Trzecioligowcy w sobotę wybiegną na boiska

Sobotni mecz Mlekovity w Olsztynie może zadecydować o być albo nie być drużyny w trzeciej lidze. Na przegraną ze Zniczem nie może sobie pozwolić także Warmia oraz ŁKS w Głownie, jeśli marzy mu się drugiej miejsce
Do końca sezonu zostały trzy kolejki, a sytuacja w tabeli nadal nie pozwala wskazać wszystkich spadkowiczów. A tych będzie zapewne pięciu. Bliskie pożegnania z ligą są drużyny: Legionovii Legionowo, Gwardii Warszawa i Okęcia Warszawa. Na kolejnych miejscach - także zagrożonych spadkiem - są OKS 1945 Olsztyn oraz Mlekovita Wysokie Mazowieckie. Obie mają niewielką stratę do zajmujących bezpieczne 11. miejsce rywali z Kozienic, obie dziś w Olsztynie stoczą między sobą bój o punkty ligowe.

- Nasza sytuacja po ostatniej kolejce jest dramatyczna - przyznaje Jacek Gabrusiewicz, kapitan olsztynian. - Ale wygrana z Mlekovitą przedłuży nasze szanse na pozostanie w lidze.

- Jeśli przegramy lub zremisujemy z Mlekovitą będziemy oswajać się z myślą o czwartej lidze - dorzuca Marian Świniarski, prezes OKS-u.

Pełni wiary w zwycięstwo są piłkarze Mlekovity, którzy wygrali cztery ostatnie spotkania. Zwłaszcza ostatnie z Legionovią u siebie było bardzo dramatyczne, bo podopieczni Grzegorza Lewandowskiego przegrywali 0:1, by ostatecznie wygrać 2:1.

- W Olsztynie rzucimy się na gospodarzy jak lwy, przynajmniej taki mamy zamiar - tłumaczy Seweryn Sapiński, dyrektor Mlekovity. - To będzie najważniejszy mecz sezonu i zarazem ocena pracy trenera i zespołu. Liczymy na skuteczność Marka Gołębiewskiego, który w dwóch ostatnich meczach zdobył trzy bramki. Być może wspierać go będzie wracający po kontuzji Łukasz Czyżyk. W pełni sił jest również Sebastian Marzec.

Z powodu kartek w Mlekovicie nie zagrają: Janusz Bucholc oraz Piotr Orliński.

Pikująca Warmia

Mało kto przypuszczał, że liderującej swego czasu w tabeli Warmii Grajewo pod koniec sezonu będzie groził spadek. Tak właśnie jest, po trzech porażkach z rzędu grajewianie do miejsca zagrożonego spadkiem tracą cztery oczka. To nie jedyne niepokojące wieści jakie docierają z drużyny. W zespole atmosfera jest napięta atmosfera. Nie ma się czemu dziwić, skoro zaplanowana na 15 maja wypłata do tej pory nie znalazła się na kontach piłkarzy.

- Sytuacja znacznie odbiega od normalności - mówi Janusz Szumowski, dyrektor klubu. - Pogorszyła się atmosfera. Teraz jest kiepska.

Wśród kibiców krążą kasandryczne wieści o buncie piłkarzy czy masowym odchodzeniu do innych klubów.

- To brednie - kwituje dyrektor Szumowski. - Trener Piotr Zajączkowski próbuje gasić zarzewia konfliktu i studzić emocje, ale brak mu wsparcia finansowego. Jego obietnice wobec piłkarzy pozostają bez pokrycia, co może powodować żal zawodników. Stąd też bierze się zła atmosfera.

Na domiar złego z funkcji kapitana drużyny zrezygnował Przemysław Kołłątaj, co także daje dużo do myślenia. Oficjalnym powodem mają być czynniki osobiste.

- Są też inne powody, ale wolałbym o nich nie mówić - mówi Kołłątaj, który siedem sezonów był kapitanem Warmii. - I wcale nie chodzi o sprawy finansowe. Mimo trudnej sytuacji uważam, że mamy spore szanse na utrzymanie się w lidze. Na trzy ostatnie spotkania, aż dwa rozegramy na własnym stadionie.

Drużynę Znicza Pruszków ekipa Warmii dziś (godz. 16) podejmie bez Kołłątaja, który będzie pauzował za kartki. Reszta zawodników będzie do dyspozycji trenera Zajączkowskiego.

- Trudno o hurraoptymizm przed meczem, zwłaszcza że Znicz radzi sobie lepiej od nas, ma szansę na zajęcie drugiego miejsca w tabeli - dodaje dyrektor Szumowski. - Ale sądzę, że jakoś sobie poradzimy.

Wicelider w zasięgu

W innej sytuacji jest za to ŁKS Łomża, który plasuje się na czwartym miejscy, ale do drugiego - premiowanego grą w barażu drugoligowym - brakuje mu trzech oczek. Podopieczni Jerzego Engela juniora punktów poszukają w Głownie.

- Stal widziałem w akcji trzy razy, więc znam doskonale jej słabsze i mocniejsze strony - mówi trener łomżan. - Zespół jest bardzo dobrze poukładany. Zaskoczyć ich będzie trudno, ale skupimy się na mniej doświadczonych graczach zespołu. To słabsze ogniwo.

Do dyspozycji trenera Engela będą wracający do zdrowia Arkadiusz Chrobot oraz Marcin Strzeliński. Pod znakiem zapytania stoi występ Karola Bortnika, a za kartki pauzować będzie Marcin Łukaczyński.

- Drugie miejsce pozostaje w naszym zasięgu - wyjaśnia trener Engel. - Na finiszu rozgrywek nie wystarczy, że wygramy całą resztę spotkań. Musimy czekać na potknięcie drugiej w tabeli Ceramiki Paradyż, którą przed tygodniem pokonaliśmy 1:0. Tą porażką przerwaliśmy im passę dziewięciu nieprzegranych spotkań i wybiliśmy ich z rytmu.