Najważniejszy dzień w życiu

4 grudnia 1996 roku Widzew przegrał 0:1 wyjazdowy mecz z Atletico Madryt i to był ostatni ślad w Champions League klubu z Polski. Niedługo będziemy zmuszeni obchodzić dziewięć lat, chyba że we wtorek do Ligi Mistrzów awansuje Wisła.
Najsilniejsza drużyna w kraju stworzona za pieniądze właściciela myślenickiej fabryki kabli Bogusława Cupiała dobija się do elity kilka lat. Przez ten czas Cupiał nie żałował pieniędzy i starań, ale w eliminacjach lepsza była Barcelona, Anderlecht albo Real Madryt. Po upokorzeniach doznanych w dwóch ostatnich edycjach Pucharu UEFA (Wisła odpadła z Valeregą i Dinamo Tbilisi) właściciel zarządził politykę zaciskania pasa. Wisłę opuścili reprezentanci: najpierw Gorawski, potem Szymkowiak, wreszcie Żurawski, który był dla klubu symbolem. I właśnie teraz Wisła wreszcie wygrała mecz w III rundzie eliminacji i tak blisko wielkiego celu nie była nigdy. Tonący chwyta się brzytwy?

Wszystko jedno, jak to sobie będziemy tłumaczyć, gracze z Krakowa, z których nikt nie grał jeszcze w Champions League, stają przed szansą życiową. Niepowtarzalną okazję ma też Jerzy Engel, by po porażce z reprezentacją na mistrzostwach świata w Korei zmartwychwstać jako trener. I to w dużym stylu.

Ani Szymkowiak, ani Żurawski nie mogą już nawet marzyć o Champions League, podczas gdy mają na nią szansę ci, którzy przez lata byli w ich cieniu. Paradoks? A niech sobie będzie paradoks. W 1983 roku osłabiony odejściem Bońka Widzew dotarł do półfinału Pucharu Europy. To był największy sukces w historii klubu i polskiej piłki klubowej (na tym poziomie była jeszcze tylko Legia w 1970 r).

Dla kilku graczy Wisły rewanż w Atenach to na pewno najważniejszy mecz w życiu i jeden z ważniejszych dla klubu, który za rok skończy sto lat. W 1979 roku do 72. min rewanżu z Malmö Wisła Kraków była w półfinale Pucharu Europy, a potem straciła trzy bramki i przepadła. Mimo wszystko ćwierćfinał to do dziś najlepszy wynik klubu. Jak porównać go z dzisiejszą grą o prawo występów wśród 32 najlepszych drużyn na kontynencie? Półfinalistami tego 1979 roku byli Malmö, FC Köln, Nottingham Forest i Austria Wiedeń, a więc nikt z gigantów, których teraz Engel i jego drużyna na pewno spotka. A futbol jest teraz taki, że za prawo gry z Barceloną trzeba zapłacić 1,5 mln euro, a za grę z Realem Madryt dwa razy więcej. Wisła może mieć to wszystko za darmo i jeszcze nie grać sparingów, tylko poważne mecze o punkty. Wreszcie spotkałaby też możnych dzisiejszej piłki wtedy kiedy trzeba - w Champions League, a nie jak dotąd w eliminacjach. Ten wyjazd z prowincji do wielkiego świata jest polskiej piłce potrzebny bardziej niż kiedykolwiek. Bardziej niż powietrze.