Felieton Michała Sielskiego

Podczas sobotniego festynu będzie można strzelić bramkę z rzutu karnego zwycięzcy Ligi Mistrzów z Liverpoolem Jerzemu Dudkowi. Trzeba jednak wpłacić tysiąc zł na cele charytatywne. Pięć lat temu w Gdańsku próbowałem to zrobić...
"Bobo" Kaczmarek zaprosił wtedy do Gdańska gwiazdy polskiego futbolu. Jedną z atrakcji było strzelanie Dudkowi rzutów karnych. Wtedy kosztowało to 100 złotych, które przeznaczone były na odbudowę spalonego dachu Domu Dziecka.

Gdy wyszedłem na płytę boiska miałem ogromną tremę. Najbardziej zdziwiło mnie, że kibice skandują nazwisko... Dudka! Dopiero po chwili ktoś z trybun mnie rozpoznał, ale okrzyki kumpla z dzielnicy wcale mi nie pomagały, wręcz przeciwnie.

Do najważniejszego strzału w moim życiu przygotowywałem się kilkanaście dni, głównie psychicznie. Od początku wiedziałem, co chcę zrobić: patrzę w mój prawy róg, stopę układam tak, jakbym właśnie tam chciał strzelić i w ostatniej chwili strzelam w lewy. Proste, Dudek nie ma szans.

Podwinąłem nogawkę dżinsów, spojrzałem Dudkowi złowrogo w oczy i wziąłem rozbieg. Kilka kroków (patrzę w prawy róg), strzał i... Dudek łapie piłkę nawet się nie rzucając. Z nerwów bardziej niż piłkę, kopnąłem ziemię. Chmura kurzu zasłoniła mi oczy, ale przedarłem się przez nią i podbiegłem pogratulować bramkarzowi. Zdobyłem się nawet na żart. - Miałeś szczęście - powiedziałem przybijając piątkę. - Wiem, wiem - odparł skromnie.

Miesiąc temu, w finale Ligi Mistrzów tak samo jak ja strzelił Andrij Szewczenko. Zawsze chciałem grać jak on.