Sylwetka Fryca Scherfke, który pierwszy strzelił gola dla Polski w MŚ

Współpracownik gestapo czy człowiek, który podczas wojny ratował dawnych kolegów z boiska? Kim był strzelec pierwszego gola dla Polski w mistrzostwach świata.
"Urodzony w 1909. Środkowy napastnik Warty Poznań. Reprezentant Polski. Uczestnik igrzysk olimpijskich w 1936 r. i mistrzostw świata w 1938 r. W czasie wojny - w niemieckim mundurze. Po wojnie pozostał w Niemczech" - można przeczytać o Frycu Scherfkem.

Kazimierz Groński grał w zespole juniorów, gdy Scherfke był już gwiazdą Warty Poznań. W sparingach - jako stoper - miał za zadanie zatrzymać rewelacyjnego środkowego napastnika. - Fryc Scherfke był człowiekiem niezwykle kulturalnym. Także na boisku. Nie przypominam sobie, by grał kiedyś brutalnie albo faul - wspomina mistrz Polski z 1947 r.

Scherfke skończył gimnazjum Schillera w Poznaniu. W Warcie miał wielkie poważanie. "Wam, którzy dzisiaj jesteście juniorami naszego ukochanego Klubu, stawiam swój życiorys sportowy za wzór" - pisał w monografii z okazji 25-lecia Warty w 1937 r.

Groński wspomina: - W tamtych czasach grało się w skórzanych butach szytych na miarę. Często siusialiśmy na nie, żeby rozmiękczyć nową skórę. Ale nie Scherfke - on był zbyt kulturalny. Pamiętam, że kiedy dostał nowe buty, podszedł do mnie, juniora, i powiedział: "Zagraj w nich, to mi je rozciągniesz". Choć po meczu miałem nogi w bąblach, grę w jego butach uważałem za zaszczyt.


Godne zazdrości przeżycia

Fryc Scherfke debiutował w reprezentacji w wieku 23 lat - 2 października 1932 r. w szczęśliwe wygranym 2:1 meczu z Łotwą na stadionie Legii w Warszawie. W 1935 r. Scherfke po raz pierwszy, ale nie ostatni w życiu, założył koszulkę z białym orłem w meczu przeciwko... Niemcom. Mecz rozegrano na Schleger-Kampfbahn w niemieckim Wrocławiu. Polska w dość eksperymentalnym zestawieniu uległa 0:1.

W 1936 r. pojechał na igrzyska w Berlinie. Po usunięciu z kadry najlepszego piłkarza Ernesta Wilimowskiego (za... pijaństwo po zwycięstwie Ruchu Chorzów nad krakowską Wisłą) partnerami Fryca w ataku byli Gerard Wodarz i Teodor Peterek (Ruch Chorzów), Hubert Gad (Śląsk Świętochłowice) oraz Ryszard Piec (Naprzód Lipiny).

Na igrzyskach Polska najpierw wygrała 3:0 z Węgrami. Ponieważ do olimpijskiego startu nie byli uprawnieni zawodowcy, Madziarzy wystawili ekipę miernych amatorów, którzy z Polską z Scherfkem w napadzie nie mieli szans. Potem - podobna sytuacja z Brytyjczykami, którzy kwadrans przed końcem przegrywali już 1:5. Biało-czerwoni rozluźnili się. Ostateczny wynik - 4:5.

Dla Scherfkego ten mecz był ostatnim. Brytyjczycy tak poturbowali go podczas jednego z główkowych pojedynków, że lekarz stwierdził u gracza Warty złamanie dwóch żeber!

W półfinale z Austrią Scherfke już zatem nie zagrał. Zastąpił go debiutant Walenty Musielak z... A-klasowego HCP Poznań! Tę zmianę polska prasa uznała za główny powód naszej porażki 1:3. Straciliśmy szansę na złoto, a potem w walce o choćby brązowy medal ulegliśmy - też bez Scherfkego - 2:3 ekipie Norwegii.

