Piłka nożna - Puchar Intertoto Racing Club Lens - Lech Poznań 2:1

Gol Krzysztofa Gajtkowskiego dał poznaniakom nadzieję na awans do trzeciej rundy Pucharu Intertoto. Za tydzień przy Bułgarskiej może paść rekord frekwencji, zanim rozpocznie się ligowy sezon.


Poznaniacy od czwartku przebywali w Anzin-Saint-Aubin pod Arras - to tam przygotowywali się do pierwszego spotkania z siódmą drużyną Francji - RC Lens. Już pierwszego dnia pojawiły się problemy, bo trzygwiazdkowy Hotel du Golf nie był przygotowany na przyjazd Polaków. - Przez dwie godziny musieliśmy czekać przy recepcji, aż posprzatają pokoje. I to wszystko po 17-godzinnej podróży - narzekał Maciej Scherfchen. Ale później wszystko było już w porządku - poznaniacy trenowali w Arras, mieszkali w cichym Anzin-Saint-Aubin i spokojnie przygotowywali się do spotkania w Lens.

Zacrzenski, Zwierczeski i Fafin

Prestiżowy "L`Equipe" w sobotę poświęcił niemal kolumnę meczowi St. Etienne - Neuchatel Xamax w Pucharze Intertoto, a o pojedynku w Lens nie umieścił nawet małej wzmianki. W niedzielę za to zamieścił relację z St. Etienne, a krótki tekst zapowiadający spotkanie w Lens był poświęcony wyłącznie Francuzom. Przewidywany skład "Kolejorza" wyglądał za to tak: Kotoronski - Kus, Wachowicz, Zacrzenski, Telichowski - Gajtkowski, Zwierczeski (kap.), Mowlik - Topolski, Fafin - Reiss. - Polskich dziennikarzy to spotkanie interesuje zdecydowanie bardziej - mówił na łamach "La Voix du Nord" Bąk.

Bo też Lens to klub, który ma zagorzałych sympatyków w swoim regionie, ale nie jest tak popularny w kraju jak choćby St. Etienne. Mecz tego ostatniego w Pucharze Intertoto pokazywała na żywo telewizja. Za to kibice Lens są uważani za jedną z bardziej żywiołowych grup w kraju. Krwisto-złoci (to od Sang & Or, czyli złoto i krew) mają bowiem swoich sympatyków w całej południowej części Nord-Pas-de-Calais, ale i w Pikardii.

I mimo że Lens liczy sobie tylko 38 tys. mieszkańców, to na ich meczach jest średnio 35 tys. osób, a remontowany przed mistrzostwami świata w 1998 r. stadion Felix-Bollaert może pomieścić ponad 41 tys. widzów. Na meczu z Lechem kibiców było o połowę mniej, ale zważywszy na to, że ranga spotkania nie była zbyt wysoka, a i rywal mało atrakcyjny - to i tak nieźle. Zresztą w Lens - w przeciwieństwie do oddalonego o 20 km na południe Arras - nie ma innych atrakcji: nawet kafejki, puby czy restauracje są wieczorem zamknięte.

Marx opiekunem

O dziwo, Lech miał też nad Lens przewagę... stadionu. - Mecz z Lechem będzie dla nas pierwszym kontaktem z tą murawą po wakacyjnej przerwie. Wszystkie treningi i zajęcia mieliśmy tylko w naszym ośrodku koło miasta - tłumaczył Jacek Bąk, były gracz "Kolejorza", a obecnie zawodnik Lens. - Możecie spodziewać się mocno rezerwowego składu Lens, ale współczuję wam, bo w pierwszym składzie wyjdzie Dagui Bakari, a jego ciężko będzie zatrzymać - mówił. Napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej jest trudny do upilnowania - ma 197 cm wzrostu, waży 97 kg, jest dobrze umięśniony, ale i wyjątkowo zwinny. Tyle że w Lens nie ma lekkiego życia. - Trafił tutaj z sąsiedniego Lille, a kibice tych klubów nie darzą się sympatią. Gwizdali więc na niego, tym bardziej że Bakari w Lille strzelał gole, a w Lens nie może się przełamać - tłumaczył opiekujący się Lechem Krzysztof Marx, syn słynnego przed laty piłkarza reprezentacji Polski i Ruchu Chorzów Joachima. Ten ostatni przyjechał do Francji w 1975 r. - przez siedem lat był właśnie zawodnikiem Lens, a do dziś pracuje w tym klubie z grupami młodzieżowymi. Jego syn jest za to urzędnikiem sportowym w Lens (kiedyś grał w piłkę w Bordeaux i Caen, m.in. z Christophem Dugarry, Johanem Micoudem, Patrickiem Vieirą czy Bixente Lizarazu, a pod okiem Luisa Fernandeza) i to on szukał dla poznańskiego klubu boisk treningowych w okolicy. - Jest o to ciężko, bo początek wakacji to doskonały moment do remontów i drobnych inwestycji - przyznał.

Słowa Marxa-seniora sprawdziły się - gdy w 69. min trener Lens zdecydował się na podwójną zmianę, kibice buczeli i gwizdali tylko wtedy, gdy na boisko wchodził Bakari. A o tym, że fani Lens i Lille się nie lubią, można było się przekonać jeszcze w jednej sytuacji - ochroniarze zdjęli flagę, na której kibice Lens domagali się zakazu gry na swoim stadionie przez Lille podczas występów w Lidze Mistrzów (tak było w 2001 r.). UEFA nie zgodziła się bowiem, by Lille grało u siebie, bo ich obiekt jest za mały i przestarzały - mieści tylko 18 tys. widzów. W tej sytuacji wicemistrz Francji z Lille będzie prawdopodobnie zmuszony występować w roli gospodarza w Paryżu.

