Lozano: harują aż przyjemnie patrzeć

Ostrzegano mnie, że polscy siatkarze to lenie. A tutaj pełne zaskoczenie: harują. Nie oczekujcie jednak, że po ośmiu ciężkich treningach powstanie drużyna. Przeciwnie, siatkarze mogą być po nich przemęczeni. W Lidze Światowej będziemy się uczyć, choć oczywiście chcemy wygrywać - mówi trener reprezentacji Raul Lozano.
Dariusz Wołowski: Ciężko się Panu dogadać z Polakami?

Raul Lozano: Mam świadomość, że muszę wyrażać jasno i krótko, o co chodzi. Wtedy mój asystent Aleks Świderek nie ma problemu z tłumaczeniem z włoskiego. Poza tym 5-6 graczy kadry zna włoski, więc to pomaga. W kontaktach z innymi używam takiego swoistego konglomeratu. Słowo po polsku, słowo po angielsku, słowo po włosku i hiszpańsku - tak powstaje zdanie, które musi trafić do graczy i precyzyjnie wyrażać, o co mi chodzi. Nie ma problemu, bo to nie jest dyskurs filozoficzny, ale rozmowa o siatkówce z profesjonalistami. Pewne kłopoty mogą być w przerwach meczu, bo wtedy czas biegnie, grają emocje itp. Na razie uczymy się, tak jak każdego innego elementu naszej wspólnej pracy.

Kiedy rusza Pan z nauką polskiego?

- Chciałbym jak najszybciej. Każdy nowy język to fascynujący przewodnik po kraju, w którym się żyje. Ja jestem ciekawy Polski nie tylko ze względów zawodowych. Nie da się tu żyć na sto procent bez polskiego. Naukę muszę jednak odłożyć na drugi etap pracy z kadrą. Na razie nie mam zupełnie czasu. Zwłaszcza że polski to język bardzo trudny, niemający nic wspólnego z tymi, które znam. Dlatego nie nauczę się go "przy okazji". Na razie jednak gramy Ligę Światową, potem eliminacje mistrzostw świata i mistrzostwa Europy: poznaję graczy, tworzymy zespół, opracowuję treningi. Słowem, doba jest za krótka.

Liga Światowa właśnie rusza. Zagracie o zwycięstwo, czy potraktujecie ją jako poligon, gdzie zdobywa się doświadczenie konieczne do późniejszych sukcesów?

- Sportowym celem numer jeden na ten rok jest awans do finałów mistrzostw świata. Na razie się poznajemy, budujemy podstawy pod drużynę, do tego eksperymentowanie jest konieczne. Mamy treningi techniczne i taktyczne, aby zrozumieć, jak chcemy grać, żeby wygrywać, i jaka droga doprowadzi do celu. To jest nowa drużyna, która nie miała czasu. Pracujemy bardzo ciężko, by efekty przyszły w połowie lipca. Wtedy będziemy bić się o mundial. Teraz gracze mogą być zmęczeni po harówce na zgrupowaniu. Nie chcę, by to zabrzmiało jak wykręt czy poszukiwanie alibi, ale nie należy spodziewać się zwycięstw i wielkiej gry już w Lidze Światowej. My dopiero szukamy swojej drogi, swojego stylu i rozpoznajemy swoje możliwości. Poza tym kilku kluczowych graczy nie zagra. Papke, Świderski, Murek. Liczę, że ktoś z nich wróci na najważniejsze mecze. Oczywiście nie znaczy to, że wyniki osiągane w Lidze Światowej nie mają znaczenia. Mają. Trzeba wygrywać, co się da. Ale po ośmiu wspólnych treningach za wcześnie mówić, że drużyna gotowa.

Jak ma grać reprezentacja Polski? Na kim się wzorować: na Włochach, Rosjanach, Brazylijczykach, czy Amerykanach? Czy ma Pan już w głowie styl, który zagwarantuje wam sukces?

