Rafał Stec: Raport mniejszości

Nigdy więcej kucyków a la Beckham! Nigdy więcej połyskujących łysin a la Roberto Carlos! Kto by pomyślał, że po zatrważających mieszczańskie mamusie antyidolach w rodzaju Sex Pistols czy Marylina Mansona nieskazitelnym duszom ich synków zagrożą prowadzący się sportowo, wielbieni przez miliony atleci, w pewnych kręgach uchodzący wręcz za artystów.

A jednak. Trampkarze Orląt Łuków niech śpią spokojnie, kategoryczny zakaz uderzył na razie w 17-latków z juniorskiej reprezentacji Chin. Agencja Xinhua cytuje tamtejszą federację - "obowiązują włosy krótkie, ale nie za krótkie", "nauczcie się bycia prawdziwym człowiekiem, zanim zostaniecie futbolową gwiazdą". Chińczycy się niepokoją, bowiem od czasu tournée Beckhama (obok niego po boisku biegało jeszcze jakichś dziesięciu innych facetów w białych strojach) zanosi się, że pod względem popularności wizerunek Anglika - spoglądającego z co drugiego billboardu - już wkrótce zdetronizuje Mao Zedonga.

Chińczycy bronią się przed wpływami z Zachodu, ale stać ich, dysponują niezmierzonym potencjałem. Są wyjątkiem. Bo kiedy jesteś Brazylijczykiem, a piłkę kopiesz w Niemczech, to pasujesz idealnie do reprezentacji... Kataru. Najlepszy strzelec Bundesligi Ailton potwierdził, że szejkowie ze spływającego ropą państewka chcą zapłacić mu za przyjęcie ich obywatelstwa i poprowadzenie reprezentacji do MŚ w 2006 roku. Milion euro od ręki, 400 tys. za każdy następny rok. Ofertę dostał także Dede z Borussii Dortmund. Obaj się zastanawiają. 80 proc. piłkarzy reprezentacji Kataru urodziło się zagranicą, ale eliminacje rozpoczęli od porażki 1:3 z Iranem, więc francuski trener Philippe Troussier szuka dalej, m.in. wśród rodaków. Doświadczenia Katarczycy mają znakomite. Said Saeen Shaheen (wcześniej Stephan Cherono, Kenia) wywalczył dla nich mistrzostwo świata w biegu na 3000 m. Do końca życia będzie pobierał 1000 dol. miesięcznie. Grecy natomiast mają blade pojęcie o baseballu, ale zamarzyli o zespole na igrzyskach w Atenach, więc ściągnęli Amerykanów, a ci zdobyli wicemistrzostwo Europy, zanim zobaczyli kraj przodków.

W futbolu to jednak zjawisko nowe. O zmianie przepisów FIFA (piłkarze z podwójnym obywatelstwem wybierają, dla której kadry grają) już pisaliśmy, tematu jednak nie sposób porzucić, bo już po kilku tygodniach można zgadywać, że stoimy na progu prawdziwej rewolucji. Nie chodzi o to, że federacje masowo kaperują juniorskie talenty z innych krajów, przecież handel paszportami możliwy był i wcześniej, jeśli tylko dotyczył graczy, którzy nie zostali reprezentacyjnie "spaleni". Sęk w tym, że nowe reguły otworzyły działaczom oczy, zmieniły ich sposób myślenia. Kiedyś nikomu nie przyszło do głowy, by drużynę narodową budować jak klubową, jeśli Polakiem stawał się Nigeryjczyk, to po latach spędzonych w Warszawie, tuż przed ślubem z Polką. Dziś Ruanda nie ma ani jednego piłkarza urodzonego na jej terytorium, Tunezyjczycy tuż przed Pucharem Narodów Afryki ściągają Brazylijczyków, a ci zdobywają złoto. Wreszcie niemiecki szkoleniowiec Szkocji Berti Vogts popada w konflikt z kapitanem drużyny Christianem Daillym, bo ogłasza międzynarodową listę marzeń, a Dailly "woli przegrać z rodakami, niż wygrać z ludźmi niekochającymi jego ojczyzny" i zwierza się ze "ścisku w żołądku, jaki czuje podczas hymnu". Niemieckiego bramkarza Stefana Klosa propozycja nie interesuje, ale Francuza Didiera Agathé i Włocha Lorenza Amoruso jak najbardziej. Co będzie dalej? Abramowicz kupił Chelsea, rosyjski koncern naftowy chce przejąć Romę, a przecież według "Forbesa" tylko w Nowym Jorku mieszka więcej miliarderów niż w Moskwie. Może któryś zapragnie zdobyć medal ME z Mołdawią? Rekrutować będzie o tyle łatwiej, że zamiast wykładać 30 mln euro na transfer, zapłaci się 10 mln piłkarzowi. Tym samym 200 mln, jakie Abramowicz już zainwestował w Chelsea, wystarczy na nowiuteńką jedenastkę z ławką rezerwowych. Piłkarze mogą napotkać problemy, o jakich czytałem w opowieściach pewnego Fina - trafił on do pokoju z kolegą z drużyny, który nie mówił z żadnym znanym mu języku, nie chciał oglądać telewizji (chyba ze względów religijnych, ale jak tu mieć pewność?), wreszcie wstawał o piątej rano, by odprawiać hałaśliwie modły... Ale czy nie warto znieść drobnych niedogodności, jeśli np. jesteś graczem wybitnym skazanym na mundialową banicję tylko dlatego, że pochodzisz z kraju piłkarsko upośledzonego?

Straci też sens wszczynanie alarmu, że stanowiący ponad połowę Bundesligi obcokrajowcy wstrzymują rozwój młodych Niemców. Kiedy rywalizacja drużyn narodowych przeobrazi się w rywalizację biznesową, jaką dawno stał się futbol klubowy, bogate społeczeństwo i tak będzie oklaskiwać triumfy kadry. Na stadionach, bo imigrantom pozostanie telewizja. Z badań, jakie przeprowadzono w Anglii, wynika, że ledwie dwa procent widowni Premier League to mniejszości etniczne. I to nie dlatego, że nie lubią piłki...

Hit tajemniczy

Kadra kadrą, ale liga w Katarze kusi tylko piłkarskich emerytów. Szejkowie ściągnęli już Guardiolę, Hierro, Batistutę, Effenberga, teraz celują w ligę hiszpańską - oferty dostali m.in. Aleksandr Mostowoj, Walery Karpin, Nourredine Naybet (muzułmanin z Deportivo, rygorystycznie przestrzega ramadanu) oraz tajemnicza "gwiazda, której pozyskanie będzie wielkim przebojem".

Cytat tygodnia

"Czarny może być wspaniałym atletą i piłkarzem, ale brakuje mu intelektu, by zostać trenerem. Odżywa też stereotyp leniwego czarnego, niezdolnego do pracy na treningach" - skarży się John Barnes. Według byłego reprezentanta Anglii nawet w tak multikulturowym kraju rasowe uprzedzenia nie maleją. Oto fakty: tylko 1,8 proc. członków sztabów trenerskich w klubach to ciemnoskórzy.