W 1937 r. Fryc Scherfke pisał: "Koszulkę z białym orłem ubrałem po raz pierwszy w r. 1932 (..). Największy zaszczyt (..) spotkał mnie w roku 1936, roku olimpijskim. Wciągnąć mundur olimpijski, defilować w drużynie olimpijskiej na olbrzymim stadionie w Berlinie, być witanym przez stutysięczny tłum w nastroju podniosłym, uroczystym - są to przeżycia sportowca, trudne do opisania, godne zazdrości przeżycia, których nigdy nie zapomnę".


To była moja robota

W eliminacyjnych meczach do mistrzostw świata w 1938 r. z Jugosławią Scherfke nie zagrał. Wydawało się, że na mundial nie pojedzie. Wtedy jednak kontuzji nabawił się ówczesny środkowy ataku Jerzy Wostal z AKS Chorzów i trener Józef Kałuża zabrał do Francji gracza Warty.

Mecz z Brazylią (5 czerwca 1938 r. w Strasburgu) obrósł legendą. Przed spotkaniem można było przeczytać: "(...) o ile porażka z tą drużyną nie będzie klęską, to zwycięstwo nad nią uczynić może z Polski najpopularniejszą drużynę świata. (...) Nie należy (...) zapomnieć, że piłkarze brazylijscy są także tylko ludźmi i że pokonanie ich nie należy do rzeczy niemożliwych". ("Raz, Dwa, Trzy", kwiecień 1938).

Rywale prowadzili 3:1, ale Polacy doprowadzili do dogrywki, tracąc w niej gola na 5:6 tuż przed końcem meczu. Ernest Wilimowski strzelił cztery gole.

Pierwszą bramkę dla Polski zdobył jednak Scherfke. Była to 23. minuta. Brazylia od pięciu minut prowadziła 1:0 po strzale słynnego Leonidasa. "(Wilimowski) przeszedł z piłką wzdłuż pola karnego z lewej na prawą stronę, mijając dwóch obrońców, jakby wcale nie myślał o strzeleniu na bramkę. Nagle stanął w miejscu, ograł trzeciego Brazylijczyka i ruszył w kierunku bramkarza... Minął go, ale Batatais rzucił się za nim, złapał za koszulkę albo za nogę, nie pamiętam. Gwizdek! Karny. To była moja robota. Strzeliłem w prawo, bramkarz nie zdążył" - wspominał Fryc Scherfke.


Kierowca gestapo

W przeciwieństwie do wielu kolegów z Warty i reprezentacji, Scherfke nie grał w piłkę w czasie wojny. Wyczynowo nie zagrał w nią już nigdy. Nie założył też koszulki reprezentacji Niemiec, jak Ernest Wilimowski. Założył za to niemiecki mundur.

Marian Fontowicz, legendarny bramkarz Warty i reprezentant Polski, był żołnierzem kampanii wrześniowej. Trafił do niewoli we wschodniej Polsce i miał być przewieziony do obozu. Gdy jego żona szła ul. Zwierzyniecką okupowanego Poznania, idący naprzeciw niej mężczyzna w niemieckim mundurze odezwał się... po polsku!

- Miło Cię widzieć, Lusiu!. Jak się żyje? - usłyszała zaskoczona pani Fontowicz. Był to Fryc Scherfke. Łucja Fontowicz opowiedziała mu o losie męża. Scherfke pokiwał tylko głową ze współczuciem.

Krótko potem pociąg wiozący do niewoli polskich żołnierzy zatrzymał się na stacji. Do środka wszedł jakiś Niemiec. Odszukał wśród jeńców Fontowicza. - Jesteś w Posen. Nie chcesz iść do domu? - zapytał, i Fontowicz wysiadł. Prawdopodobnie był to sam Scherfke.

Stanisław Krajna spotkał Scherfkego w październiku 1939 r. Były napastnik Warty był wśród strażników wziętych do niewoli polskich jeńców. Scherfke zapytał Krajnę, czy rozpoznaje któregoś z Polaków. - Powiedziałem, że nie. Wtedy wziął mnie do samochodu i podwiózł do Poznania - opowiada "Siwek". - Rozmawiał ze mną swobodnie, na luzie.