- Stylu wymyślał nie będę, tylko kopiował od rywali. Na przykład, jeśli w bloku Rosjanie i Włosi są od nas lepsi, to w tym elemencie mamy grać tak jak oni. Brazylia jest lepsza w zagrywce i w ataku, więc zagrywajmy i atakujmy jak Brazylijczycy. W defensywie lepsi są Francuzi i Amerykanie, to brońmy jak oni. A przynajmniej wzorujmy się na nich. Do polskiej techniki zaczerpnijmy więc coś z systemu defensywnego Francji, bloku Rosji, ataku Brazylii i w ten sposób powstanie styl polski, który da nam sukcesy. Słowem, będziemy uświadamiać sobie swoje braki, by poprawiać je, wzorując się na najlepszych.

Polscy siatkarze uchodzą za utalentowanych, ale o taktyce pojęcie mają ponoć małe. To prawda?

- Kiedy wybierałem się do Polski, wielu znajomych mówiło, że polscy siatkarze to lenie. A tutaj pełne zaskoczenie. Wszystko inaczej niż w stereotypie: harują aż przyjemnie patrzeć. A taktyka to sprawa trenera. Ja jestem detalistą: lubię, gdy dopracowany jest każdy szczegół. Nie lubię, gdy na boisku zdarza się sytuacja, w której gracze nie wiedzą, co zrobić. Plan gry musi obejmować wszystko, zawodnicy powinni wiedzieć, jakie zagranie następuje po jakim, co robić, jak się zachować, gdzie ustawić w każdej akcji. Nie chcę przypadków. Wszystko to tłumaczę polskim siatkarzom i widzę, że doskonale mnie rozumieją. Z tym trudności nie przewiduję. Potrzebuję natomiast czasu, by te wszystkie detale wyćwiczyć i ułożyć w spójną całość, która stworzy styl tej drużyny. Na razie jesteśmy na etapie rozpoznawania naszych możliwości i słabości. Żeby było wiadomo, co wykorzystać, a co poprawić.

Paweł Papke jest kontuzjowany, a zawsze był głównym graczem reprezentacji. Jaka będzie jego pozycja w Pana zespole?

- Na szczęście, Polska ma wielu świetnych graczy. Tym niemniej jest paru ważniejszych, ze względu umiejętności. Papke jest jednym z nich. Wśród atakujących to absolutna czołówka. Poczekamy, aż się wyleczy, dostanie czas na wejście w zespół i od niego zależy, co dalej. Ja liczę, że wciąż będzie spełniał podstawową rolę.

Pana misją są igrzyska w Pekinie w 2008 roku. Tam Polska ma zdobyć medal. Może postawi Pan na młodych. 22-latkowie Woicki, Wlazły, Winiarski zdobywali tytuł mistrza świata juniorów i do nich będzie chyba należała przyszłość. Może należy im się kredyt zaufania?

- Wlazły może być graczem pierwszej szóstki już podczas Ligi Światowej. Kontuzja Papkego i Bąkiewicza, lekki uraz Murka, a także przemęczenie Świderskiego znacznie zwiększają jego szanse, podobnie jak innego młodego - Winiarskiego. Woicki będzie miał trudniej, bo na pozycji rozgrywających są bardzo dobrzy Stelmach i Zagumny. Mam jednak nadzieję, że z tej rywalizacji o miejsce w składzie powstanie nowa jakość. Grać będą jednak najlepsi, a nie najmłodsi.

W debiucie w Lidze Światowej trafił Pan na Argentynę. Cieszy się Pan?

- Lepiej niech Pan powie, że Argentyna spadła na mnie w debiucie. Nie dość, że pierwszy mecz jako trenera kadry będzie dla mnie wielkim przeżyciem, to jeszcze trzeba stoczyć bratobójczy pojedynek. Wolałbym na starcie zagrać z innym zespołem, a tak będzie to wszystko dla mnie bardzo dużym stresem.