Czekali na przerwę

Przed wyjazdem na spotkanie piłkarze "Kolejorza" byli wyjątkowo skoncentrowani. Trener Michniewicz również rzadko się uśmiechał. - Trzeba wyjść i walczyć - powtarzali tylko poznańscy piłkarze. Szansą Lecha - co podkreślali Francuzi - było to, że "Kolejorz" właściwie nie miał przerwy - był w trakcie sezonu od kilku miesięcy, podczas gdy gracze Lens dopiero kilka dni wcześniej zakończyli urlopy. I rzeczywiście - na początku meczu poznaniacy często przerzucali piłkę na lewą stronę, a tam Zbigniew Zakrzewski był kilkakrotnie faulowany przez graczy Lens. To właśnie po dośrodkowaniach z tej strony poznaniacy stwarzali najlepsze dla siebie sytuacje. Tyle że po precyzyjnych wrzutkach Reissa ani Telichowski, ani Zakrzewski nie potrafili skierować piłki do bramki. Za to piłkarze Lens byli zdecydowanie lepsi od poznaniaków pod względem techniki. Tyle że ich popisy niewiele dawały. Kibice najpierw klaskali po ładnej sztuczce czy zwodzie, a po chwili gwizdali po kolejnej nieudanej. I tak naprawdę Francuzi nie za bardzo wiedzieli, jak sobie poradzić pod bramką Krzysztofa Kotorowskiego. Dopiero w 19. min wymanewrowali obronę Lecha - Eric Carriere zagrał piłkę obok bramkarza Lecha, a Jussi strzelił pod poprzeczkę do pustej bramki. Przewaga Lens była coraz większa, a poznaniacy z nadzieją czekali na gwizdek szkockiego arbitra Charlesa Richmonda oznajmiający koniec pierwszej połowy. Tyle ze zanim się doczekali, stracili drugiego gola. Poznaniacy popełnili błąd przy kryciu, bo po dośrodkowaniu z rzutu wolnego zamykający akcję Nicolas Gillet nie miał opiekuna.

Trener Michniewicz obawiał się zwłaszcza strzałów głową. - Lens to wyjątkowo wysoki zespół, aż sześciu chłopów w podstawowym składzie ma powyżej 185 cm wzrostu - mówił. Rzeczywiście, zwłaszcza w srodku boiska Francuzi wygrywali sporo pojedynków.

Nie było pożaru

Poznaniacy przed przerwą oddali tylko jeden celny strzał na bramkę Sebastiena Chabberta - zresztą takim uderzeniem Marcin Wachowicz nie miał prawa zdobyć gola. Ale po przerwie Lech zagrał w ofensywie lepiej - niewiele brakowało, aby już w 48. min Piotr Reiss wykorzystał błąd Chabberta i strzelił do pustej bramki. Później jeszcze bramkarz Lens obronił strzał z 5 m Zakrzewskiego, Gajtkowski trafił piłką w słupek, ale w 69. min poznańscy kibice doczekali się chwili radości. Oto bowiem po pięknym prostopadłym podaniu między dwóch obrońców w sytuacji sam na sam znalazł się "Gajtek" - strzelił z 15 m po ziemi, a piłka przeleciała pod brzuchem Chabberta. Od tego momentu Lech zaczął rozpaczliwie bronić wyniku. Poznaniacy wybijali piłkę byle dalej, często leżeli po niezbyt groźnych faulach Francuzów. Trudno jednak im się dziwić - trener Michniewicz nie chciał nawet dokonywać zmiany, bo jedynym doświadczonym piłkarzem na ławce rezerwowych był kontuzjowany Zbigniew Wójcik. - Wejdzie tylko wtedy, gdy będzie pożar - mówił trener Lecha. Takiej konieczności nie było, dopiero w doliczonym czasie szkoleniowiec poznaniaków dał szansę występu na Stade Felix-Bollaert Arturowi Marciniakowi i Arkadiuszowi Czarneckiemu.

Sporo pracy miał za to Kotorowski, który czasami musiał się solidnie namęczyć, aby obronić strzały Adamy Coulibaliego, Jerome'a Lerroya czy Dagui Bakariego. A w ostatniej minucie Francuzi osłabili się sami, bo były gwiazdor Liverpoolu i reprezentant Francji Alou Diarra uderzył łokciem Piotra Świerczewskiego i został usunięty z boiska. Chwilę wcześniej żółtą kartkę dostał jednak również i "Świr", a to oznacza, że nie wystąpi w rewanżu. Na szczęście dla poznaniaków, w niedzielę będzie mógł już wystąpić Maciej Scherfchen. Grający tak ambitnie Lech stanął przed sporą szansą sensacyjnego awansu - za sześć dni może liczyć na pomoc swojej publiczności, a do kwalifikacji wystarczy mu skromne 1:0.





RC Lens2 (2)
Lech Poznań1 (0)
Bramki:

Lens: Jussi (19., po podaniu Carierre), Gillet (44., głową po dośrodkowaniu Leroya)

Lech: Gajtkowski (66., po podaniu Reissa)



Składy drużyn:

RC Lens: Chabbert - Demont, Coulibaly, Gillet Ż, Assou-Ekotto - Diarra Cz (90.), Keita - Leroy (69. Thomert), Jussie, Carierre (69. Bakari)- Cousin.

Lech: Kotorowski - Sasin, Mowlik Ż, Kuś Ż, Telichowski - Zakrzewski, Topolski, Świerczewski Ż, Wachowicz (90.+1 Marciniak) - Gajtkowski (90.+2 Czarnecki) , Reiss.

Sędzia: Charles Richmond (Szkocja). Widzów: 23 499. (150 kibiców Lecha)