzie skakał" zostało płynnie zastąpione przez "chodź, Żyła mówi".

"He, he, he" Żyły i "nie no, żartuje" jest już słynniejsze niż słynne "he, he" Jacka Gmocha, no i w ogóle co my Wam będziemy opowiadać o Żyle, jak tu nic mądrego powiedzieć się nie da. Możemy co najwyżej zapytać, czy widziałyście już trailer "Robocopa" z nim w roli głównej.

Jan Ziobro

Początek roku przyniósł nam Piotra Żyłę, koniec roku przyniósł nam Jana Ziobrę. A konkretnie przyniósł go jeden, pamiętny weekend w Engelbergu, gdzie Ziobro poszybował po zwycięstwo, przeskakując Kamila Stocha, ki wielkiej uciesze tego ostatniego.

Następnego zaś dnia, Ziobro poszedł za ciosem i uplasował się na trzecim stopniu podium, dając się wyprzedzić tylko Wellingerowi i... Stochowi właśnie. Janek (czy możemy się tak spoufalić?) kupił nas nie tylko dobrym skakaniem, ale też oczywiście słynnym napisem na nartach...

...i zdolnościami manualnymi, które wykorzystuje do lakierowania kasków kolegom.

Ale przecież nie tylko o Żyłę i nie tylko o Ziobrę chodzi. Chodzi o to, że rok 2013 był w ogóle bardzo dla polskich skoków udany i odkryyśmy, że nie tylko istnieje życie po Małyszu, ale także, że jest ono bardzo ładne, urozmaicone i emocjonujące, że za przykład przywołamy tylko mistrzostwa świata w Val di Fiemme, na których polscy skoczkowie wywalczyli dwa medale - złoty Stocha i brązowy w drużynie.

Oby więcej takich cudownych odkryć w 2014!

Więcej o: