Co zapamiętamy z rundy jesiennej T-Mobile Ekstraklasy?

Wczoraj zakończyła się się runda jesienna T-Mobile Ekstraklasy. Pierwszy raz od  bardzo dawna (jeśli dobrze sięgamy pamięcią) nie ma żadnych awansowych kolejek wiosennych, a więc to już koniec i bomba, bezligowie do wiosny. Trochę smutno, ale na razie zanurzmy się w rozpamiętywaniu tego co było.
Jakub Kosecki Jakub Kosecki Kuba Atys/Agencja Wyborcza.pl

Legia mistrzem jesieni

Uwaga metodologiczna: nasze rozpamiętywanie nie pretenduje broń Boże do miana jakiegoś fachowego podsumowania. Na naszą Ekstraklasę zawsze patrzymy z sympatią i zupełnie nie lubimy i nie podzielamy narzekań na "szarą polską ligę", ale nie ukrywamy też, że w tym sezonie, na skutek rozmaitych zawirowań, nie zawsze udawało nam się śledzić wszystko tak, jakbyśmy chciały. Co więc przebiło się do naszej świadomości i co zapamiętamy? I co, zapamiętacie Wy?

Legia mistrzem jesieni

Mistrzem jesieni została warszawska Legia, która jest specjalistką od (red. rybka coś o tym wie) rozbudzania, a potem perfidnego rozwiewania kibicowskich nadziei. Jednak tym razem chyba naprawdę uwierzę, że może, może... Legia pod wodzą Janka "Najsłodszy Uśmiech w Ekstraklasie"Skorży ma coś, czego nie miała pod wodzą Skorży. Wolę walki. Nawet jeśli nie zawsze udawało jej się dogonić i wygrać, to zawsze próbowała. Tylko raz zresztą nie udało jej się zdobyć gola - w ostatniej kolejce, w prestiżowym meczu ze Śląskiem.

Danijel Ljuboja z Legii jest jesiennym królem strzelców - z 10 bramkami, ale gdy myślimy o Legii jesienią 2012 roku to myślimy o innym zawodniku. Wiecie o kim?

Kuba Kosecki

No pewnie, że wiecie.

Kuba Kosecki przebojem wdarł się na nasze łamy i w nasze serca. Strzelał piękne bramki, dryblował jak Messi, był (a właściwie nie był) Turbokozakiem, ale pokazywał też wszystkim ignorantom co znaczy styl warszawskich ulic, jako ulubioną książkę wymieniał 50 Twarzy Greya (so hot, so creepy), a na końcu podpadł, gdy okazało się, że ma węższą talię od red. rybki.

Kochamy Kosę.

x

Mali, ale dzielni

Najbardziej podobało nam się w tym sezonie, że dzielnie i bohatersko spisywały się kluby spoza zwyczajowej ligowej czołówki. Takie, w których nie przelewa się finansowo, nie grają wielkie nazwiska, gra za to sporo zdolnej młodzieży i twardych charakterów.

Przez kilka kolejek niespodziewanie liderował Widzew, w którym średnia wieku wynosi niewiele ponad 20 lat, a główny ciężar gry spoczywa na młodziutkich zawodnikach. Niektórzy z nich prezentują się w dodatku bardzo przyjemnie. Np. taki 19-letni Mariusz Rybicki mógłby nam nawet zrekompensować stratę innego sympatycznego młodziana z rybą w nazwisku - Macieja Rybusa.

 

.

Fot. Widzew.pl

Widzew kończy wprawdzie jesień w połowie tabeli, ale jego świetnego początku i solidnej postawy długo  nie zapomnimy.

 

Adam Nawałka zrobił z Górnikiem coś niesamowitego i w pewnym momencie tej jesieni zupełnie poważnie zaczęto mówić, że Górnik "idzie na mistrza". Zabrzanie grali ładnie, potrafili skonstruować atak pozycyjny, a na liście ich "ofiar" znalazło się wiele, teoretycznie silniejszych klubów.

 

Bardzo ciekawie zaczął grać Piast, beniaminek, uosabiany do tej pory z typową, ligową młócką. Tej jesieni grał ofensywnie, przyjemnie dla oka i odniósł siedem zwycięstw. No i ma całkiem ładnego trenera, nie uważacie?

X

Piotr Stokowiec i Łukasz Teodorczyk Piotr Stokowiec i Łukasz Teodorczyk Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Polonia i jej karne

No dobrze, to trochę niesprawiedliwe. Bo Polonia też ma za sobą świetną jesień, jej trener Piotr Stokowiec czyta Myśliwskiego i wydaje się być nader ciekawą postacią, a wziąwszy pod uwagę fakt, że przed startem ligi była jednym wielkim znakiem zapytania, opuszczona przez Wojciechowskiego, pozbawiona zgrupowania, klecona naprędce przez trenera Stokowca, jej miejsce na podium jest naprawdę nie lada wyczynem.

