Sport.pl

Trener Apoloniusz Tajner ocenia sezon w skokach

Metody treningowe były w tym sezonie podporządkowane Adamowi Małyszowi, bo on miał do zdobycia najwięcej. I zdobył - mówi "Gazecie" trener polskich skoczków Apoloniusz Tajner.
Robert Błoński: Jak Pan oceni ten sezon?

Apoloniusz Tajner: W wykonaniu Adama - bardzo dobry. Różnica między nim a pozostałymi zawodnikami jest wyraźna. On skakał wspaniale, reszta gorzej niż potrafi naprawdę. I podsumowując to, co działo się w sezonie, będę musiał oddzielić Małysza od pozostałych zawodników.

O Adamie mogę mówić w samych superlatywach. Zdobył Puchar Świata, wygrał siedem zawodów, czternaście razy stawał na podium. Nie poprawiał rekordów skoczni, bo niektóre bardzo "wyśrubował" w poprzednim sezonie. Nie był tak błyskotliwy jak rok temu. Jego skoki były jednak bardzo solidne. Poza Harrachovem i Turniejem Czterech Skoczni, gdzie miał obniżkę dyspozycji, nie zdarzały mu się zepsute skoki. Moim zdaniem utrzyma tę równą, solidną formę do następnej olimpiady. To wszystko zbudowane jest na solidnych podstawach. On wciąż może robić postępy.

W porównaniu z konkursami indywidualnymi mistrzostw świata w Lahti, na olimpiadzie na podium stawał tylko Adam. Zawsze był w czołówce, zmieniali się tylko ci, którzy byli albo tuż przed, albo za nim. Był sam przeciw wszystkim. Ale wygrał Puchar w wielkim stylu, prowadząc od pierwszego do ostatniego konkursu. Nie wiem, kto i kiedy ostatnio tak wygrał. Może Nykaenen?

A występy pozostałych polskich skoczków? Czy uważa Pan je za porażkę. Co prawda punkty PŚ zdobyło siedmiu zawodników, ale jest ich znacznie mniej niż w poprzednim sezonie. Oni często mieli kłopoty z kwalifikowaniem się do czołowej pięćdziesiątki...

- Ja nie oceniam tego sezonu jako ich porażki. Moim zdaniem grupa zrobiła postęp. Do trójki - Małysz, Mateja, Skupień - którą przejęliśmy niejako w spadku po poprzednikach, dołączyło kilku młodych zawodników. Tomek Pochwała, Tonio Tajner, ale są także i Grzegorz Śliwka i Marcin Bachleda. Adam jest liderem grupy, ale najważniejsze, że grupa jest. Już niedługo będzie z kogo wybierać. W ostatnich latach w polskich skokach tego nie było. W latach 80. był Piotrek Fijas, potem tylko Wojtek Skupień... A skoczka narciarskiego nie wychowuje się w rok czy dwa. To trwa latami. Poza tym przypomnę, że w konkursie drużynowym w Villach zajęliśmy trzecie miejsce, a na olimpiadzie szóste. A igrzyska były w tym sezonie najważniejsze. I plan zrealizowaliśmy.

Owszem, występ w Planicy pozostawia niesmak. Oni skakali tu słabo i rzeczywiście można się pytać, czemu inni mogli latać, a nasi skakali po buli. Ale to samo dwa lata temu przeżywali Słoweńcy, kryzys dopadł Japończyków, Austriaków... Teraz moi zawodnicy skaczą poniżej możliwości. My jednak nie możemy porównywać się z Finami czy Niemcami. Oni mają po ośmiu wspaniałych zawodników, my - Małysza.

Jak wyglądałyby polskie skoki bez Adama?

- Inne byłyby cele grupy. Zadaniem byłoby kwalifikowanie się do trzydziestki i czasem wejście do dziesiątki. Ja zresztą powiedziałem to dwa lata temu na konferencji prasowej w Warszawie, że Adama widzę w czołówce, resztę w trzydziestce. I Adam wszedł do czołówki. Osiągnął więcej, niż oczekiwaliśmy. Reszta była blisko.

Co z Mateją i Skupieniem?

- Robert zaczyna odbicie dwa metry za późno i nie można z tym nic zrobić. Ale ja jeszcze nie straciłem nadziei. Może się odblokują? W nowym sezonie Robert chyba zacznie już powoli myśleć o końcu kariery, jego organizm będzie coraz mniej wydajny, będzie coraz wolniejszy. Ale go nie skreślam. Tak samo jak Wojtka. Skupień latem skakał wspaniale. Dopadł go jednak kryzys taki jak wielu innych zawodników. Trzeba mieć nadzieję, że wrócą do dobrego skakania.

