3. miejsce: Zdzisław Puszkarz

III miejsce w plebiscycie zajął jeden z trzech niewielkich wzrostem, ale wielkich duchem i umiejętnościami napastników, którzy tworzyli formację zwaną przez kibiców "atak serca".

Oprócz Puszkarza w skład "ataku serca" wchodzili także Andrzej Głownia (szóste miejsce w plebiscycie) i Jerzy Jastrzębowski (14. miejsce). Wszyscy trzej zawodnicy tego znakomitego tercetu mieli mniej niż 170 cm wzrostu, ale na boisku zawsze walczyli do końca i nigdy nie odpuszczali.

Za największy talent wśród nich uznawany był Zdzisław Puszkarz. Urodzony w 1950 roku już jako 16-latek trafił do Lechii Gdańsk, gdzie grał do 1982 roku. Później zmienił klub, przeszedł do rywala zza miedzy, by grać w I-ligowym Bałtyku. Na Traugutta wrócił jeszcze na dwa lata w 1986 roku.

Miał dwie osobowości: boiskową - urodzonego przywódcy i lidera drużyny - oraz pozaboiskową - spokojnego człowieka, mocno związanego z Trójmiastem. Sympatię kibiców Lechii zaskarbił sobie w latach 80., gdy nie chciał zasilić odwiecznego rywala biało-zielonych, gdyńskiej Arki.

W reprezentacji Polski Puszkarz rozegrał tylko jeden mecz - 28 maja 1975 w wygranym 2:1 w Halle meczu z NRD.

Mówi Zdzisław Puszkarz

Jestem zadowolony

Michał Sielski: Zajął Pan trzecie miejsce w plebiscycie "Gazety" na Piłkarza 60-lecia Lechii Gdańsk. Niespodzianka?

Zdzisław Puszkarz: Wiedziałem, że nie zajmę pierwszego miejsca. Myślałem nawet, że może będę czwarty, a nawet piąty. Pan Rogocz i Pan Korynt byli zdecydowanymi faworytami. Byłem pewien, że oni mnie wyprzedzą. Wyników plebiscytów, w których głosują kibice, nie da się do końca przewidzieć.

Trzecia lokata jest więc miłą niespodzianką?

- Oczywiście. Na pewno się tego nie spodziewałem. Przegrałem z takimi wielkimi zawodnikami jak Rogocz i Korynt, i naprawdę się cieszę! Jestem przecież tuż za nimi.

Spodziewał się Pan, że nadal ma tylu kibiców?

- Zawsze się będę cieszył, że tylu ludzi pamięta moją grę. To bardzo miłe.