Rozmowa z Kamilem Chanasem

KOSZYKÓWKA. - Rozgrywki młodzieżowe to już historia. Teraz bardzo chciałbym zaistnieć w dorosłej koszykówce - mówi Kamil Chanas
Zawodnik Śląska był liderem reprezentacji młodzieżowej prowadzonej przez Tomasza Jankowskiego, której nie udało się awansować do dywizji A. Oprócz Chanasa w kadrze byli również Maciej Szlachtowicz oraz Adrian Mroczek.

Andrzej Jaworski: Po turnieju w Bułgarii byliście załamani, wściekli, czy jednak zadowoleni? Z jednej bowiem strony przegraliście tylko jedno spotkanie z ośmiu, z drugiej natomiast to zdecydowało o tym, że reprezentacja nie awansowała do dywizji A.

Kamil Chanas: Byliśmy rozczarowani. Liczyliśmy bowiem na awans, niestety, jeden przegrany mecz z gospodarzami zdecydował o wszystkim. Szkoda, bo do przerwy mieliśmy go pod kontrolą. W drugiej połowie coś się zacięło i ciężko już było się nam pozbierać.

Po statystykach widać, że zupełnie nie siedziało Wam z dystansu. Zaledwie jeden celny rzut na 20 prób to fatalny wynik.

- Rzeczywiście, skuteczność nie była najlepsza, ale nie tylko to zdecydowało. W zespole Bułgarii występowało dwóch bliźniaków, którzy grali pod koszem i praktycznie robili całą grę. Zdominowali deskę, mieli dużo zbiórek na naszej tablicy i to było bardzo ważne. Na naszą jedną akcję przypadały ich dwie i dlatego tak to się skończyło.

Sędziowie nie pilnowali, aby gospodarzom nie stała się krzywda?

- Rozmawialiśmy o tym z kierownikiem naszej ekipy, który też jest sędzią, i on stwierdził, że spotkanie było obiektywnie prowadzone. Dlatego nie ma o czym mówić.

Dla Pana cały turniej był jednak udany.

- Rzeczywiście nie był zły, osobiście na pewno skorzystałem na tym, że trener dał mi dużo minut grania. Cieszę się, że przełożyło się to na niezłą grę.

Występował Pan jako rozgrywający, czy rzucający obrońca?

- Generalnie jako rozgrywający, czasami na dwójce. Wymieniałem się na tych pozycjach z Michałem Chylińskim.

Na jakiej pozycji widzi Pan siebie w dorosłej koszykówce?

- Ciężko powiedzieć, w poprzednim sezonie grałem i tu, i tu. Bardziej wolałbym jednak być rozgrywającym, bo lubię mieć piłkę w rękach. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że mam jeszcze spore braki, szczególnie nie mam zbytniego doświadczenia, a na tej pozycji to bardzo ważne. Mimo wszystko wolę być rozgrywającym.

W rozgrywkach młodzieżowych osiągnął Pan bardzo wiele, był Pan MVP finałów mistrzostw Polski, liderem reprezentacji. Chyba czas zaistnieć w dorosłej koszykówce?

- Zdecydowanie, rozgrywki młodzieżowe to już historia, to były ostatnie występy. Bardzo chciałbym zaistnieć w dorosłej koszykówce. Myślę, że teraz będziemy mieli większą szansę, bo od początku poprowadzi nas "nasz trener" [Tomasz Jankowski wcześniej trenował m.in. Chanasa i Macieja Szlachtowicza w zespołach juniorskich i rezerwach Śląska - red]. Oczywiście wiemy, że sami musimy sobie te minuty na parkiecie wywalczyć. Trener podkreśla jednak, że drugi rok grania w dorosłej koszykówce jest prawdziwym sprawdzianem.

Na ile minut Pan liczy?

- Trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że będzie to mniej więcej tyle, co w poprzednim sezonie, gdy średnio grałem coś około dziesięciu, ale oczywiście będę walczył o więcej.

Do rozpoczęcia przygotowań pozostały trzy tygodnie, tymczasem skład zespołu od dłuższego czasu się nie powiększa. Nie martwi to Pana?

- Generalnie trener chyba teraz się tym zajmie, wcześniej nie mógł, bo był na kadrze. Trudno mi zresztą coś powiedzieć, bo nie wiem za bardzo co się dzieje w klubie. Będzie dobrze.

Dla Pana te trzy tygodnie to chyba jedyna możliwość odpoczynku.

- Praktycznie od maja cały czas byłem na obozach i nie miałem żadnej przerwy. Dlatego teraz jadę na tydzień nad morze. A jak wrócę, wszystko zacznie się od nowa.



DLA GAZETY

Tomasz Jankowski

trener Śląska Wrocław i reprezentacji U-20

Jesteśmy zdenerwowani, bo wynik siedem zwycięstw i jedna porażka przy tak długim turnieju generalnie wszystkich by zadowolił, tymczasem system spowodował, że nie awansowaliśmy do dywizji A. O wszystkim zdecydował jeden mecz z gospodarzami, a przeciwko gospodarzom zawsze gra się ciężko. Wystarczy spojrzeć na dysproporcję w rzutach wolnych - oni wykonywali 48, my 26, a to spora różnica. Szkoda, że się nie udało, bo byliśmy dobrze przygotowani.

Kamil grał bardzo dobrze, był najlepszym strzelcem turnieju, z tego powodu zrobiła się zresztą mała zadyma, bo najpierw tę nagrodę indywidualną przyznano Bułgarowi. Później się okazało jednak, że w sumie Kamil zdobył o jeden punkt więcej i trzeba było przekazywać nagrodę.

Podobnie w asystach był na pewno wyżej, ale Pani, która robiła statystyki, chyba za bardzo nie miała o tym pojęcia i nie wiedziała, kiedy jest strata, kiedy asysta. Kamil na pewno miał prawie trzy asysty w meczu. Grał wymiennie na pozycjach obrońców z Michałem Chylińskim. To taki tym???? rozgrywającego rzucającego niż rozdającego piłki, ale tak już jest, że jeden szuka kolegów, inny kończy. Na pewno dużym atutem Kamila jest to, że nie boi się rzucać, potrafi to i stara się wykorzystać. Dlatego będzie próbowany i jako rozgrywający, i rzucający obrońca.

Maciek Szlachtowicz był zawodnikiem nastawionym zdecydowanie ofensywnie, miał biegać, wykorzystywać zasłony i rzucać. Rozkręcał się powoli, nie wyszedł mu ten półfinałowy mecz, gdy nie miał miejsca na rzuty, ale też rywale nie zawsze czysto bronili. Poza tym Maciek grał świetnie w defensywie, zawsze wychodził na najlepszego strzelca rywali i ten na ogół nie istniał.

Adrian Mroczek z kolei miał dawać przede wszystkim odpocząć podstawowym zawodnikom. Nie był zawodnikiem od robienia wyniku, ale też miał momenty dobrej gry.

W ubiegłym sezonie ci zawodnicy byli próbowani w dorosłej koszykówce, dali znak, że jest ktoś taki jak Chanas czy Szlachtowicz. Teraz muszą zrobić krok naprzód, już nie wystarczy dawać znak. Będą wchodzić i mają być pełnoprawnymi zawodnikami. A jak nie, to trzeba będzie ich gdzieś wypożyczyć, żeby nie skończyli jak inni, którzy też mieli wejść w zespół. Był rok na wejście, teraz mają już grać. Zresztą to były ich ostatnie występy w rozgrywkach młodzieżowych, więc nawet z nazwy są już seniorami.