Piłkarze Jagiellonii we wtorek podejmą MKS Mława

Piłkarze Jagiellonii we wtorek (godz. 17) - w trzy dni po porażce w Sosnowcu - wybiegną znowu na boisko. Przed własną publicznością podejmą niemal pewną spadku do trzeciej ligi ekipę MKS-u Mława
Porażka 0:1 z Zagłębiem w Sosnowcu pozbawiła białostoczan szans na zmniejszenie strat do zespołów konkurujących z Jagiellonią o czwarte miejsce, premiowane grą w barażu pierwszoligowym. A Widzew Łódź i Podbeskidzie Bielsko-Biała - odpowiednio zremisował oraz przegrało. Szansa zajęcia piątego miejsca ze stratą punktu do łodzian - tak stałoby się w przypadku zwycięstwa żółto-czerwonych w Sosnowcu - przeszła białostockim piłkarzom koło nosa. Zamiast tego Jagiellonia spadła w tabeli na ósme miejsce i nadal traci do czwartego Widzewa cztery oczka.

Trener wytknie błędy

- Zawsze najbardziej żal jest ostatniej porażki - mówi Paweł Sobolewski, pomocnik Jagiellonii. - Musimy się z tym pogodzić i grać dalej. Zostały nam cztery kolejki do końca sezonu, w których upatrujemy szansy na lepszą grę. Porażka oznacza, że coś szwankowało. Od trenera dowiemy się, gdzie popełniliśmy błędy.

Trener Nawałka nie wdaje się w polemikę, czy Jagiellonia po porażce w Sosnowcu straciła szansę na czwarte miejsce w tabeli.

- Przed rundą mówiłem, że w każdym spotkaniu chcemy walczyć o trzy punkty, a czas na sumowanie przyjdzie na koniec rozgrywek - wyjaśnia trener Jagiellonii. - W pozostałych meczach piłkarze mają potwierdzić swoją przydatność do drużyny. To dla nich szansa, by powalczyć o miejsce w składzie na następny sezon.

Geneza dołka

A białostoccy piłkarze mają co potwierdzać, bo ostatnie mecze w ich wykonaniu do najlepszych nie należały. Zwycięstwa z drużynami z Radomska i Gliwic rodziły się w bólach, a konfrontacja w Sosnowcu tylko potwierdziła, że zespół jest w dołku. Gdzie tkwi przyczyna zniżki formy?

- Słabszej gry nie można tłumaczyć zmęczeniem sezonem, bo byliśmy dobrze do niego przygotowani, a końcówki w wykonaniu zespołu tylko to potwierdzają - dodaje Nawałka. - Znacznie ważniejszym elementem jest zaangażowanie. Gdy piłkarze dają z siebie 200 procent możliwości, są w stanie wygrać z każdym. Jeśli determinacji brakuje, to pojawiają się problemy nawet w meczach z drużynami ze strefy barażowej.

Ale trener Nawałka nie rozrywa szat z powodu jednej porażki. Wręcz przeciwnie, uważa, że są one wkalkulowane w wyniki zespołu.

- Ważne, aby wyciągać z nich wnioski - dodaje trener białostoczan. - Warunkiem postępu jest sportowa złość, która ma wyzwolić chęć zrewanżowania się na kolejnym przeciwniku i odbudowania zaufania wobec kibiców. Po porażce mamy grać lepiej - tego wymagam od moich podopiecznych.

Kartki i urazy

Po raz kolejny trener Nawałka będzie łamał sobie głowę przy ustalaniu składu. O optymalnym zestawianiu może pomarzyć, bo za kartki znów pauzuje Jacek Markiewicz. Ledwie pomocnik Jagiellonii zdążył wrócić do składu na mecz w Sosnowcu - wcześniej pauzował w spotkaniach z Radomskiem i Piastem Gliwice - a obejrzał 11. kartkę, co wykluczyło go na mecz. Każda kolejna też będzie kończyła się przymusową przerwą.

Nie wiadomo, czy trener Nawałka będzie mógł skorzystać z Dariusza Łatki, który z powodu urazu nie zagrał w ostatnim meczu. Pomocnik przeszedł wczoraj kolejne zabiegi i badania, które zadecydują o jego dalszym losie. Nie wiadomo też, czy trener sięgnie po Roberta Kolasę, który ostatnio w drużynie rezerw rozegrał połówkę spotkania.

Rogalski i... długo nikt

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że drużyna z Mławy tylko jeden sezon spędzi w drugiej lidze. Historyczny - pierwszy w ponad 80-letniej historii klubu awans do drugiej ligi - nie przełożył się na sukcesy sportowe. Podopieczni Wiktora Pełkowskiego zajmują przedostatnie miejsce - zagrożone bezpośrednim spadkiem - i niemoc rywali lub cud mógłby spowodować, by mławianie awansowali do strefy barażowej.

- Dwa razy podglądaliśmy mławian i jestem realnym pesymistą w ocenie ich szans na utrzymanie się w rozgrywkach - mówi Wiesław Jancewicz, który z Mirosławem Dymkiem prowadzi bank informacji o rywalach Jagiellonii. - Zawodnicy MKS-u tworzą zgrany kolektyw, choć nie wszyscy umiejętnościami piłkarskimi dorastają do tego poziomu. Ale braki w wyszkoleniu oraz technice nadrabiają zaangażowaniem i wolą walki. Jednak ich taktyka opiera się głównie na murowaniu dostępu do własnej bramki i szukaniu okazji na strzelenie bramki w ewentualnych kontratakach.

Pierwszoplanową postacią MKS-u Mława jest 25-letni Maciej Rogalski, zdobywca ośmiu bramek w tym sezonie. To właśnie trafienie napastnika w ostatnim spotkaniu z Ruchem Chorzów zapewniło zespołowi z Mławy niespodziewane zwycięstwo 1:0.

- Karta się od mławian odwróciła, a bohaterem meczu był wracający do drużyny po dłuższej przerwie Roman Romanowski, który wybronił dwa rzuty karne - dodaje Jancewicz. - Rogalski to jedyny piłkarz tej drużyny, który w pojedynkę może przesądzić o losach spotkania. Piłka go szuka, a on sam potrafi zagrać niekonwencjonalnie.

Zdaniem trenera Jancewicza los mławian przesądziła porażka 1:3 w Radomiu z Radomiakiem.

- Na twarzach naszych najbliższych rywali malowała się rezygnacja - mówi szkoleniowiec. - To wyglądało na pogodzenie się ze spadkiem, choć z drugiej strony nie można tej drużyny zlekceważyć i dać jej za dużo swobody.

W samym MKS-ie widać brak optymizmu co do szans pozostania w drugiej lidze.

- Gra się do końca - mówi z rezygnacją w głosie jeden z działaczy MKS-u. - Ale trzeba być przygotowanym na różne warianty, ze spadkiem z ligi włącznie.