II liga: Radomiak - MKS Mława 3:1 (1:1)

MKS Mława, choć próbował dotrzymać gospodarzom kroku, dostał i tak najmniejszy wymiar kary. - Radomiak przewyższał nas o klasę - to krótkie zdanie wypowiedziane po meczu przez trenera gości Witolda Pełkowskiego świetnie obrazuje to, co działo się na boisku
Mając na uwadze szybkich napastników Mławy - Macieja Rogalskiego i Maxwella Kalu - szkoleniowiec zielonych Mieczysław Broniszewski wystawił przeciwko nim dwójkę dynamicznych obrońców Jakuba Cieciurę i Tomasza Brzyskiego.

Na początku na tle niezbyt poukładanego Radomiaka Mława zagęściła środek pola, a do przodu grała z pominięciem drugiej linii. Zresztą wówczas goście myśleli jedynie o obronie, jakby czekając na kontrę. Jednak jeszcze przed przerwą gospodarze się przełamali. Padający na własnej połowie Maciej Terlecki zdołał długim celnym podaniem uruchomić Abela Salamiego, który zostawił obrońców za plecami i skierował piłkę do bramki próbującego interweniować Macieja Wiśniewskiego. - Teraz powinno być łatwiej - gratulowali sobie wzajemnie kibice.

Zamiast kolejnych bramek dla Radomiaka widzowie obejrzeli pierwsze natarcie mławian. Uderzenie Tomasza Nawrota wyłapał jeszcze Paweł Gałczyński, ale wobec główki Macieja Rogalskiego był już bezradny. - Jeeest! - słychać było jedynie z ławki rezerwowych gości.

Na drugą część gry Radomiak wybiegł z Krzysztofem Sadzawickim w składzie, dzięki czemu Cieciura przesunął się na prawą pomoc. I właśnie ten ostatni dośrodkowywał po blisko godzinie gry z rzutu wolnego. Po rykoszecie piłka trafiła pod nogi Terleckiego. Ten nie zastanawiał się nawet chwili, tylko kropnął, ile miał sił, trafiając gdzie potrzeba.

Mława znów ruszyła do ataku, ale to była woda na młyn zielonych. Za chorego Bałę pojawił się Daniel Barzyński i zaczęło się prawdziwe spustoszenie w szykach obronnych gości. W swojej pierwszej akcji filigranowy gracz gospodarzy zdecydował się na indywidualny rajd, minął trzech obrońców rywala i posłał piłkę do siatki obok bezradnego Wiśniewskiego.

Goście nie rezygnowali. Sam Krzysztof Butryn miał dwie okazje bramkowe, ale na posterunku był Gałczyński. Prawdziwy kunszt pokazał jednak przy strzale z bliska Piotra Boratyńskiego. Jednak to gospodarze powinni strzelić więcej goli. Lista graczy, którzy powinni wpisać się na listę strzelców, jest długa. Brzyski, Salami, Terlecki, Cieciura, Mikulenas - każdy z nich co najmniej raz pudłował w dogodnych sytuacjach.