Tym większy pech, że wszyscy pamiętać jej będą głównie te niestrzelone karne, aż cztery w rundzie, które pudłowali, jeden po drugim, zawodnicy Czarnych Koszul, przysparzając uciechy całej Ekstraklasie. Z jedenastu metrów nie udało się pokonać bramkarza Tomaszowi Brzyskiemu, Władimirowi Dwaliszwiliemu, Pawłowi Wszołkowi i Łukaszowi Teodorczykowi.

W końcu, doszło do tego, że sam trener Stokowiec... cieszył się kiedy sędzia nie wskazywał na wapno. Po wczorajszym meczu z Pogonią (wygranym 2:0), kiedy Hubert Siejewicz mógł podyktować karnego po faulu na Damianie Gołębiewskim wyznał szczerze:

Muszę podziękować sędziemu. Już się przestraszyliśmy, że będzie rzut karny. Zlitował się, podyktował rzut wolny pośredni. Wszyscy wiedzą, o co chodzi.

Co z tą Wisłą?

Zdecydowanie największe rozczarowanie rundy. Klub, który mimo pewnych trudności i ubiegłorocznego kryzysu miał walczyć o podium, przez całą jesień tułał się gdzieś w okolicy środka tabeli, by ostatecznie skończyć rozgrywki na 11 miejscu. Za naszego życia, przynajmniej tego kibicowskiego, takie rzeczy się nie działy.

Wiślacy nie dość, że nie strzelają zbyt wielu bramek, to jeszcze mają dziurawą obronę z tendencją do oglądania czerwonych kartek i bramkarza, który co prawda wciąż pozostaje całkiem hot, ale latka lecą i z ratowaniem kolegów z opresji już nie jest tak dobrze. O stylu gry pomilczymy trochę ze spuszczonymi głowami.

Nie pomogła nawet zmiana trenera. Michała "polskiego Guardiolę" Probierza zastąpił Tomasz "właśnie wróciłem z planu Ogniem i Mieczem" Kulawik, a drużyna jak nie grała, tak nie gra.

 

Probierz i Kulawik

 

I coraz głośniej plotkuje się, że remedium na ten mały dramat ma być Franciszek Smuda. Oj szykuje się naprawdę ponura zima w Krakowie.

Maciej Korzym Maciej Korzym Fot. Jaros?aw Kubalski / Agencja Wyborcza.pl

Korona, remis, Maciej Korzym i szalony komentator

Korona radzi sobie w tym sezonie tak sobie, ma wprawdzie dopiero 13. miejsce, ale dość bezpieczne 10 punktów nad strefą spadkową. Ma w swoich szeregach Macieja Korzyma, na którego mamy nieuleczalnego crusha od bardzo, bardzo dawna i to właśnie dzięki niemu zapamiętamy mecz Korony z Wisłą i niezwykłą reakcję pewnego komentatora.

Korona przegrywała 0:1, sędzia pokazał jej dwie czerwone kartki, a mimo to, w samej końcówce spotkania Maciek Korzym zdołał wyrównać, a pewien komentator oszalał...

Ona tańczy dla mnie

Dobra, wszystkie wiemy, że zaczęło się od Michała Kądzioły, który tańczy dla mnie pięknie jak nikt inny. Ponieważ jednak prawem internetu jest, że virale się viralują - melodyjny przebój zespołu Weekend (nawiasem mówiąc wcale nie uważamy, że to disco polo, to po prostu disco) stał się hitem naszej Ekstraklasy. Śpiewali go kibice Legii na meczu przyjaźni z Pogonią...

...nucili piłkarze Cracovii (no dobra, to nie Ekstraklasa, ale wciąż nie możemy się przyzwyczaić) w szatni po zwycięstwie nad Polonią Bytom, że pobrzmiewa w szatni Ruchu Chorzów zdradził Kamil Adamek, ryczą na całe gardło niższe ligi (zwłaszcza GKS Tychy), a frontmen zespołu ujawnia swe kibicowskie sympatie: Pomorzanka Sejny! (True story).

Aż w końcu przychodzi pamiętna sprawa z oprawą Lecha na meczu z Legią, która naszym zdaniem - nie ujmując nic Lechowi, który ma za sobą świetną rundę zakończoną drugim miejscem na podium - nie przyniosła kibicom Lecha chluby. Zwłaszcza, wziąwszy pod uwagę wynik meczu:

A Wy, co zapamiętacie z rundy jesiennej T-Mobile Ekstraklasy?

Więcej o: