Kim jest aresztowany za korupcję Marian D.?

To on sędziował w 1993 r. mecz Wisła Kraków - Legia Warszawa (0:6), po którym PZPN odebrał legionistom mistrzowski tytuł. Pracuje w firmie Marcina Żemaitisa, byłego arbitra, dziś działacza Piasta Gliwice, który od 1997 r. awansował z klasy B do II ligi.
Żemaitis, były piłkarz, przez kilka sezonów był sędzią liniowym Mariana D., potem - na początku lat 90. - został działaczem Piasta (do kwietnia był prezesem klubu) i jest nim do dziś. Jest też biznesmenem i to w należącym do niego przedsiębiorstwie wielobranżowym Voltex w Gliwicach pracował D. - od 1992 r. był kierownikiem hurtowni.

Żemaitis nie widzi nic niestosownego w tym, że zatrudniał Mariana D., będąc działaczem Piasta. W tym czasie gliwicki klub awansował z klasy B do II ligi. - Pan D. zaczął pracować u mnie, gdy był jeszcze sędzią, a ja nie działałem w klubie. Rozumiem pańską logikę, ale nie miałem nigdy oporów, żeby go zatrudnić. Nikt też nie zgłaszał mi żadnych wątpliwości. Przecież on nigdy nie był działaczem klubu - podkreśla Żemaitis i dodaje, że nie ma zamiaru zwalniać Mariana D. Klub ma zresztą inne problemy - dwóch jego piłkarzy prokuratura Wrocław Psie Pole oskarżyła o kupienie meczu z Polarem Wrocław.

57-letni D. pochodzi z okolic Bełchatowa, na Śląsk przyjechał w latach 60. za pracą. Znalazł ją w gliwickim Bumarze, ówczesnej potędze przemysłu zbrojeniowego. Mieszka na jednym z blokowisk w Gliwicach.

D. nigdy nie był wyczynowym piłkarzem. Sędzią został w 1971 r., a w 1982 roku zaczął prowadzić mecze I ligi. Jego debiut w ekstraklasie to spotkanie Widzew Łódź - Stal Mielec. W sumie prowadził w niej ponad 150 meczów.

W 1993 r. był arbitrem głównym pamiętnego meczu Wisła - Legia (0:6), który przyniósł warszawskiej drużynie odebrane jej później mistrzostwo Polski. D., choć składał w tej sprawie wyjaśnienia w prokuraturze, nigdy nie postawiono żadnych zarzutów, tak samo zresztą jak i zawodnikom. Legia walczyła wtedy o tytuł z ŁKS, który w ostatniej kolejce pokonał 7:1 Olimpię Poznań, a arbitrem głównym tamtego spotkania był Michał Listkiewicz, dziś prezes PZPN.

W 1992 r. D. został laureatem Kryształowego Gwizdka, nagrody przyznawanej przez dziennik "Sport" najlepszemu arbitrowi sezonu.

Jako sędzia liniowy jeździł na mecze międzynarodowe, m.in. z Listkiewiczem, Aleksandrem Suchankiem, Ryszardem Wójcikiem czy Piotrem Wernerem.

- Mogę zapewnić, że mam czyste sumienie. Mam to szczęście, że nie muszę przechodzić na drugą stronę ulicy, kiedy widzę dawnych znajomych z boiska. Wszystkim mogę patrzeć prosto w oczy - mówił niedawno "Nowinom Gliwickim".

W 1996 r. Marian D. zakończył karierę sędziowską. Został obserwatorem PZPN. Od czerwca zeszłego roku jest też przewodniczącym Kolegium Sędziowskiego Śląskiego ZPN. - Spotkałem go w kwietniu na dwóch meczach. Widzieliśmy się najpierw na spotkaniu Piasta Gliwice z Koroną Kielce [wygrała Korona 1:0 - red.], a dwa dni później na spotkaniu Zagłębia Lubin z Groclinem - opowiada nam jedna z osób działających w piłkarskiej branży. Podczas meczu w Lubinie sędzia Krzysztof Zdunek przyznał gospodarzom rzut karny za problematyczny faul. Spotkanie zakończyło się remisem.