Krzynówek zniesiony z boiska na treningu

Polacy trenowali w Baku. Mijała godzina zajęć na stadionie im. Tofika Bachramowa, kiedy na ramionach lekarza i fizjologa zniesiony został z boiska skrzydłowy Bayeru Leverkusem Jacek Krzynówek. - Nie wiem, co się stało - mówił z grobową miną i kostką prawej nogi obłożoną lodem. W sobotę o 17 czasu polskiego mecz z Azerbejdżanem w eliminacjach MŚ.
Gdyby Krzynówek nie mógł zagrać (a jest taka możliwość, ostateczna decyzja zapadnie prawdopodobnie w dniu meczu), byłoby to ogromne osłabienie. Strzelec czterech goli w tych eliminacjach to jedna z nielicznych gwiazd polskiej reprezentacji. Zawsze groźny, zawsze ofensywny, zawsze skuteczny. Jeśli uraz go wyłączy, miejsce na lewej pomocy zajmie Marek Zieńczuk albo Sebastian Mila (grywa na tej pozycji w Austrii Wiedeń).

Pewne jest za to, że w ataku partnerem Macieja Żurawskiego będzie Tomasz Frankowski, a na lewej obronie zagra nie Tomasz Kiełbowicz, lecz Tomasz Rząsa. - Wziąłem go do grania - powiedział Paweł Janas. Rząsa przez ostatnich kilka tygodni leczył kontuzję kostki, treningi wznowił przed paroma dniami.

Podejrzenia, że w sobotę Polacy wybiegną w takim właśnie ustawieniu (Dudek, Baszczyński, Kłos, Bąk, Rząsa, Kosowski, Sobolewski, Szymkowiak, Krzynówek, Frankowski, Żurawski) wynikały z tego, co oglądaliśmy na obiekcie zdecydowanie pamiętającym czasy swojego patrona (Tofik Bachramow był sędzią liniowym pamiętnego finału MŚ w 1966 roku. To on zadecydował, że w dogrywce piłka po strzale Geoffa Hursta przekroczyła linię bramkową i Anglia pokonała Niemcy. Jego pomnik stoi przed głównym wejściem na obiekt w Baku). To jeden z niewielu stadionów, gdzie podczas wyjazdowych spotkań nie musimy się wstydzić naszego chorzowskiego giganta czy trybun na warszawskiej Legii. Ot, miniaturka stadionu X-lecia. Szeroka, dawno nieużywana, dziurawa bieżnia oddziela boisko od rozłożystych trybun (bez dachu) z niebieskimi krzesełkami (dla VIP-ów i dziennikarzy są czerwone). Na szczęście płyta jest w porządku. - Boisko jest dobre. Twarde, ale równe - cieszył się Kamil Kosowski.

Hasło polskich piłkarzy na to spotkanie "przyjechać, zagrać, wygrać i wrócić" oddaje atmosferę, jaka towarzyszy eskapadzie. Nikt nie chce tu być dłużej niż to konieczne. Upał jest niemiłosierny (w czwartek 32 stopnie w porze rozpoczęcia meczu). Do tego duchota i wilgotność.

Sporo emocji dostarcza tutejszy ruch drogowy. - Tak, to jest Kaukaz. Na ulicy musi być policja. Inaczej byłby bałagan nie do opanowania - powiedział nam taksówkarz w drodze z lotniska. Nie dodał, że policja stoi tylko na tej drodze. I tylko na niej jedzie się normalnie. W centrum panuje nieopisany bałagan. Tylko na niektórych ulicach są przerywane linie. Ale co z tego, skoro dzielą jezdnie na cztery cztery części, a Azerowie i tak jadą w sześciu kolumnach. To nic, że droga (tak mówi zardzewiały, stary znak) jest jednokierunkowa. Z przeciwka pędzą auta. Podwójna linia nie jest żadną barierą, jeśli czarne bmw chce wyprzedzić trzy gruchoty i autobus. Kierowcy częściej niż na gaz sprzęgła, naciskają na klakson. Po zmroku świecą długimi...

Trzeba mieć nadzieję, że i azerska drużyna zagra podobnie, jak jeżdżą tutejsi kierowcy - w końcu mentalność jest taka sama: chaotyczna, niezorganizowana, niezdyscyplinowana, nie przestrzegająca jakichkolwiek reguł, zasad czy przepisów. Polacy muszą zagrać mądrzej, rozsądniej. A piłkarzami są lepszymi, więc - zdobyć trzy punkty i do domu.

Dla Gazety

Tomasz Kłos, obrońca Wisły Kraków i kapitan reprezentacji Polski

Jurek Dudek wygrał Ligę Mistrzów, Mirek Szymkowiak podbił ligę turecką z Trabzonsporem, a Wisła właśnie zdobyła mistrzostwo Polski. Teraz zostało nam wygrać w Baku i pomyśleć o wakacjach. Przed eliminacjami grałem we wszystkich meczach. W tych o punkty - z Irlandią Płn., Anglią i Austrią - siedziałem na ławie. Byłem wściekły. Zżerała mnie sportowa złość i ambicja. Gdyby któryś z nas powiedział, że ma wszystko w d... i obojętne mu, czy gra czy nie - długo by w tej drużynie miejsca nie zagrzał. Cieszę się, że od początku roku trener Janas znowu mi ufa. Po raz pierwszy w życiu będę kapitanem w meczu o punkty. 61. występów w kadrze to powód do dumy. Kiedy debiutowałem zimą 1998 roku w przegranym 0:4 meczu z Paragwajem, chciałem zagrać dziesięć meczów. Potem 25 i 50. A teraz? Teraz marzę o mundialu w Niemczech.

W Baku, oprócz fanatycznych kibiców, największym problemem będzie upał i duchota. Ja i koledzy z Wisły, od 10 marca gramy co trzy dni. Ale kadra to coś więcej niż klub. Wiemy o jaką stawkę gramy, przyjechaliśmy po trzy punkty. Musimy wygrać, zapieprzać jak nigdy. Zostawić na boisku całe serce i zdrowie, zedrzeć płuca i stracić wszystkie siły. Bo owoce tego wysiłku będą bardzo smakowite. Meta jest już tak blisko... W Wiśle cały rok byłem na pierwszym miejscu i wcale mi się to nie znudziło. Jak wygramy tutaj, zostaniemy liderami grupy. I może tak będzie do końca?

Sebastian Mila, pomocnik Austrii Wiedeń

Jestem rozgoryczony, że musiałem rozegrać w środę mecz o Puchar Austrii. Na zgrupowanie chciałem przyjechać już w niedzielę, ale klub poprosił PZPN, bym został na ten finał. Zagrałem, strzeliłem gola, wygraliśmy i o piątej rano prywatnym samolotem prezydenta klubu przyleciałem do Poznania. Nie miałem wpływu na to, że nie było mnie we Wronkach. A przez to znacznie zmniejszyły się szanse na grę w Baku. Ale i tak dziękuję trenerowi Janasowi za powołanie mnie w marcu, kiedy miałem chwile zwątpienia i kłopoty z grą w klubie. Po meczach eliminacyjnych odżyłem. Gram na środku albo na lewej pomocy i już nie chcę kończyć kariery (śmiech). A w Baku nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zwyciężyć.