Rozmowa z maratończykiem Januszem Samolewiczem

Nie wiem co to lekarz
Marek Kruczek: - Jak Pan ocenia I Międzynarodowy Maraton Rzeszowski?

Janusz Samolewicz, maratończyk z Rzeszowa: - Biegałem w wielu imprezach i uważam, że maraton rzeszowski był zorganizowany bardzo dobrze. W skali ocen od 1 do 10 dałbym Rzeszowowi ocenę 9. To wysoka nota, ale nie na wyrost. Myślę, że spora w tym zasługa Piotra Latawca, głównego organizatora maratonu, który jest specjalistą bo biega już od dawna.

Maraton rzeszowski ma być imprezą cykliczną. Jest szansa by co roku w Rzeszowie ścigali się maratończycy z kraju i zagranicy?

- Na pewno tak. Rzeszów byłby drugim miastem w Polsce po prawej stronie Wisły - po Białymstoku - w którym co roku odbywałby się maraton. Co do uczestników to uważam, że po doświadczeniach pierwszego rzeszowskiego maratonu, ci którzy wzięli w nim udział wrócą tu za rok, a jeszcze przyciągną innych. I to nie tylko z Polski bo byli przecież w Rzeszowie Ukraińcy i Białorusini.

Biega Pan od lat. W I Międzynarodowym Maratonie Rzeszowskim wygrał Pan swoją kategorię. Jakie miejsce w Pańskiej kolekcji medali zajmie trofeum rzeszowskie?

- Na pewno szczególne. Dlatego, że to złoty medal w mojej kategorii wiekowej (w klasyfikacji generalnej byłem 9) i dlatego, że z maratonu w moim rodzinnym mieście. Biegam już szesnaście sezonów i mam sporo trofeów, ale to jest dla mnie bardzo ważne. W Rzeszowie pod względem liczby sezonów na trasach biegów wyprzedza mnie tylko Henio Szymków, który biega od 26 lat i zaliczył aż 91 maratonów. Ja miałem dziesięć lat przerwy i zaliczyłem dotychczas 38 maratonów.

Mam 49 lat, na razie nie miałem poważniejszej kontuzji i zamierzam biegać dokąd zdrowie pozwoli. Perspektywy są niezłe bo dzięki bieganiu tak naprawdę to nie wiem co to jest wizyta u lekarza. Dlatego też maraton rzeszowski uważam, za bardzo pożyteczny pomysł. Na krótszych dystansach biegały także dzieci i całe rodziny. To świetna promocja zdrowego stylu życia, a ja jestem przykładem tego, że dzięki bieganiu można długo cieszyć się dobrym zdrowiem.

Już w tym roku wystartował Pan w siedmiu biegach na różnych dystansach. Ile takich imprez można zaliczyć w jednym sezonie?

- W 2004 roku wystartowałem w 30 biegach w tym w siedmiu maratonach i 100-kilometrowej trzydniówce w Zamościu. W maratonach zawsze plasowałem się w czołówce. W biegu w Zamościu byłem piąty w swojej kategorii wiekowej, a w klasyfikacji generalnej 22 na 115 uczestników. Swój rekord życiowy w maratonie pobiłem także w poprzednim sezonie w Koszycach. Więc można sporo w jednym sezonie.

Jak trzeba się przygotowywać żeby tak intensywnie biegać?

- Zaczynam treningi w styczniu. Pierwszy etap to tzw. akumulacja czyli bieganie na długich dystansach by wypracować siłę, kondycję i odporność. W kwietniu zaczynam tzw. intensyfikację czyli pracę nad szybkością i dynamiką biegu.

Bieganie wypełnia Panu całe życie?

- Skądże, parcuję na 1,5 etatu, mam żonę, troje dzieci i działkę. Wszystko udaje się pogodzić. Dlatego polecam bieganie dla zdrowia każdemu od 5 do 105 lat. Wynik nie jest najważniejszy, ale z czasem przychodzi. Jest świetnym dodatkiem do zdrowia i satysfakcji z biegania.