Rozmowa z Anetą Miązek, żoną grającego trenera Floty Świnoujście

Marek Szandurski: Kiedy Pani poznała małżonka?

Aneta Miązek, żona Andrzeja Miązka: Znamy się praktycznie od zawsze. Pochodzimy z Lipian i mąż zna mnie, odkąd skończyłam trzy latka. Między nami jest kilkuletnia różnica wieku. Andrzej szybko wyjechał do Szczecina. Przyjeżdżał jednak odwiedzać rodziców i wtedy się lepiej poznaliśmy.

Ciężko być żoną piłkarza?

- Nie narzekam. Chciałabym, aby był ze mną jak najczęściej, ale po tylu latach przyzwyczaiłam się do jego wyjazdów. Kiedyś, gdy grał jeszcze w Pogoni Szczecin, częściej go nie było w domu. Od kilku lat nie ma aż tylu obowiązków. Mnie piłka za bardzo nie interesuje. Więcej do powiedzenia w tym względzie ma mój ojciec, który uczył Andrzeja w szkole wychowania fizycznego.

Czy w domu dużo rozmawiacie o futbolu?

- Raczej nie. Tym bardziej że ze mną za dużo na ten temat Andrzej by sobie nie porozmawiał. Więcej o sporcie mąż rozmawia z naszym synem, który jest zarazem największym kibicem Andrzeja.

Nie namawiała Pani męża, by już zakończył piłkarską karierę?

- Nie, choć czasami myślę, że jako piłkarz mógłby już powoli skończyć karierę. Ale jako trener może pracować jeszcze długo.

Jak długo pozwoli Pani mężowi kopać piłkę?

- Niech gra tak długo, jak będzie miał ochotę i dopóki mu zdrowie pozwoli. Staram się w to nie ingerować. Decyzja o zakończeniu czynnego uprawiania sportu należy tylko do niego.