- Grał też w Warcie bramkarz Zbigniew Szulc - opowiada Kazimierz Groński. - Kiedy Niemcy organizowali tzw. einsatz, czyli wywózkę Polaków na roboty przymusowe, na liście znalazła się jego żona. Scherfke ją stamtąd wyciągnął.

Skutecznie interweniował też w sprawie Bolesława Gendery zatrzymanego na stadionie Warty za... grę w piłkę swojego przyjaciela z przedwojennego ataku. Innego byłego gracza Warty Michała Fliegera, lewego obrońcy mistrzowskiej drużyny Warty z 1929 r., a potem - członka ruchu oporu, Scherfke dwukrotnie miał ostrzec przed dekonspiracją i aresztowaniem.

Kim był zatem Fryc Scherfke i jak wiele mógł, by wyciągać ludzi z opresji? - Nie mamy go na liście oficjalnych członków gestapo - sprawdza Magdalena Sierocińska z Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu. - Nie był także ścigany przez państwo polskie za zbrodnie wojenne na obywatelach Rzeczypospolitej.

W zbiorach IPN jest tylko jedna notatka świadka, z której wynika, że Scherfke pracował dla gestapo jako... kierowca! To całkiem możliwe, bowiem Scherfkowie prowadzili warsztat samochodowy na ul. Dąbrowskiego.

Groński podaje, że nigdy nie widział go w mundurze gestapo. - Tylko w zwykłym wojskowym , niemieckim. Nosił mundur jak każdy mężczyzna w Niemczech - mówi. - Widywałem go jednak także w cywilu.


Nie proście mnie już o nic

Na początku wojny Scherfke nie obawiał się kontaktów z Polakami i pomagał im. Kiedy jednak w 1942 r. Niemcy aresztowali Bronisława Szwarca - warciarza, który namówił Scherfkego do wstąpienia w szeregi poznańskiego klubu, a w czasie wojny - członka ruchu oporu, Scherfke zdecydowanie odmówił pomocy. Potwierdza to historyk dr Marian Woźniak. - Życiorys Scherfkego wcale nie jest taki różowy. Jego odmowa pomocy w sprawie Szwarca była kategoryczna - mówi.

O sprawę Szwarca pytam Stanisława Krajnę, pseudonim "Siwek", członka Armii Krajowej w Poznaniu. - Scherfke odmówił pomocy Szwarcowi, ale co miał zrobić? Nie miał wyjścia - mówi "Siwek". - Ludzie tacy jak on byli mocno sprawdzani i inwigilowani przez służby wewnętrzne gestapo na okoliczność ewentualnej współpracy z Polakami. Gdyby Scherfke pomógł wtedy Szwarcowi, policja miałaby go na widelcu.

- Scherfke był bardzo zżyty ze Szwarcem i na pewno chciał mu pomóc, ale nie mógł tego zrobić oficjalnie - uważa Stanisław Krajna. - Są jednak przesłanki, które pozwalają twierdzić, że mimo kategorycznej odmowy podjął półoficjalne próby zrobienia czegoś. Próby nieudane.

Szwarc został zakatowany we wrocławskim więzieniu 23 maja 1942 r.

Wiosną 1942 r. Scherfke musiał czuć, że obserwują go niemieckie służby specjalne, gdyż podczas spotkania z Łucją Fontowicz na poznańskiej ulicy najpierw uważnie rozejrzał się, sprawdził, czy nikogo nie ma, dopiero wtedy dyskretnie poprosił ją, aby ani ona, ani nikt z Polaków nie kontaktował się z nim w sprawie pomocy. - Podobnie odezwał się do mnie, gdy spotkałem go na Wildzie - mówi Stanisław Krajna. - Powiedział wtedy: nie proście mnie już o nic, nic nie mogę zrobić.

