Sport.pl

Żużel. Marek Cieślak o bezpieczeństwie na torach

Jako zawodnik Marek Cieślak cztery razy wygrywał Memoriał Idzikowskiego i Czernego. - Za każdym razem było bardzo ciężko. Wtedy zawsze przyjeżdżali najlepsi, ale te czasy minęły - wspomina obecny trener Atlasu Wrocław
Tadeusz Iwanicki: Turnieje towarzyskie, w tym memoriały, z roku na rok tracą na prestiżu. Czy w ogóle mają rację bytu?

Marek Cieślak: Cóż, wiele się przez lata zmieniło, żużel też. Wtedy nie było tyle imprez co obecnie. Memoriały Smoczyka, Rosego czy nasz częstochowski były wydarzeniami, teraz przechodzą bez echa. Chwała klubom, że w ogóle podtrzymują tradycję. Prawda jest taka, że większość obecnych kibiców nie pamięta, kto to był ten facet, który zginął na torze. To samo dotyczy zawodników. My żyliśmy wydarzeniami, które mieliśmy świeżo w pamięci. Teraz jak nie jeden turniej, to drugi. Chłopaki jadą w świat i wybierają najlepiej płatne. Jeżeli ci najlepsi nie mają ochoty startować za mniejsze pieniądze, to nie ma się co przejmować. Niech to będzie poligon doświadczalny dla zaplecza. Nie ma sensu się przebijać i płacić 10 tys. euro za zwycięstwo, jak to miało miejsce w Gorzowie.

Uważa Pan, że skończyło się ściganie dla przyjemności?

- W moich czasach ścigało się praktycznie tylko dla prestiżu. Jakieś pieniądze były, żyło nam się łatwiej, ale trudno to porównać do tego, co mamy obecnie. Kiedyś zapytałem moich chłopaków z Wrocławia, ile w moich czasach trzeba było zdobyć punktów w lidze, żeby sobie kupić fiata. Nie mieli pojęcia, bo nie mogli. A pan wie? Pewnie też nie za bardzo. No to powiem: 2 tys., bo za punkt płacili 80 zł, a fiat kosztował 160 tys.

Kogo jak kogo, ale Marka Cieślaka chyba stać było na fiata?

- My samochodów nie kupowaliśmy sobie za punkty, ale za połamane gnaty. Jak potrzaskałem sobie kręgosłup i dostałem kasę z ubezpieczenia, to stać mnie było na trabanta. To było moje pierwsze auto w życiu. Teraz wystarczą jedne dobre zawody i idziesz z wypłatą do salonu. Nie robię jednak wyrzutów chłopakom. To im się należy. Żużel jest bardzo niebezpieczny, a kariera nie trwa wiecznie.

Ostatnio kontuzji jest bardzo dużo, ale na szczęście bardziej tragiczne wypadki się nie zdarzają. To chyba technologia sprawiła, że zawodnicy czują się bezpieczniej?

- Za moich czasów kontuzji była cała masa. Ciągle ktoś wypadał ze składu, po sezonie wszyscy jechali na rehabilitację do Ciechocinka, bo każdy miał jakiś uraz. Teraz zawodnicy też się przewracają, ale są świetnie zabezpieczeni. Zakładają tak zwane batmany - kamizelki chroniące praktycznie całe ciało: plecy, ręce nogi. Mają świetne kaski, okulary, buty. Pewnie, że przy bardzo poważnym wypadku to wszystko nic nie pomoże, ale eliminuje wiele urazów. Podam jeden przykład. Gdyby Marek Czerny założył na głowę taki kask, jak dzisiaj, to pewnie pojechałby w następnym biegu. Miał jednak taki, jak parę lat temu każdy na ulicy. Dlatego tragicznie skończył życie.

Nie odnosi Pan wrażenia, że zawodnicy w pogoni za pieniądzem coraz mniej szanują swoje kości?

- To nie jest do końca tak. Im się wmawia, że muszą jechać na całego. Robi się tory pod swoich. Mam świeży przykład z Torunia, gdzie jeździliśmy w ostatniej kolejce. Jamy były po kolana i tak jest zawsze. Tylko czekać na jakieś nieszczęście. Współczuję ich zawodnikom, bo to oni, a nie ich rywale, jeżdżą tam najczęściej. Widzę, że nie wszyscy radzą sobie w takich warunkach. Aż mnie skręcało, jak słyszałem tłumaczenie Puszakowskiego, któremu brakło siły i wjechał w mojego Słabonia. "Taki jest żużel" - mówił. No bo nawkładali mu do głowy, że musi, że sponsorzy... Prawda jest taka, że ciśnienie idzie z klubu. Pytam, czemu do przygotowania toru i ścigania mieszają się ci, którzy nie mają o tym pojęcia? Jeden z drugim zesrałby się w portki, jakby się skaleczył, a udaje mądrego. Niech sobie złamie nogę, rękę, potrzaska kręgosłup, to pogadamy.

***

XXXVIII Memoriał im. Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego rozegrany zostanie w niedzielę o godz. 17. Ceny biletów: 10 zł (ulgowy), 15 zł (normalny), 20 zł (sektor centralny).

Wystartują: Rafał Szombierski, Roman Chromik, Zbigniew Czerwiński, Łukasz Romanek (wszyscy RKM Rybnik), Rune Holta, Sebastian Ułamek, Grzegorz Walasek, Sławomir Drabik, Rafał Osumek (wszyscy Złomrex Włókniarz), Artur Pietrzyk, Michał Szczepaniak, Tomasz Jędrzejak (wszyscy KM Ostrów Wlkp.), Piotr Świderski, Krzysztof Słaboń (obaj Atlas Wrocław), Wiesław Jaguś (Apator Toruń), Andrzej Huszcza (ZKŻ Zielona Góra). Rezerwowi: Jordan Jurczyński (TŻ Łódź), Mateusz Szczepaniak, Michał Ciura (Złomrex Włókniarz).