Sporting i CSKA finalistami Pucharu UEFA

Dzisiejszy finał Pucharu UEFA, ubogiego brata Ligi Mistrzów, to wbrew pozorom starcie gigantów. Sporting Lizbona, czyli przedstawiciel rządzącej futbolem Portugalii, podejmie na własnym stadionie CSKA Moskwa, drużynę należącą do globalnego imperium Romana Abramowicza. Mecz pokaże na żywo TVP 1. Początek transmisji o 20.30.
Z rosyjskim miliarderem Europejska Unia Piłkarska miała kłopot już jesienią. CSKA wylosowała w Champions League należącą do niego Chelsea i trzeba było zbadać, jak daleko sięgają biznesowe powiązania Abramowicza z moskiewskim klubem. Konfliktu interesów władze się nie dopatrzyły (na szczęście, bo w przeciwnym razie co mogłyby zrobić?), a ze wszelkich podejrzeń wyznawców teorii spiskowych wyleczyło boisko. Chelsea dwukrotnie wygrała i Rosjanie odpadli z rozgrywek, przenosząc się do Pucharu UEFA.

Abramowicz interesował się CSKA, zanim kupił Chelsea, ale klub sprzątnął mu sprzed nosa bliski przyjaciel Jewgienij Giner. Na koszulkach pojawiło się jednak logo Sibnieftu. Koncern płaci za to kilkanaście milionów euro rocznie, co jest kwotą zbliżoną do otrzymywanych przez najsłynniejsze zachodnie kluby. Jego właściciel - właśnie Abramowicz - chciał wkupić się w łaski rodaków, którzy wytykali mu wręcz zdradę. Nawet w parlamencie posłowie głośno pytali, dlaczego miliarder inwestuje zagranicą, a wiadomo, jak Rosja rozprawia się z niepokornymi oligarchami. Michaił Chodorkowski mógł coś o tym opowiedzieć. W celi ma sporo wolnego czasu.

Rosja nigdy nie mówi dość...

Kibice kręcili też nosami na siłowy, mało atrakcyjny styl CSKA, które zdobywało mistrzostwo kraju. Obwołali go "futbolem słoni", a ucieleśniać mieli go wysocy i mocno zbudowani obrońcy - bliźniacy Wasilij i Aleksiej Berezuccy.

Dziś boiskowej wielkiej smuty nikt już nie pamięta, bo za pieniądze Abramowicza ściągnięto posiłki z Ameryki Płd. Co, nawiasem mówiąc, zachęciło do inwestycji innych oligarchów i budżet całej ligi rosyjskiej przekracza dziś 300 mln euro. Gole dla CSKA strzelają zatem Brazylijczycy Vagner Love (osobliwy przydomek wziął stąd, że sukcesy osiąga też w sypialni) oraz Daniel Carvalho, którym poważnie interesuje się Real Madryt. Trener Wanderley Luxemburgo osobiście przyjechał na półfinał z Parmą i zobaczył, jak jego rodak zdobywa dwie bramki i wypracowuje trzecią.

CSKA to zresztą drużyna mocno kosmopolityczna, z Chorwatem Ivicą Oliciem, Nigeryjczykiem Chidim Odiahem i Łotyszem Jurisem Laizansem, ale jej podstawowy atut to młodość. W bramce stoi wciąż nastoletni Akinfiejew, większość kolegów to ludzie rok-dwa starsi, a jedynym dobiegającym trzydziestki graczem pozostaje Bośniak Elver Rahimić.

Pytanie, czy wróży to tłuste lata CSKA, czy... londyńskiej Chelsea. Abramowicz działa bowiem jak biznesmen zagarniający coraz szersze połacie rynku i chce kolekcjonować kluby filie mające wspierać projekt najważniejszy, czyli mistrza Anglii. Przejął już kontrolę nad brazylijskim Corinthians, które stało się najbogatszym zespołem w Ameryce Łacińskiej i podpisuje hitowe kontrakty z młodymi piłkarzami. To sposób, by przechowywać talenty, nie pozwolić na przechwycenie ich przez konkurencję. Grają tam m.in. argentyńskie nadzieje - Carlos Tevez, który do Chelsea przejdzie prawdopodobnie za dwa lata, oraz Javier Mascherano, który na Stamford Bridge trafi na pewno za rok.

Abramowicz tymczasem sięga po więcej. Swego czasu zasięgał już języka w sprawie bliskiej bankructwa AS Romy, ostatnio pojawiły się informacje, że kręci się wokół Hapoelu Tel Awiw. Jego Sibnieft sponsoruje też jeden z najbogatszych europejskich klubów hokejowych Awangard Omsk, który w styczniu zdobył Puchar Mistrzów.

...ale świat należy do Portugalii

Dzisiejszy finał Abramowicz obejrzy prawdopodobnie z trybun lizbońskiego Estadio José Alvalade, na którym tylko 2 tys. spośród 45 tys. miejsc zajmą fani z Moskwy. Gospodarze uchodzą więc za faworytów, choć nie bezdyskusyjnych, zwłaszcza że jak Rosjanin usiłuje zmonopolizować futbolowy biznes, tak Portugalczycy zdominowali ostatnio futbolowe boiska. Dwa lata temu Puchar UEFA zdobyło FC Porto, rok temu Puchar Europy również Porto, po czym reprezentacja kraju sięgnęła po srebro mistrzostw kontynentu. Teraz Sporting ma szansę dać trzecie z rzędu klubowe trofeum ledwie 10-milionowemu narodowi, co od wielu lat nie udało się najpotężniejszym nacjom w Europie.

UEFA te miliony (lub tysiące) potencjalnych kibiców liczy skrupulatnie, bo od telewizyjnej frekwencji zależą zyski. Portugalia wielkim rynkiem nie jest, podobnie jak Holandia, która dała półfinalistę AZ Alkmaar, i Rosja, choć ta akurat ma możliwości. Na stadion CSKA przychodzi jednak średnio trochę ponad 9 tys. ludzi, co daje klubowi miejsce w drugiej dziesiątce najbardziej popularnych w kraju.

Fani spoglądają na to inaczej. O ile w Lidze Mistrzów spętani stawką finaliści gole strzelają niechętnie, o tyle w finale Puchar UEFA z reguły pada ich mnóstwo.

Kto zdobędzie Puchar UEFA?