Dudek po meczu Leeds - Liverpool: Co akcja to gol

- Każda nasza akcja kończyła się golem, a gracze Leeds byli bezradni - mówi Gazecie zadowolony Jerzy Dudek. Jego Liverpool wygrał w Leeds 4:0.
- Ta wygrana sprawiła mnóstwo radości naszym kibicom - opowiada Gazecie Dudek. - Dla nich mecze z MU i Leeds są bardzo prestiżowe. Choć wynik może tak sugerować, to nie był dla nas łatwiejszy mecz niż ten z Manchesterem wygrany 1:0. Na Old Trafford niemal przez cały czas myśleliśmy wyłącznie o tym, by nie stracić gola. Udawało się i parę minut przed końcem pokonaliśmy Bartheza. Na Ellan Road mecz ułożył się dla nas jeszcze lepiej. Bramkę zdobyliśmy wcześniej. I potem było łatwiej. Właściwie każda nasza kolejna akcja kończyła się golem, a gracze Leeds byli bezradni.

Na Ellan Road nie miałem wiele do roboty. Ale to nie znaczy, że się nudziłem. Zawsze jest kilka sytuacji, w których muszę pokazywać klasę. W Leeds było tak przy stanie 3:0, kiedy obroniłem dwa groźne strzały. I właściwie tylko wtedy byłem w opałach.

Bohaterem spotkania był bez wątpienia Emile Heskey. Długo nie mógł strzelić gola, choć grał dobrze, wypracowywał bramki innym, sam był jednak nieskuteczny. Teraz to się zmieniło. Dwa gole w trzech meczach bardzo go ucieszyły, bo zbliża się czas nominacji na finały mistrzostw świata.

Wygrywamy z najlepszymi, ale ja - z doświadczenia w Feyenoordzie - wiem, że kiedy o tytuł walczy kilka drużyn, decydujące są mecze z teoretycznie słabszymi rywalami. Dla Southampton, z którym przegraliśmy i zremisowaliśmy, pojedynki z nami były najważniejszymi wydarzeniami sezonu. Nam zabrakło w nich motywacji. Aspiracje w klubie są wysokie. Najważniejsze, byśmy awansowali do Ligi Mistrzów.

Przedmeczową odprawę przeprowadził z nami Gerard Houllier. Francuski menedżer czuje się coraz lepiej po zawale serca. Kiedy wróci na ławkę - nie wiem. Ale pojawia się na stadionie, był na jednym z naszych treningów. Powiedział, że będzie nas odwiedzał raz, dwa razy w tygodniu. Cieszymy się, bo już się za sobą stęskniliśmy.