25-lecie pracy Fergusona. Stec: Alex nie wyhamowuje

- Co najbardziej zdumiewające, Ferguson dopiero teraz przeżywa najznakomitszy okres w swojej ociekającej złotem karierze. Szkot nie wyhamowuje, z pasją kształci następne pokolenie (często wystawia młodszą drużynę niż najsławniejszy wychowawca Arsene Wenger), wciąż zaraża ich pulsującą energią i uwodzi aurą władcy absolutnego, chce wyławiać zdolnych chłopców ze wszystkich kontynentów - piszę o trenerze Manchesteru United na swoim blogu Rafał Stec.
Ferguson pracuje w United od 6 listopada 1986 roku. Szkocki trener przywiózł na Old Trafford 37 trofeów, w tym 12 mistrzostw, 5 Pucharów Anglii i 2 Puchary Europy. W niedzielę mija ćwierć wieku od zatrudnienia obecnie 70 letniego trenera w Manchesterze United.

Podczas sobotniego meczu Manchesteru z Sunderlandem władze klubu przygotowały dla Fergusona specjalną niespodziankę. Przed meczem piłkarze obu drużyn utworzyli specjalny szpaler, przez który przeszedł Ferguson. Na murawie czekał już na niego dyrektor wykonawczy klubu David Gil, który zakomunikował kibicom oraz zaskoczonemu menedżerowi, że będzie miał "swoją" trybunę.

Dziennikarze na całym świecie prześcigają się w opisywaniu fascynującej kariery Szkota. Specjalną laurkę dla legendarnego trenera przygotował także dziennikarz Gazety Wyborczej Rafał Stec, który na swoim blogu opisuje złote lata Fergusona w United.

- Jego najsłynniejszą metodę wychowawczą - a zarazem obrosłą legendami tajemnicę szatni, którą chciałby zobaczyć na własne oczy każdy fan na planecie - nazywają "suszarką". Szkocki trener przykleja swoją twarz do twarzy ruganego piłkarza, by wyryczeć delikwentowi całą wściekłość z bliska, dopiero gdy obaj stykają się nosami - pisze Stec.

W czym tkwi fenomen Fergusona?

Bywa SAF wobec podwładnych surowy i nieprzejednany, ale w ich starciach ze światem zewnętrznym jest też bezwarunkowo lojalny. Rio Ferdinand mówi, że czują się bezpiecznie i ufają szefowi w stu procentach, bo zawsze staje w ich obronie. A Giggs uzupełnia: "Kocha w tej robocie wszystko. Kocha oglądać swoich piłkarzy, kocha patrzeć, jak się rozwijają. Jest niewiarygodnie pracowity i zaangażowany. Kiedy po wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów wracamy do domów o czwartej nad ranem, możemy być pewni, że na trening o ósmej przyjdzie pierwszy, a wyjdzie z klubu jako ostatni.

Trener MU posiadł ją jak nikt inny, dlatego w szatni może trzymać znacznie więcej klasowych wyczynowców niż konkurencja, niezdolna do uwięzienia znakomitości na ławce rezerwowych. To mistrz zarządzania bogatymi zasobami ludzkimi, ale czasami też mistrz utrzymywania piłkarzy w fałszywej nadziei, wmawiania im, jak niesłychanie są potrzebni, sugerowania, że wciąż zachowują szansę, by stać się najważniejszymi (przypadek naszego Tomasza Kuszczaka, który długo łudził się, że wskoczy między słupki na stałe, bo co jakiś czas był tam wpuszczany). Gdyby Ferguson nie potrafił lawirować między głowami spragnionych gry podwładnych, miałby szatnię permanentnie zaczadzoną urażonymi ambicjami - zauważa Stec.

Ile jeszcze pociągnie?

Na razie Fergusona zdejmuje pewnie zgroza na samą myśl, że wtedy rodzina omal go nie przekabaciła, by rzucił futbol i został regularnym dziadkiem, takim, co to z ławki rozczula się widokiem ćwierkających ptaszków, a nie zarządza zgrają gagatków o temperamencie Rooneya. Dziennikarze wciąż go nagabują, czy nie ma już dość całodobowego funkcjonowania na najwyższych obrotach, a on albo rzuca, by nie zadawali kretyńskich pytań, albo spokojnie tłumaczy, że dekady ciężkiej harówy nie uprawniają nikogo do tego, by założyć kapcie i odpoczywać.

Przeczytaj cały wpis o Alexie Fergusonie na blogu Rafała Steca  »