Pierwsze starcie Adamka

Przed bokserską galą w Chicago. Dla Andrzeja Gołoty sobotnia walka jest ostatnią szansą na zdobycie tytułu mistrza świata, dla Tomasza Adamka pierwszą i od razu największą. Spotka się z byłym narkomanem, pijakiem, włóczęgą, łamaczem nóg za pieniądze, który nagle doznał objawienia.
Dla Tomasza Adamka nic na świecie nie jest niespodzianką, bo wszystko na świecie dzieje się z woli Boga. Adamek to żywiecki góral z Gilowic, skąd do Wadowic jest rzut ciupagą.

Obskurna sala Windy City Gym, gdzie mata ringu klei się od zaschniętej śliny i potu, podłoga jest ciemna od stuletniego wysiłku setek pięściarzy, a podarte, wyblakłe plakaty wiszą obok pękniętych luster? - Eee, nie zdziwiła mnie, słyszałem, że jest stara. Amerykanie nie mają nowoczesnych sal, ale mają boks. A jak ktoś wierzy, można wytrzymać - mówi Adamek.

Paul Briggs, chlapiący językiem, bufonowaty, zakochany w sobie przeciwnik? - Eee, w ringu nie będzie tyle gadał.

Napięcie, presja, emocje, hala największa, w jakiej walczył, w której huczeć będzie 20 tysięcy ludzi, głównie Polaków? - Eee, pójdę do kościółka rano, zniosę to jakoś.

30-letni Briggs (23 zwycięstwa, 1 porażka, 17 k.o.) na konferencji prasowej przed walką spojrzał w oczy Adamkowi, bo zawsze tak robi, lubi to bardzo, i powiedział: - Nie zobaczyłem w nich nic, co by mnie zaniepokoiło. To nie jest straszny człowiek. Adamek jest raczej bokserem niż wojownikiem.

W oczach Polaka można zobaczyć przede wszystkim spokój i tym powinien zaniepokoić się Australijczyk, który nie wie, że Adamek jest jednym z trzech najmłodszych mistrzów Polski w boksie. Tych dwóch innych to Andrzej Gołota i Dariusz Michalczewski. Nie wie też, że największy talent ostatnich lat prawdopodobnie tylko dlatego nie odniósł sukcesu na olimpiadzie w Sydney w 2000 roku, że przed igrzyskami podpisał zawodowy kontrakt.

Do tej pory 29-letni Polak (28 zwycięstw, 19 k.o.) walczył za pieniądze głównie z przeciwnikami dość słabymi, trenując w Polsce, w starym europejskim stylu, wyprostowany, z wysuniętą do przodu ręką gotową do wyprowadzenia lewego prostego. Ale od stycznia trenuje w Chicago pod okiem Sama Colonny, trenera Gołoty. - Kiedy tu przyjechałem, wszedłem do sali i zaraz rzuciło się na mnie kilku czarnoskórych pięściarzy. Obijałem ich po kolei, trener Colonna dawał mi następnych i tak powoli zacząłem walczyć coraz bardziej po amerykańsku. Kiedy przyjechałem do Polski, koledzy bokserzy od razu spostrzegli wielką różnicę w sposobie walki. Przepaść - mówił Adamek po wieczornym treningu w Windy City Gym, kiedy jego kolega Andrzej Gołota walczył na ringu z cieniem, czasem z chrapliwymi okrzykami: - Znokautuję go!

Spokojny, prostolinijny Adamek jest przeciwieństwem Briggsa. - W United Center będzie 20 tysięcy Polaków? No, to nie mogę się doczekać, kiedy rozsmaruję Adamka na ringu na ich oczach - powiedział Briggs przed konferencją prasową.

Australijczyk ze Złotego Wybrzeża, gdzie wszyscy serfują na największych falach świata, szybko poczuł, że życie to siódma fala. W wieku 15 lat zdobył mistrzostwo kraju w kick boxingu, bijąc 28-latka. 10 tys. dol. za każdą walkę przewróciło nastolatkowi w głowie. Nocne kluby, kokaina, ekstazy, alkohol spowodowały, że staczał się coraz niżej - przynajmniej tak przedstawiał w czwartek historię swojego życia. Jeszcze próbował być didżejem, producentem muzyki techno. - Ale skończyłem, łamiąc nogi facetom, stojąc na bramce w nocnych klubach. Przyjaciele padali jak muchy od narkotyków i kul. Pewnego dnia, siedem lat temu, powiedziałem "dość" i moje życie się zmieniło. Przez miesiąc treningów zrzuciłem 10 kg, biegałem codziennie po 15 km. Zacząłem siebie lubić. Poznałem żonę. Pięć lat temu postanowiłem, że będę mistrzem świata. Teraz stoję tu przed szansą. Jak widzicie, umiem realizować postanowienia - mówił Briggs.

Ale z postanowień nic by nie wyszło, gdyby nie mistrz świata wersji WBC wagi półciężkiej Antonio Tarver, który zrezygnował z tytułu, wybierając lukratywny pojedynek z Glennem Johnsonem (zresztą przegrał go na punkty). To właśnie o ten pas będą walczyć Australijczyk z Polakiem.