Londyn 2012

Olbrzymia radość w Londynie i łzy w Paryżu. Członkowie MKOl zdecydowali, że za siedem lat letnie igrzyska XXX Olimpiady zorganizuje stolica Wielkiej Brytanii


Gdy na odbywającej się w Singapurze 117. sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego przewodniczący Jacques Rogge ogłosił, że igrzyska odbędą się w Londynie, wielotysięczny tłum zgromadzony na placu Trafalgar oszalał ze szczęścia. Wszyscy machali flagami Zjednoczonego Królestwa, podawali sobie z rąk do rąk butelki szampana. Ludzie ściskali się, a nad ich głowami przeleciały myśliwce RAF-u, wypuszczając dym w kolorach czerwonym, białym i niebieskim. - Będę wtedy w odpowiednim wieku, żeby wystartować. Już nie mogę się doczekać igrzysk - cieszył się 11-letni Alex Savin, który na co dzień trenuje szermierkę. Radości nie ukrywał też dużo starszy Ian Sharp. - Nie wierzyłem, że nam się uda. Spodziewałem się wygranej Paryża. Zawsze byliśmy blisko, tak jak w piłce nożnej, ale się nie udawało. Ale tym razem dokonaliśmy tego - krzyczał rozentuzjazmowany. 44-latek miejsca do celebrowania zwycięstwa Londynu nie wybrał przypadkowo. Stanął w pobliżu kolumny Nelsona wzniesionej na cześć brytyjskiego admirała, który w 1805 roku rozbił połączone floty francuską i hiszpańską.

Po dwustu latach Wielka Brytania znów okazała się lepsza od Francuzów i Hiszpanów. Londyńska delegacja z dwukrotnym złotym medalistą olimpijskim lordem Sebastianem Coe na czele, przyjeżdżając do Singapuru, mogła być pełna obaw; we wszelkich sondażach prowadził Paryż, a do roli "czarnego konia" typowano Madryt. Ale wspaniała prezentacja wsparta charyzmą takich gwiazd jak piłkarz David Beckham czy lekkoatleci Jonathan Edwards i Colin Jackson przekonała do poparcia Londynu. - Doskonała robota - skomentował premier Wlk. Brytanii Tony Blair.

Zupełnie inne nastroje panują w przegranych miastach. Najbardziej zawiedzeni są mieszkańcy Paryża. W momencie ogłaszania wyników głosowania kolorowy tłum zebrany pod paryskim ratuszem zamilkł i szybko się przerzedził. - Życzę Londynowi wszystkiego najlepszego - powiedział w Singapurze prezydent Jacques Chirac. W innym tonie wypowiadały się gwiazdy francuskiego sportu. - Kandydatura Paryża została odrzucona w 1992, 2008 i 2012 roku. To dziwne. Potwierdziło się, że komitet jest anglosaski i preferowane są kraje anglojęzyczne - oburzał się mistrz NBA Tony Parker. Niezadowolenia nie ukrywali również mieszkańcy Madrytu. Z chwilą gdy stało się jasne, że stolica Hiszpanii nie będzie gospodarzem igrzysk w 2012 roku, przez centrum miasta przeszedł pomruk dezaprobaty. Rozległy się gwizdy, a nawet obelgi. Spokojnie było w Nowym Jorku i Moskwie - miastach, którym dawano najmniejsze szanse.

17 mld dolarów w transport

- Już od dziś zabieramy się ostro do pracy - deklarują londyńczycy. Choć ponad 60 proc. obiektów sportowych jest już gotowych, to czeka ich jeszcze wiele wysiłku. Igrzyska mają być skoncentrowane we wschodniej, biedniejszej i zaniedbanej części miasta. Tam na 30 hektarach wybudowana zostanie wioska olimpijska oraz nowe obiekty, w tym główny stadion olimpijski. Prawdziwym wyzwaniem będzie jednak inwestycja w transport miejski. Planuje się wybudowanie nowych linii kolejowych i metra. Na ten cel w budżecie zarezerwowano już astronomiczną sumę 17 mld dol. - To będą igrzyska, jakich świat nie widział - zadeklarował Tony Blair.



Runda po rundzie

Głosowanie w Singapurze było jednym z najbardziej zaciętych w historii. Wczoraj Londyn lepszy był od Paryża o cztery głosy. Ostatnimi czasy jedynie przy wyborze gospodarza IO w 2000 różnica była mniejsza - Sydney wygrało z Pekinem różnicą dwóch głosów.



1. Londyn zwycięża w pierwszym starciu, gromadząc 22 głosy. Paryż dostaje - 21, Madryt - 20, Nowy Jork - 19, a Moskwa tylko - 15. Tym samym stolica Rosji odpada z dalszej rywalizacji, a prawo głosu zyskują rosyjscy członkowie MKOl. Podobnie będzie w kolejnych rundach, kiedy głosować mogli będą członkowie państw, których miasta nie są już brane pod uwagę.



2. Madryt przejmuje zwolenników Moskwy i zbiera 32 głosy. Aż o pięć wyprzedza Londyn i o siedem Paryż. Nowy Jork dostaje mniej głosów niż w 1. rundzie - tylko 16. Jest już pewne, że w kolejnym głosowaniu zabraknie Wielkiego Jabłka.



3. Wyspiarze spodziewają się, że teraz zyskają głosy oddane na Nowy Jork, i nie mylą się. Zwyciężają z 39 głosami. Paryż ma ich tylko 33, a typowany do roli "czarnego konia" Madryt zaledwie 31. Stolica Hiszpanii żegna się z marzeniami o igrzyskach.



4. Wszyscy zastanawiają się, które miasto przejmie głosy Madrytu. Jako pierwszy wyniki poznaje przewodniczący MKOl Jacques Rogge, który wcześniej po cichu trzymał kciuki za Paryż. Choć stara się zachować minę pokerzysty, na twarzy maluje się rozczarowanie. Czy to oznacza, że wygrał Londyn? Po godzinie oczekiwania wszystko jest już jasne - stolica Wielkiej Brytanii jako pierwsze miasto w historii po raz trzeci zorganizuje letnie igrzyska olimpijskie. Na Londyn oddano 54 głosy, na Paryż 50.