Groclin - Korona 2:2. Kielczanie poza Pucharem Polski

Tylko 24 sekund potrzebowali piłkarze Korony Kielce, aby zdobyć gola na stadionie Groclinu. Tyle że wszystkich strat z pierwszego spotkania, przegranego 2:4, nie zdołali odrobić. Remis 2:2 dał awans pierwszoligowcom, a kielczanie po raz trzeci w historii kończą pucharową przygodę na ćwierćfinale
Goście zagrali tak, jak tego oczekiwali ich kibice - przed wszystkim nie zabrakło im ambicji. Już w 24. sekundzie Adam Czerkas przedarł się lewą stroną boiska, odegrał piłkę do Dariusza Kozubka, a ten dośrodkował ją wprost na głowę Grzegorza Piechny i było 0:1. Właściciel Kolportera Krzysztof Klicki, który tuż przed spotkaniem wylądował helikopterem na bocznym boisku Dyskobolii, mógł zacierać ręce z radości - jego zespół wciąż miał nadzieje na awans. I kto wie, czy spotkanie nie toczyłoby się w jeszcze bardziej sensacyjnej atmosferze, gdyby w 15. i 22. min Piechna ruszył do piłki po ładnych oskrzydlających akcjach kolegów. Przez ponad kwadrans goście mieli olbrzymią przewagę, a Groclin grał wyjątkowo nieporadnie.

Korona atakowała głównie lewą stroną boiska i piłkarze liczyli pewnie znów na błysk geniuszu Piechny. Tyle że Piechna zamiast zostać bohaterem meczu, został antybohaterem. W 27. min dostał żółtą kartkę za nieprawidłowy wślizg na środku boiska. Tym bardziej powinien więc uważać, gdy 11 minut później zdecydował się utrudniać gospodarzom wykonanie rzutu wolnego - niedaleko środka boiska. Sędzia Mariusz Podgórski najpierw zwrócił mu uwagę, aby się cofnął, a gdy Piechna nie zareagował - podbiegł do napastnika Korony i pokazał mu drugą żółtą kartkę. Najlepszy strzelec II ligi wściekły schodził w kierunku ławki rezerwowych Korony.

Po przerwie trener Wieczorek wymienił obu piłkarzy grających na prawej stronie boiska - Roberta Kolendowicza i Przemysława Cichonia. Nowi - Marek Szyndrowski i Jarosław Piątkowski - w pierwszych minutach po przerwie przeprowadzili kilka ciekawych akcji, ale ich zapał - podobnie zresztą jak reszty drużyny -

szybko ostudził Adrian Sikora. Napastnik Groclinu w sobotę pogrążył Legię Warszawa, wczoraj okazał się katem Korony. W 55. min dostał dobre podanie od Rafała Kaczmarczyka, wpadł w pole karne i strzelił w tzw. długi róg - obok wyciągniętego Załuski. Potem Groclin zamknął Koronę na jej połowie, ale jego piłkarze wciąż zadziwiali nieporadnością.

Wydawało się, że końcówka spotkania będzie ciekawa, bo w 79. min Radek Mynar sfaulował w polu karnym Jakuba Grzegorzewskiego, a potężnym strzałem z 11 m prowadzenie Koronie dał Marcin Kośmicki. Był to pierwszy strzał gości po przerwie! Emocji jednak nie było, bo chwilę później, po dwójkowej akcji Bartosza Ślusarskiego z Marcinem Radzewiczem, ten pierwszy wyrównał 2:2.

W sobotę o godz. 15.30 kielczanie w meczu ligowym gają u siebie z Arką Gdynia.

DYSKOBOLIA GROCLIN - KOLPORTER KORONA 2:2 (0:1)

Bramki:

Dyskobolia: Sikora (55., po podaniu Kaczmarczyka), Ślusarski (84., po podaniu Radzewicza)

Korona: Piechna (24. sekunda, po dośrodkowaniu Kozubka), Kośmicki (80. z karnego, po faulu Mynara na Grzegorzewskim)

Sędziował Mariusz Podgórski z Wrocławia. Widzów 800.

Dyskobolia: Przyrowski Ż - Cilinsek, Mynar, Sninsky, Łukaszewski - Piechniak, Kozioł, Kaczmarczyk, Nowacki (60. Radzewicz) - Porazik (79. Boret), Sikora (61. Ślusarski).

Korona: Załuska - Cichoń (46. Szyndrowski), Kośmicki, Owczarek, Radunović Ż - Kolendowicz (46. Piątkowski), Frankiewicz (74. Grzegorzewski), Wojtaszek, Kozubek Ż - Czerkas, Piechna Ż Cz