Sport.pl

16. kolejka Premier League: pod gradobiciem goli i monet

Gole ścielące się gęsto na angielskich boiskach to tydzień jak tydzień w Premier League. Tym razem więc piłkarze, kibice i sędziowie postarali się, żeby dostarczyć nam także emocji pozasportowych.

Arsenal - West Bromwich Albion 2:0

 

Całą historię da się opowiedzieć bardzo krótko. Dwa gole strzelił Mikel Arteta i dwa razy zrobił to z jedenastego metra. Wygrana Kanonierów cieszy, tyle, że wciąż mają jeszcze waaaaay to go do jakichś rozsądnych miejsc w tabeli. W dodatku, dyrektor sportowy Arsenalu podpadł ostatnio kibicom, mówiąc, że "zwycięstwa i trofea nie są najważniejsze". Złośliwi mogliby zauważyć, że cóż może biedaczek mówić w sytuacji, w jakiej od dobrych kilku lat znajduje się Arsenal, ale my złośliwe nie jesteśmy i przychylimy się do jego opinii. Trofea nie są najważniejsze, najważniejsza jest radość z gry:

x

Sunderland - Chelsea 1:3

Chelsea, przeżywająca ostatnio mały (tak, to jest celowy i sarkastyczny eufemizm) kryzys wygrała swój pierwszy mecz pod wodzą Rafy Beniteza, do którego widoku na Stamford Bridge wciąż jakoś nie możemy się przyzwyczaić. Nie wiemy, czy to wpływ hiszpańskiego trenera, ale Sunderland na łopatki rozłożyła właśnie frakcja iberyjska. Rozpoczął Torres, potem poprawił z karnego, a dzieła zniszczenia dokończył Juan Mata.

 

x

Wszystko to w 48 minut, co pozostawiło gospodarzom mnóstwo czasu na strzelenie gola honorowego. Czas ten wykorzystał w 66. minucie Adam Johnson strzelając na 1:3. Chelsea zajmuje więc teraz 3. pozycję w tabeli, tracąc aż 10 punktów do  liderującego MU, ale tyl;ko cztery do drugiego Manchesteru City.

 

Swansea - Norwich City 3:4

Myślałyście, że gonitwy, come backi i ostre strzelanie to w tym sezonie specjalność tylko Man United? O nie, Premier League kochamy właśnie za to, że drużyny spoza topu też potrafią toczyć fenomenalne mecze. Chociaż Swansea kojarzyła nam się do tej pory raczej ze skromnymi wynikami i cyferką "0" towarzyszącą często i ch wynikom, to Norwich z kolei jest drużyną, której trudno nie lubić. Na swoim boisku potrafią dopiec każdemu (rzeczone Man United boleśnie się o tym przekonało) mają fajne koszulki, fajnie je reklamują i kilka niezłych ciach w szeregach, jak choćby sympatyczny Wes Hoolahan, któy lubi zakładać sobie dziwne rzeczy na szyję:

 

x

Ale wracając do samego meczu - Norwich zaczęło od prowadzenia 3:0, a potem zrobiło się szaleństwo. Zresztą, zobaczcie same:

 

Manchester City - Manchester United 2:3

Derby Manchesteru miały być główną atrakcją tego weekendu w Premier League i zrobiły wszystko, żeby temu wyzwaniu sprostać. Miały być główną atrakcją nie tylko dlatego, że są derbami Manchesteru, ale także dlatego, że były meczem pierwszej i drugiej drużyny w tabeli. Były atrakcją, nie tylko dlatego, że padło tam pięć goli, United zaczęło (surprise, surprise!) od prowadzenia 2:0, by pozwolić City wyrównać na 2:2, a potem, bezlitośnie, zadać ostateczny cios, ale także dlatego, że prócz piłek po boisku fruwały monety, wdzierali się na nie intruzi, a Joe Hart bohatersko bronił Rio Ferdinanda, which was soooo hot.

 


อิืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืืื... przez footyroom

No i widzicie, to są derby. Barcelona i Real zanotowały?

West Ham United - Liverpool FC 2:3

To był mecz kurtuazji i grzeczności. West Ham uprzejmie ustąpił swojego miejsca w tabeli Liverpoolowi, co więcej, na samobója Steviego odpowiedział samobójem Jamesa Collinsa. Strzelanie rozpoczął Glen Johnson, później gospodarze wyrównali z karnego, później nie popisał się Stevie...

 

x

 

...ale jego błąd naprawił Joe Cole, robiąc przy tym minę "like a boss"...

 

x

 

...a na koniec, jak już wspomniano, gospodarze również trafili do własnej siatki, żeby Steviemu nie było przykro.


พะแอิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิิ... przez footyroom

Więcej o: