Gwardia Wrocław będzie pozwana do sądu!

SIATKÓWKA. Jeżeli działacze Gwardii nie zgodzą się na wyjazd Joanny Kaczor do USA, sprawa znajdzie finał w sądzie pracy. - Daję im czas do poniedziałku. Żarty się skończyły - mówi menedżer zawodniczki Andrzej Grzyb.
Sprawa wyjazdu Kaczor na studia do USA ciągnie się od marca. Reprezentacyjna skrzydłowa miałaby studiować i grać w siatkówkę w Uniwersity od Southern California. Zgodę na jej wyjazd musi jednak wyrazić klub. Problem w tym, że Kaczor jeszcze przez rok ma we Wrocławiu ważny kontrakt. Menedżer zawodniczki Andrzej Grzyb twierdzi, że zaproponował działaczom układ - Kaczor pojedzie do USA, ale po powrocie będzie grała przez dwa lub trzy lata we Wrocławiu.

Pod koniec kwietnia Gwardia odrzuciła tę ofertę. Działacze tłumaczyli, że nie mogą podpisać dokumentów umożliwiających wyjazd Kaczor, ponieważ zawodniczka nie była w Polsce amatorką, a jest to jeden z wymogów stawianych przy wyjeździe. Mimo to pertraktacje z Grzybem trwały, a ostateczna decyzja miała zapaść wczoraj. Dla Kaczor, która nie ukrywa, że bardzo chce wyjechać do Stanów, to już ostatnia szansa. Za rok będzie już w takim wieku, który uniemożliwi jej uzyskanie stypendium. - Kaczor bardzo chce jechać do Stanów. Na siłę jej nie zatrzymamy - mówił dyrektor Stefan Fiedorow.

Jednak wczorajsze spotkanie Fiedorowa, prezesa sekcji siatkarek Andrzeja Balsewicza i reprezentującego Grzyba prawnika tylko zaostrzyło sprawę. - Panowie Fiedorow i Balsewicz powiedzieli mojemu prawnikowi, że nie życzą sobie już rozmów ze mną. Żarty się skończyły. Daję im czas do poniedziałku. Albo rozwiążemy kontrakt za porozumieniem stron, albo oddaję sprawę do sądu pracy. Nie będę miał żadnych skrupułów. Ręka mi nie zadrży - irytuje się Grzyb i dodaje. - Proponowałem im 200 tysięcy złotych poręczenia, zapewniając, że po zakończeniu studiów Kaczor wróci do Gwardii. Dość tego, albo do poniedziałku zgodzą się na wyjazd Kaczor, albo sprawa idzie do sądu i wysyłam komornika. Gwardia zalega z wypłatami nie tylko Joannie, ale też innym zawodniczkom i zawodnikom. Ostatni raz zobowiązania regulowali w marcu. Jeśli sąd uzna ich umowy z Gwardią za umowę o pracę - to klub będzie musiał wypłacić nie tylko zaległe pieniądze, i to z odsetkami, ale też ZUS-y, podatki... Oni chyba sobie z tego nie zdają sprawy. Nie będą mieli pieniędzy na nic, gdyż komornik zajmie im konta i nie będą już mieli środków na żadną sekcję. Ani na siatkówkę, ani na boks. Klub pójdzie z torbami. A Kaczor i tak nie będzie zawodniczką Gwardii. Stawiam sprawę jasno - albo klub się zgodzi na wyjazd Kaczor i ja zostawiam inne sprawy, albo idę na całość - grozi Grzyb.

Dodajmy, że działacze Gwardii mają prawo nie zgadzać się na wyjazd Kaczor do USA. Zawodniczka ma przecież ważny kontrakt, a w obecnej trudnej sytuacji kadrowej w klubie - z Gwardią rozstały się przecież Anna Barańska i Natalia Bamber - jej wyjazd byłby już prawdziwą katastrofą.

MÓWI STEFAN FIEDOROW

Anna Monkos: Czy to prawda, że nie chcecie Panowie rozmawiać z Andrzejem Grzybem?

Stefan Fiedorow (dyrektor Gwardii): To jakiś absurd!

I zgodzicie się na rozwiązanie kontraktu i wyjazd Kaczor do USA?

- Nie zmieniamy zdania. Nie podpiszemy fałszywego zaświadczenia, że Kaczor grała tu jako amatorka. Przecież miała kontrakt i zarabiała tu pieniądze. Nie damy zaświadczenia o nieprawdzie.

Czyli nie ma o czym dyskutować?

- Pan Grzyb zabrał nam już dwie podstawowe zawodniczki - Barańską i Bamber, ale to nie były nasze wychowanki ani nie miały już kontraktów. Ale z Kaczor jest zupełnie inaczej. Mamy oddać wszystkie zawodniczki i rozwiązać sekcję damskiej siatkówki we Wrocławiu? Nigdzie w cywilizowanym świecie się tak nie dzieje, że zawodnik, który ma ważny kontrakt, odchodzi gdzie indziej! Mimo to my byliśmy skłonni rozmawiać i zgodzić się na wyjazd Asi. Chcemy pójść jej na rękę. Tylko postawiliśmy pewne warunki. Chcemy mieć pewność, że ona potem do nas wróci. Mieć zabezpieczenie. Kaucję.

Grzyb przekonuje, że to proponował. I że Panowie nie chcecie z nim rozmawiać.

- To jest jakieś nieporozumienie. Pan Grzyb dzwonił do mnie zawsze kiedy tylko chciał, o każdej porze dnia i nocy. Jego prawnik nie dowiedział się od nas dzisiaj niczego, czego wcześniej nie słyszałby pan Grzyb. Byliśmy skłonni negocjować. Nie wiem, co byśmy zrobili bez Asi, przyszłość sekcji stałaby pod znakiem zapytania. Mimo to chcieliśmy iść jej na rękę.

Mówi Pan, że to Grzyb nie chce rozmów?

- Na to wygląda.

Grzyb stawia sprawę jasno - albo zgodzicie się na wyjazd Kaczor do USA, albo odda sprawę do sądu. Przy okazji zawiadamiając sąd o zaległościach Gwardii w stosunku do zawodniczek i zawodników.

- Jeśli chodzi o zaległości finansowe, to ma trochę racji. Sprawa jest nieuregulowana. Jeśli pan Grzyb chce tak postępować, to proszę bardzo. Sprawy zaległości wobec zawodników powoli regulujemy.

Czy do poniedziałku zmienicie Panowie zdanie?

- Nie.

Nie obawia się Pan sprawy sądowej?

- Bardzo się obawiam. Ale niech pan Grzyb tak postępuje z klubami. Niech podaje sprawę do sądu. Zobaczymy, jak dalej będzie wyglądała jego praca jako menedżera.