Sport.pl

Stefan Majewski nowy drugi trener reprezentacji

To chyba pierwszy przypadek w historii światowej piłki: trener reprezentacji i jego asystent są rówieśnikami, urodzili się w tym samym mieście, a na dodatek chodzili do szkół oddalonych od siebie o 50 metrów.
10 lipca 1982 roku, Alicante. Polska gra z Francją mecz o trzecie miejsce hiszpańskiego mundialu. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy Polacy mają rzut rożny. Na polu karnym najwyżej wyskakuje obrońca biało-czerwonych Stefan Majewski i strzela głową do bramki Francuzów. Najszybciej podbiega z gratulacjami Zbigniew Boniek. Cieszą się jak koledzy z podwórka.

Nic dziwnego. To dwaj najsławniejsi piłkarze urodzeni w Bydgoszczy. Majewski zawsze był trochę w cieniu, później trafił do I ligi, do reprezentacji Polski i do zachodniego klubu. Osiągnięcia Bońka z Juventusem (Pucharu Europy i Pucharu Zdobywców Pucharów) przyćmiły zresztą dokonania wszystkich polskich piłkarzy.

Majewski skończył trenerską szkołę w Kolonii, w Polsce prowadził Polonię Warszawa, Amikę Wronki, Zagłębie Lubin i ostatnio drugoligowy Świt Nowy Dwór Mazowiecki. Poza tym szybciej od swojego kolegi, z którym na mistrzostwach świata w Meksyku w 1986 roku mieszkał w jednym pokoju, zadebiutował w pierwszej drużynie swojego klubu. - Stefan miał 14 lat, kiedy zagrał w okręgówce w naszej bydgoskiej Gwieździe. Przez rok urósł wtedy o 18 cm - opowiada starszy brat Bogdan Majewski. Boniek zagrał po raz pierwszy w Zawiszy trzy lata później, ale za to w II lidze, w spotkaniu ze Stoczniowcem Gdańsk.

Nowy trener reprezentacji i jego asystent byli na piłkę skazani. Ojciec Bońka Józef grał w latach 50. i 60. w pierwszoligowej bydgoskiej Polonii. Jego syn rozpoczął jednak treningi na boiskach największego rywala - Zawiszy. WKS był wtedy silnym zespołem II ligi.

Majewski miał najbliżej na obiekty Gwiazdy Bydgoszcz (klasa okręgowa). - Żeby dostać się na trening, przepływaliśmy tylko kanał oddzielający dom od stadionu. I już byliśmy na zajęciach - opowiada Bogdan Majewski. Starszy o kilkanaście lat od Stefana wprowadzał go w świat futbolu. W Gwieździe był kierownikiem drużyny. - Ze Zbyszkiem, kiedy obaj byli w Bydgoszczy, spotkali się w przeciwnych drużynach chyba tylko raz. Było to jeszcze na początku lat 70., kiedy byli nastolatkami. Mecz się odbywał na bocznym boisku Zawiszy, ale jaki wtedy był wynik i kto był lepszy, tego już nie pamiętam - wspomina Bogdan Majewski.

W reprezentacji okręgu bydgoskiego grali razem znacznie częściej. Obaj występowali w finałach Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży w 1973 roku. Bydgoszcz była wtedy piąta. - Byliśmy przed finałami na zgrupowaniu w Tucholi. Zbyszek był wówczas znacznie lepszym piłkarzem - mówi ówczesny szkoleniowiec reprezentacji woj. bydgoskiego Kazimierz Gurtatowski. Pod jego opieką obaj pierwszy raz wyjechali za granicę. W następnym roku wyruszyli na Turniej Wielkanocny do Belgii. - Wtedy Zbyszek pierwszy raz zagrał na stadionie Heysel w Brukseli, pamiętnym dla niego z tragicznego, finałowego meczu Pucharu Europy Juventusu z Liverpoolem, kiedy zginęło 39 kibiców - dodaje Gurtatowski.

Majewski i Boniek częściej spotykali się i grali przeciwko sobie na szkolnych boiskach. Boniek uczył się w VI Liceum Ogólnokształcącym, które przez ulicę sąsiadowało z technikum kolejowym, gdzie chodził Majewski. - Znali się, oczywiście, ale nie byli wtedy jakimiś bliskimi kolegami - mówi Bogdan Majewski. Jeden z licealnych kolegów wspomina Bońka: - Kiedy grał w jakimś szkolnym czy międzyklasowym meczu i dostał piłkę, to nie oddał już jej nikomu. Sam przedryblował wszystkich i strzelił gola. Ale w szkolnym dzienniku bydgoskiego VI LO nauczyciel wychowania fizycznego zapisał o Bońku: "Uczeń nie przejawia na boisku podczas szkolnych rozgrywek ambicji sportowej, czym obniża poziom sportowy klasy".

Choć Boniek i Majewski zaczęli grać w piłkę w jednym mieście, nigdy nie grali w nim w jednym zespole. Bydgoskie drogi obu piłkarzy rozeszły się w 1975 roku. Wówczas Boniek pokłócił się podczas treningu ze sławnym lekkoatletą, mistrzem olimpijskim Zdzisławem Krzyszkowiakiem prowadzącym wówczas biegowe treningi w Zawiszy. Szefowie klubu zgodzili się puścić go do łódzkiego Widzewa.



Majewski dopiero rok później staje się piłkarzem Zawiszy i debiutuje w I lidze - jako... napastnik. Dopiero w kolejnym sezonie trener bydgoszczan Wiesław Gałkowski zrobił z niego defensywnego pomocnika. Rok później wychowanek Gwiazdy przeszedł do warszawskiej Legii.