Gestapo z pewnością deptało po piętach Scherfkemu - ze względu na jego "polską przeszłość". Nie znalazło jednak jakichkolwiek dowodów na współpracę z Polakami. A ponieważ Scherfke był szanowanym Niemcem, którego ojciec oddał wielkie zasługi Rzeszy, nie mogli mu nic zrobić.

- Nie znaleźli dowodów, bo takiej współpracy Scherfkego z Polakami nie było - uważa Stanisław Krajna. Jego relacja jest wiarygodna, bo to właśnie on zajmował się w poznańskim AK zbieraniem informacji na temat Niemców, z którymi można by nawiązać współpracę. "Siwek" nie chce na ten temat mówić, podaje jedynie: - Niektórzy współpracowali z nami za pieniądze, inni - z innych powodów. Wśród informatorów byli nawet gestapowcy. Nie mogę i nie chcę ujawniać ich nazwisk, bo Niemcy ci przez swych rodaków mogliby być uznani za zdrajców. Gdyby jednak był wśród nich Fryc Scherfke, dałbym to panu jakoś do zrozumienia.

Scherfke pojawiał się jednak prawdopodobnie w tajnych raportach AK oznaczony kryptonimem A-4. Był to Niemiec, którego AK uważała za zdatnego do ewentualnej współpracy. Kontaktem z A-4 był cmentarz obok Kościoła Bożego Ciała na ul. Krakowskiej. "Siwek" potwierdza, że A-4 mógł być Fryc Scherfke, ale nie jest tego pewien. Sam nigdy nie spotkał się z A-4. Do współpracy z ruchem oporu ten agent okazał się jednak nieprzydatny ze względu na to, że był zbyt obserwowany przez policję polityczną.


Telegram z albumu

Partner z ataku Warty i przyjaciel Scherfkego Bolesław Gendera zmarł w 1997 r. W jego albumach zachował się telegram nadesłany przez wdowę po Scherfkem Ursulę. Znajdujemy w nim adres w Berlinie Zachodnim i datę śmierci Fryca - 15 września 1983 r. "Mąż, ojciec, teść i dziadek. Jego przepełnione pracą i troską o rodzinę życie dobiegło końca" - czytamy w telegramie.

Początkowo Ursula Scherfke nie była przychylnie nastawiona do polskich kolegów męża. A Scherfke wielokrotnie przysyłał do Polski - dzięki polskiemu konsulowi Sroce - pozdrowienia dla swych przyjaciół. Kiedy jednak jego żona dostała od byłych warciarzy list z kondolencjami, przysłała odpowiedź, w której zaznaczyła, jak ważne były dla jej męża te skromne kontakty.

Scherfke utrzymywał kontakt z polskimi piłkarzami w Niemczech i Europie, ale nie był członkiem żadnej organizacji polonijnej. - Nie mamy go na liście - mówi Maria Braun z archiwum Związku Polaków w Niemczech w Bochum.

Andrzej Gowarzewski, katowicki dziennikarz i publicysta, autor "Encyklopedii piłkarskich mistrzostw świata" i "Encyklopedii piłkarskiej Fuji" spotkał się z Scherfkem w Berlinie w 1972 r. - Umówiliśmy się w polskiej knajpie w zachodniej części miasta - opowiada. - Był spokojnym, sympatycznym, ale strasznie nieufnym człowiekiem. Kiedy pytałem o nazwisko lub adres, odpowiadał: a po co to Panu? Wyglądał zdrowo, miał sporo włosów. Nie był chyba zamożny, ale sprawiał wrażenie zadowolonego z życia. No i doskonale mówił po polsku. Życzyłbym dzisiejszym maturzystom takiej polszczyzny.

- Trudno było określić, czy jest bardziej Polakiem czy Niemcem - mówi Gowarzewski. - Skąd on miał to wiedzieć? Po prostu: był miejscowy. Był Wielkopolaninem.


Radosław Nawrot (13-09-01 16:21)

Korzystałem z materiałów Andrzeja Gowarzewskiego i archiwów Warty Poznań