Obóz Polaków: Koreańczycy są wszędzie

Nie czuć atmosfery mundialu. Powiesimy w naszym ośrodku niemal na każdej ścianie plakaty drużyny i zdjęcia Pucharu Świata. Niech chłopaki poczują mistrzostwa, niech wiedzą, po co tu przyjechali - taki sposób mobilizacji wymyślił wczoraj prezes Michał Listkiewicz. Piłkarze po raz pierwszy trenowali w Korei.
- Byliśmy jeszcze zaspani, jeden nie chciał wpaść na drugiego, dlatego ćwiczyliśmy bardzo ostrożnie - śmiał się Jacek Zieliński z Legii. Zajęcia odbyły się na boisku Uniwersytetu Hanbat. Choć z ośrodka Samsung Fire & Marine HRD Center, gdzie mieszkają Polacy, idzie się tam nie dłużej niż pięć minut, to jednak piłkarze przyjechali autobusem ekortowani przez policję. Wyjazd autobusu z ośrodka filmowało kilka kamer koreańskich telewizji, zdjęcia robiło kilkunastu fotografów z Azji. Potem, sprintem gnali w kierunku boiska, by mieć ujęcie, jak Polacy wysiadają z autobusu. Najwięcej zainteresowania wzbudza Emmanuel Olisadebe, ale z Koreańczykami rozmawiać nie chciał.

Koreańscy dziennikarze są wszędzie. Jak tylko ktoś okaże im trochę cierpliwości, otaczają ofiarę i pytają. Najczęściej polskich dziennikarzy, ale kiedy wszystkich już zniechęcą, idą do prezesów, kucharza lub tłumaczek. Niektórzy wynajęli nawet pokoje w tych samych hotelach, co polscy dziennikarze. Ale o swojej drużynie za dużo mówić nie chcą. Tłumaczą, że zajmują się Polską i nie wiedzą, co robi teraz Guus Hiddink i spółka.


Tacy sami

Ci Koreańczycy są wszyscy tacy sami - śmiał się wiceprezes PZPN Zbigniew Boniek. - Ja już nie wiem, czy ten mi się kłaniał, czy nie. Ale ciągle ktoś coś do mnie mówi, niedługo nas zamęczą. Pocieszam się, że niczym nas nie sprowokują. Dlaczego? Bo są nie do zidentyfikowania. Ja nie wiem, jak nasi piłkarze rozpoznają przeciwników. W piłce to jest ważne, a oni mają twarze nie do zapamiętania. Ale patrzcie, za to jacy zdyscyplinowani. Jest na bieżni linia, której nie mogą przekraczać i tego nie robią, jakby była pod prądem. U nas jest większa demokracja.

Prezesi PZPN byli wczoraj w znakomitym humorze. Podczas treningu Polaków prezes Listkiewicz przebiegł kilka okrążeń wokół boiska. Boniek siedział na zacienionych trybunach i komentował ze śmiechem. - Dobrze, że ten Michał nie sędziował mi meczów. Patrzcie, jak on biega. Nóg w kolanach nie zgina - żartował Boniek. A Listkiewicz przed biegiem opowiedział anegdotę z przylotu do Azji. - Kiedy wychodziliśmy z sali przylotów, jeden z Koreańczyków trzymał mnie za dłoń. Próbowałem się uwolnić, ale on nie dawał za wygraną. Zbyszek Boniek zażartował, że "problemy seksualne mam już w Korei z głowy". Okazało się, że takie trzymanie dłoni, to w Korei gest przyjaźni - jak w Polsce ściskanie się "na niedźwiedzia" przy powitaniu.

Prezesi próbują rozładowywać atmosferę także wśród piłkarzy. - Przed wylotem powiedziałem Czarkowi Kucharskiemu, że nie ma ludzi niezastąpionych, bo bez niego i Jacka Zielińskiego Legia pokonała Wisłę 3:0. Odparł, żebym go nie denerwował przed odlotem - śmiał się Listkiewicz.

- A ja już na miejscu dałem wygrać Świerczewskiemu w bilarda. Jakiś taki smutny chodził, trzeba było dodać mu otuchy - dodał Boniek.

Tymczasem trening Polaków nie był zbyt intensywny. Kilka okrążeń wokół boiska, potem gimnastyka, żonglerka, podania - w parach - głowami. Na koniec gra w "dziada". Żadnych strzałów, dośrodkowań, mocnych kopnięć, ostrych wślizgów. Po zajęciach ociekający potem piłkarze wrócili do ośrodka. Prysznic, obiad i wypoczynek.

Wieczorem o 18 trenowali po raz drugi. - To był trening taktyczno-techniczny zamknięty dla dziennikarzy - mówił trener Jerzy Engel. Wieczorem zawodnicy mieli kolejną odprawę. - Przygotowujemy zawodników przede wszystkim psychicznie - mówił Engel. I tak jak poniedziałek wyglądać będą kolejne dni, aż do pierwszego meczu z Koreą (4 czerwca). Dwa treningi, posiłki, odpoczynek, odprawy, seanse wideo. Dla dziennikarzy przewidziano konferencje prasowe - co trzy dni. Poza tym przed każdym porannym treningiem mamy do dyspozycji wszystkich zawodników. Przez kwadrans.


Oswoić się z tumultem

Ten rytm zburzy tylko niedziela. 15 Polaków czeka mecz z mistrzem Korei FC Seongnam Ilhawa. - Nie podejrzewam, by Koreańczycy próbowali jakichś nieczystych zagrań. Jak zaczną kopać, po prostu przerwiemy grę - powiedział Boniek. Potem kadra jedzie do Suwon na mecz Korea - Francja. - Jedziemy po to, by zawodnicy zobaczyli, co ich czeka 4 czerwca, poczuli atmosferę stadionu, usłyszeli kibiców i oswoili się z tumultem, jaki robią koreańscy kibice - tłumaczył trener Engel. A od poniedziałku rozpocznie się odliczanie do początku turnieju. Dla Polski i Korei zacznie się on nie 31 maja, a 4 czerwca w Pusan.