Jak się kupuje sędziów w V lidze?

Nasi sędziowie dzielą się na uczciwych i nieuczciwych. "Uczciwi" to ci, którzy biorą od nas kasę, ale jeśli przegramy, to po meczu nam zwracają. "Nieuczciwi" to ci, którzy nie zwracają. Mówią, że się starali, dali karnego, a że nie wygraliśmy, to już wyłącznie nasza wina. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby sędzia nie wziął, kiedy mu zaproponowaliśmy - opowiada działacz jednego z klubów śląskiej V ligi.
Paweł Czado: Dużo kupił Pan meczów?

XY: Dużo. W zeszłym sezonie dziewięć z piętnastu, które zagraliśmy u siebie. Od pewnego czasu powiedziałem sobie "dość". Nie wiem, jak długo wytrzymam...

Kiedy zostawałem prezesem, miałem ideały. Wierzyłem, że to wszystko jest uczciwe, no, w miarę uczciwe... Ale szybko pozbyłem się złudzeń. Po paru przegranych meczach mój trener powiedział, że po prostu musimy dogadać się z sędziami.

Nie łamał się Pan?

- Łamałem. Ale trudno pogodzić się z faktem, kiedy przegrywasz w nieczysty sposób.

Poza tym jest na to przyzwolenie całego środowiska. Nikt nie widzi w tym nic niestosownego. Po prostu: jeśli nie dajesz, jesteś frajerem. I nieważne, czy nie masz, czy nie chcesz. Moi piłkarze często sami oddają część premii (20 zł ze 100 zł), mówiąc, że to na sędziego. Jeśli jakaś drużyna ciągle przegrywa, to nawet jej zawodnicy uważają, że prezes to nieudacznik, bo nie potrafi "skręcić" arbitra.

Jak się "skręca"?

- Najbezpieczniej obstawiać mecze u siebie. Na wyjeździe warto tylko wtedy, gdy klub tego naprawdę potrzebuje. Sędziowie zawsze przyjeżdżają wcześniej niż drużyna gości i nie trzeba się z tym specjalnie kryć. Odbywa się to bez emocji, na Śląsku obsady sędziowskie są znane dużo wcześniej.

Dawał Pan osobiście?

- Żaden prezes się w to nie bawi. Do takich celów wykorzystuje się kierowników drużyny, innych działaczy, czasem trenerów.

Ile kosztuje mecz?

- Stawka wynosi 400 zł, choć czasem trzeba dać więcej. Zdarzyło się, że daliśmy 300 i sędzia odesłał: "Mało". Musieliśmy dołożyć dwie stówki.

Czy łapówka gwarantuje zwycięstwo?

- Oczywiście, że nie. Nawet jak dasz, to nie masz pewności wygranej. Płaci się za to, żeby arbiter nie przeszkadzał. Sędziowie, nawet jak przed meczem wiedzą, że nam nie pomogą, to i tak wezmą, żeby pokazać, że poważnie nas traktują.

Nasi sędziowie dzielą się na "uczciwych" i "nieuczciwych". "Uczciwi" to ci, którzy biorą od nas kasę, ale jeśli przegramy, bo rywale dali więcej niż my, to po meczu nam zwracają. "Nieuczciwi" nie zwracają. Mówią, że się starali, a że nie wygraliśmy, to już wyłącznie nasza wina.

Ale to się nie opłaca. Lepiej oddać, bo wiadomo, że za miesiąc albo dwa znów do nas przyjadą, a wtedy być może nie będą już mieli interesu, żeby pomagać przeciwnikom, tylko nam...

Kupuje się tylko sędziów?

- Podchodzenie do przeciwnej drużyny jest rzadkie, bo się to zwyczajnie nie opłaca. Rywali kupuje się tylko wtedy, kiedy mecz jest naprawdę ważny, np. jeśli chodzi o awans. Wtedy trzeba zapłacić 2-3 tys. zł. Sędziowie zwyczajnie są tańsi.

W jaki sposób sędziowie pomagają podczas meczu?

- Myli się ten, kto myśli, że wszystko odbywa się na chama, z przekręconym karnym albo czerwoną kartką z kapelusza. Czasem tak jest, ale rzadko. Kiedyś zdarzyło się, że strzeliliśmy gola na samym początku meczu. Okazało się jednak, że rywale dali więcej, i sędzia "robił" nas inteligentnie. Wystarczyło, że gwizdał nam faule tylko na naszej połowie. Przegraliśmy.

Co robi drużyna z ambicjami, która chce awansować?

- O, tu sprawa jest dużo poważniejsza, bardziej skomplikowana do przeprowadzenia. Trzeba dogadać się przed sezonem z ludźmi, którzy decydują o obsadzie sędziowskiej i na kwalifikatorów. Na przykład z P. Oni muszą obstawić nie tylko bezpośrednich rywali do awansu. To musi kosztować więcej. Kiedyś awans z VI do V, a potem IV ligi kosztował nas ok. 150 tys zł. Obowiązuje jedna zasada: "Nie masz kasy, to do C klasy".

Czy sędziowie żądają tylko pieniędzy?

- Obowiązuje gotówka, choć w śląskiej A klasie jest jeden klub, którego nieformalnym sponsorem jest agencja towarzyska. Ale myślę, że ze strony sędziów to frajerstwo - nie wiadomo, czy później nie ma ich na jakichś zdjęciach... Żywa gotówka jest dużo bezpieczniejsza.

Czy któryś sędzia Wam kiedyś odmówił?

- Nie było ani jednego takiego przypadku. Zawsze brali. Mało tego, czasem wprost sugerują. Kiedyś pod nasz stadion zajechał samochód. Kierowca wysiadł i powiedział: "Dzień dobry, jesteśmy sędziami. Za godzinę spotkamy się w X. Co wy na to?". Środowisko sędziowskie jest nie do ruszenia. Oceniają ich kwalifikatorzy, którzy sami kiedyś byli sędziami. To jeden układ.

Dlaczego wypowiada się Pan anonimowo?

- Mam wiele do stracenia. Ja cały czas chcę działać w piłce. Lubię ten sport.