Sport.pl

Legia Warszawa - Wisła Kraków 5:1

"Gdzie ten mistrz?", "Gdzie ten mistrz" darło się wniebogłosy piętnaście tysięcy ludzi na Łazienkowskiej w 65. minucie, kiedy Legia prowadziła z Wisłą już 4:0. Zespół Jacka Zielińskiego nie pozwolił krakowianom na świętowanie dziesiątego tytułu mistrza kraju i rozbił team Wernera Liczki w proch i pył.
Niewiele ponad kwadrans zajęło Legii strzelenie trzech goli Wiśle. To były trzy ciosy a'la Lamon Brewster. W 35. min Piotr Włodarczyk z bliska wepchnął piłkę do siatki po strzale Veselina Djokovicia. Stadion oszalał, Włodarczyk mało nie zgubił spodenek z radości, a wściekły Radosław Majdan machnął ręką. Gdyby mógł, zdjąłby rękawice i poprosił Wernera Liczkę o rzucenie ręcznika. Bo Wisła nie miała żadnych szans.

A jednak Legia nie zaczęła, jak rywal Andrzeja Gołoty, od szaleńczego ataku. Przez 15 minut mecz był nudny, a tempo spacerowe. - Wisła grała w najsilniejszym składzie i chciała przejść obok meczu. Bo wiedziała, że w Legii jest kilka kontuzji i zawodników odsuniętych za kartki - komentował reprezentant Polski i gracz Lens Jacek Bąk, który był na trybunach.

Onieśmielona Legia czekała, co zrobi rywal. A Wiśle zwyczajnie się nic nie chciało. Miała swoją okazję w czwartej minucie, ale Tomasz Frankowski - wyglądał na mocno zblazowanego przez całe 90 minut - strzelił z paru metrów wzdłuż bramki. Gdyby trafił, to Wisła by prowadziła i nie wiadomo, co stałoby się później.

Sygnał do ataku dał Marek Saganowski - w 17. min jego strzał znakomicie obronił Radosław Majdan. Ale cztery minuty później nic zrobić już nie mógł. Tomasz Sokołowski I (zastępował odsuniętego za kartki Aleksandara Vukovicia) wykorzystał niezdecydowanie reprezentacyjnych obrońców, nieatakowany prze nikogo dobiegł do linii pola karnego i sprytnym, technicznym strzałem zewnętrzną częścią nogi pokonał Majdana.

To był cios pierwszy. Ale nie ostatni.

Zamroczona Wisła jeszcze dochodziła do siebie, gdy rajd Saganowskiego powstrzymał Majdan. W 26. min błędu stoperów Legii nie wykorzystał Frankowski, któremu piłka spadła na nogę sześć metrów przed bramkę. Najlepszy strzelec polskiej ligi skiksował, a gdyby udało mu się piłkę kopnąć - Artur Boruc byłby bez szans.

I to było wszystko, co Wisła pokazała na Łazienkowskiej. Od 30. minuty trwał koncert jednego aktora. A właściwie jedenastu. Dziesięciu w białych koszulkach plus Boruc - w koszulce czarnej.

Wiślacy w niczym nie przypominała zespołu, który w tym sezonie nie przegrał ani jednego spotkania, który był niepokonany w naszej lidze od 38. spotkań (krakowianie poprawili o jedno spotkanie rekord Widzewa).

O żadnym z legionistów złego słowa powiedzieć nie można. Nadkomplet ludzi nie żałował gardeł. To nie tylko Wisła była słaba, to Legia zagrała ambitnie, z charakterem. Jej przewaga nie podlegała dyskusji. Gole sypały się jak z rogu obfitości. Aż strach pomyśleć, jeśli 4 czerwca w Baku obrona reprezentacji Polski (z Baszczyńskim, Kłosem i, być może Głowackim, który jest w beznadziejnej formie i z najbardziej obiecujących polskich piłkarzy najbardziej cofnął się w rozwoju) oraz atak Frankowski-Żurawski zagra - w meczu eliminacji MŚ z Azerbejdżanem - tak, jak w niedzielę.

Wisła nie pokazała nic z charakteru zespołu, który w środę zapewni sobie tytuł. A w Legii wszyscy zachodzą w głowę, jak można było zacząć rundę grać słabo i stracić punkty z Odrą, Łęczną, Cracovią i Amiką. W niedzielę nikt o tym nie pamiętał. Była tylko jedna wielka radość z upokorzenia Wisły. I tego, że wreszcie rywal nie świętował mistrzostwa przy Łazienkowskie (1997 - Widzew; 2000 - Polonia; 2001 - Wisła Kraków).

Mecz zakończyło efektowne: "Wisła!!!!" "Co????!!!!" "5:0!!!" kibiców z Warszawy. A transparent "nie zawsze być mistrzem znaczy być najlepszym" nabrał - akurat w niedzielę - nie tylko symbolicznego wymiaru. A piękny gol Macieja Żurawskiego w 85. min był na otarcie łez dla krakowian.



Legia Warszawa5 (3)
Wisła Kraków1 (0)
Strzelcy bramek:

Legia - Sokołowski I (21., bez asysty), Włodarczyk (29., z podania Sokołowskiego I; 34., z podania Djokovicia; 70., z podania Saganowskiego), Magiera (60., z podania Saganowskiego)

Wisła - Żurawski (86., bez asysty)

Legia: Boruc - Choto, Szala, Kiełbowicz, Sokołowski II - Włodarczyk (85., Zjawiński), Djoković, Magiera, Sokołowski I (75., Kowalski), Karwan (64., Kaczorowski Ż) - Saganowski.

Majdan - Stolarczyk, Kłos Ż, Głowacki, Baszczyński - Zieńczuk, Cantoro (84., Ekwueme), Sobolewski, Błaszczykowski (54., Mijalović)- Żurawski, Frankowski (64., Brożek Ż)

Widzów 15 tys.

Sędziował Tomasz Pacuda (Częstochowa)