El. MŚ: Azerbejdżan - Polska 0:3

Tak miało być! Frankowski, Kłos, Żurawski pokonali azerskiego bramkarza i Polska, może nie w wyjątkowym stylu, ale pewnie wygrała w Baku. Jeśli we wrześniu zespół Janasa wygra z Austrią i Walią na własnym boisku, na mundial pojedzie prawdopodobnie bez względu na wynik ostatniego meczu - z Anglią na Old Trafford w Manchesterze.
Przed meczem wszystko jakby sprzysięgło się przeciwko polskim piłkarzom. Czerwiec nigdy nie był dla nich najlepszym miesiącem, a teraz jeszcze gwiazda drużyny Jacek Krzynówek naderwał mięsień brzuchaty łydki i jedyne miejsce, jakie mógł zająć w dniu meczu, to były trybuny. Drugi filar - Jacek Bąk - dowiedział się o wypadku samochodowym żony, która w dość poważnym stanie trafiła do szpitala. Na szczęście żona Bąka czuje się już lepiej, a on zagrał tak, jakby o wypadku nie wiedział.

- W Baku połowa mieszkańców to policjanci albo wojskowi. Druga połowa to taksówkarze - przekonywał nas kierowca zdezelowanej łady w drodze na stadion. Tych drugich pełno było w sobotę wokół obiektu im. Tofika Bachramowa, tych pierwszych - na trybunach. Przed spotkaniem setki żołnierzy w czerwonych beretach szczelnie otoczyło murawę, w najbliższym sąsiedztwie stadionu stało kilkuset policjantów. Gospodarze wyraźnie spodziewali się emocji nie tylko sportowych.

W sobotę - oprócz brazylijskiego trenera Carlosa Alberto Torresa - Azerowie starali się skupić na futbolu. Od pierwszej niemal do ostatniej akcji meczu dominowali jednak Polacy. Grali piłką, a gospodarze - dopóki mieli siły - biegali za nimi i przeszkadzali.

Mecz przypominał trochę ligowe spotkania "starej" Wisły Henryka Kasperczaka. Baszczyński, Kłos, Szymkowiak, Kosowski, Frankowski i Żurawski, do tego Sobolewski (jedyny, który z "Henrym" nie pracował, ale śmiało można porównać jego umiejętności z umiejętnościami Mauro Cantoro), a jeszcze później Zieńczuk. Nie było w tym meczu akcji bez udziału byłych lub obecnych wiślaków. Pozostali piłkarze nie przeszkadzali, ale więcej akcji było prowadzonych środkiem (Szymkowiak, Sobolewski) albo prawą stroną (Baszczyński, Kosowski) niż lewą (Rząsa, Mila).

W 27. min Kamil Kosowski - wślizgiem (to u niego dość rzadko spotykane) wygarnął rywalowi piłkę. Dalej wszystko potoczyło się tak, jak zakładał trener Paweł Janas i jak to w Wiśle bywało. Po odbiorze szybkie prostopadłe podanie (Szymkowiak) i Frankowski zdobył gola, przerzucając piłkę nad bramkarzem. Zmęczony ligą, zgrupowaniami, meczami co parę dni - w kadrze odżył w kilka dni.

Za chwilę Azerowie mogli być na łopatkach. Tym razem Frankowski - na pamięć - zagrał na prawą stronę. Wiedział, że będzie tam Kosowski. Ale ten - jak wiele razy w Wiśle - z paru metrów nie trafił do bramki. Z dobrze znaną nam niefrasobliwością kopnął sobie byle jak. To był koniec emocji w bezbarwnej, ale jednostronnej pierwszej połowie.

W drugiej części, nawet po zejściu Frankowskiego, wciąż karty rozgrywała Wisła. Przed rzutem wolnym w 56. min Kłos powiedział Szymkowiakowi, że ma dośrodkować na siódmy metr. I było po wszystkim - po raz pierwszy w tych eliminacjach w Baku azerski bramkarz drugi raz w jednym meczu wyciągał piłkę z siatki.

Doświadczeni oraz uczulani przez Janasa wiślacy nie dali się sprowokować. Baszczyński został skopany przy linii bocznej, Sobolewskiemu omal nie pękł ochraniacz po wejściu rywala nakładką. Nie oddali. Pod koniec spotkania boczny sędzia nie podniósł chorągiewki, gdy Szymkowiak podawał do Andrzeja Niedzielana. Napastnik Nijmegen wyłożył piłkę do Żurawskiego i... zaczęło się.

Po golu na 3:0 dla Polski Carlos Alberto Torres uderzył w twarz sędziego technicznego. Po czym ostentacyjnie, wśród buczenia, latających butelek i kamieni wkroczył na murawę. Wolnym krokiem szedł przez całe boisko. Sugestywnie trzymając się za kieszenie, poszedł do szatni. Niedługo po tym incydencie sędzia zakończył mecz. - Dobrze, że trener Janas opiera skład na byłych lub obecnych zawodnikach Wisły. Są efekty, bo my umiemy grać i wygrywać ważne mecze - podsumował spotkanie Baszczyński.

Polacy przyjechali, zagrali i znowu, jak w Warszawie, Azera ograli do zera. Stan dwumeczu imponujący 11:0. I pomyśleć, że wielka Anglia z Owenem, Lampardem i Gerrardem strzeliła Azerbejdżanowi zaledwie trzy bramki.



AZERBEJDŻAN - POLSKA 0:3 (0:1)

Bramki: 0:1 Frankowski (28. po podaniu Szymkowiaka); 0:2 Kłos (57. głową po wolnym Szymkowiaka); 0:3 Żurawski (79. po podaniu Niedzielana)

Żółte kartki: K. Gulijew (55. faul); Abdulrahmanow (56. faul)

Sędziował: Undiano Malluco z Hiszpanii

Składy

Azerbejdżan: Hasanzadze - Szukurow, Hadżijew (77. Ismaiłow), Sadygow, K. Gulijew - Abdullajew, Melikow (60. Ramazanow), E. Gulijew, Abdulrahmanow (77. A. Gurmanow) - Karimow, G. Gurbanow.

Polska: Dudek - Baszczyński, Bąk, Kłos, Rząsa - Kosowski, Sobolewski, Szymkowiak (90. Radomski), Mila (85. Zieńczuk) - Żurawski, Frankowski (57. Niedzielan).







Azerbejdżan-Polska
6strzały13
3celne strzały5
0słupki i poprzeczki1
8spalone0
2rzuty rożne4
17faule13


Najwięcej strzałów:

Karimow 2 - Żurawski 4, Sobolewski 3, Mila 2, Kosowski 2

Najwięcej celnych strzałów:

Żurawski 2

Najwięcej na spalonym:

G. Gurbanow 5

Najwięcej fauli:

Abdulrahmanow 4, Szukurow 3, K. Gulijew 3 - Sobolewski 5

Najczęściej faulowani:

K. Gulijew 4, Szukurow 3 - Kosowski 4, Mila 4, Żurawski 4

Najwięcej podań kluczowych:

Szymkowiak 3, Frankowski 2

Skuteczność bramkarzy:

Dudek 100 proc. (3/3) - Hasanzadze 20 proc. (1/5)



Tabela grupy VI

1. Polska71822-5
2. Anglia61613-3
3. Austria61111-8
4. Irlandia Północna635-13
5. Walia625-11
6. Azerbejdżan721-17
Czy Polska zagra na mundialu?