Obaj zaczynali skakać jeszcze w starym stylu. Musieli przestawiać się na styl "v". A w skokach co roku pojawiają się jakieś nowinki, techniczne detale. Poprawiane są profile skoczni, kąty odbicia. Oni w pewnym momencie nie nadążyli za tym, nie potrafią tak szybko adaptować się do nowych warunków.

Czy można zaryzykować stwierdzenie, że metody treningowe podporządkowane były Adamowi? I to, co odpowiada jemu, nie musi pasować innym?

- Program przygotowań był podporządkowany możliwościom Adama. Bo on miał najwięcej do zdobycia. Ale uważam, że powinien pasować także pozostałym. Uważam, że ci młodsi z tego skorzystali. W przyszłym sezonie chciałbym, żeby Tonio i Tomek bez kłopotów kwalifikowali się do konkursów, a potem, by przynajmniej jeden z nich zdobywał punkty PŚ, czyli wchodził do trzydziestki.

A dlaczego mieli z tym problemy w tym roku?

- Nie wytrzymywali fizycznie. Tomek i Tonio jeszcze rosną. Nie mogliśmy "przyładować" im ćwiczeń fizycznych, bo byśmy ich zamęczyli. Pojedyncze skoki mieli jednak dobre, nawet bardzo dobre. A to znaczy, że mają możliwości. Teraz najważniejsze, by w przyszłym sezonie poprawić ich skuteczność, aby te dobre skoki pojawiały się częściej niż nieudane.

Jaki Pan ma pomysł na poprawienie skuteczności?

- Trzeba ich wzmocnić fizycznie. Doświadczenie zdobywają w każdym niemal konkursie. Na pewno będziemy też pracować w tunelu aerodynamicznym. Wszystko wskazuje na to, że przy polskich skokach zostanę ja, Piotrek Fijas oraz doktorzy Jerzy Żołądź i Jan Blecharz.

Nie obawia się Pan o Pochwałę?

- Nie. On wróci do skakania. Wszyscy wracają.

Jaka jest Pana radość z tego sezonu, z wyników Adama?

- To jest radość dojrzała. Jego zwycięstwa w poprzednim roku spadły na nas jak grom z jasnego nieba. Wszystko było takie spontaniczne, nowe. Teraz Adam udowodnił klasę. Potwierdził, że jest wybitnym sportowcem.

Co z jego prędkością na progu?

- Będziemy nad tym pracować w tunelu aerodynamicznym. Problemem Adama jest sylwetka. Właśnie podczas treningów w tunelu z powietrzem szukać będziemy optymalnego rozwiązania. Bo to nie jest problem smarów czy nart. Tylko sylwetki.

Czy w nowym sezonie będzie coś nowego w skokach?

- Co może nas zaskoczyć? Nie wiem. Ktoś może wymyślić smar, że na progu będzie jechał szybciej o 5 km/godz. Ale to potrwałoby tydzień, dwa. Zaraz inni też mieliby takie smary. Wiem, że jest projekt, powiedziałbym rewolucyjny. FIS chce, by kombinezony były jeszcze bardziej cieńsze, by przepuszczały więcej powietrza. Ma się skończyć to latanie, sylwetka w powietrzu ma być bardziej opływowa. Ale ja nie jestem zwolennikiem tych zmian. Choćby dlatego, że cieńszy kombinezon nie chroni przed upadkiem tak jak ten grubszy.

Ma Pan dość tego sezonu?

- I to jak. Od początku listopada żyjemy na walizkach. Była olimpiada. Jestem zmęczony. I jeszcze bardziej podziwiam Adama. To, jak jest wytrzymały. Psychicznie i fizycznie.

Żadnemu skoczkowi nigdy w historii nie udało się wygrać Pucharu Świata trzy razy z rzędu. Czy Adam tego dokona?

- O przyszłym sezonie w ogóle nie chce mi się myśleć. Ale tak, to będzie jeden z celów. Wyzwanie dla nas. Podejmiemy na pewno walkę. I Adam nie jest bez szans. Ale celem nadrzędnym w następnym sezonie będą mistrzostwa świata.

Co jest Pana największą porażką w tym sezonie?

- Drużynowy konkurs w Planicy i to ostatnie, dziewiąte, miejsce. Jest mi naprawdę "łyso". Zostawiamy złe wrażenie. Na szczęście Adam skakał wspaniale.