Maciej Weber: Siła Legii



Artur Boruc przechodzi do Celticu Glasgow. Ten stan rzeczy media już uznały za pewnik. I nie szkodzi, że menedżer bramkarza Radosław Osuch jeszcze niedawno sam robił sztuczny szum wokół legionisty, a teraz tonuje nastroje. Nie można zostać w tyle za konkurencją. W prasie nie najlepiej sprzedaje się tryb warunkowy.

Legia to już taki klub, że nawet gdy nie walczy o laury, to w mediach zawsze jej pełno. Nie w lokalnych dodatkach. W ogólnokrajowej prasie (w ostatnich latach konkurencji w polskiej piłce nie ma Wisła Kraków, a wystarczy przeprowadzić niezbyt dogłębne badania, by stwierdzić, o kim więcej się pisze).

Niezaprzeczalna to prawidłowość - jak jakiś polski zawodnik choćby przez kilka tygodni czymś się wyróżnia, to zdaniem mediów zaraz trafi do Legii. A najlepiej, kiedy za miesiąc kończy mu się cyrograf na dotychczasowym kontrakcie. A już na pewno tu trafi, gdy ma wcześniej wyrobione nazwisko.

W przypadku Boruca jeszcze nic nie zostało "klepnięte", a Legia już ponoć ma tłum kandydatów, by z któregoś z nich uczynić następcę. Oczywiście tradycyjnie jest wśród nich Grzegorz Szamotulski, bo poziom reprezentacyjny, bo grał kilka lat w Legii i kończy mu się kontrakt w austriackiej Admirze (w dalszych słowach sam bramkarz snuje przypuszczenia, że pewnie nie opuści Austrii). I nie lubi się z Borucem, co dotychczasowy powrót do Warszawy skutecznie wykluczało. No, ale przecież Boruc odchodzi...

Następny kandydat też oczywisty - Maciej Nalepa. Został oszukany w łotewskim klubie, pozostaje bez pracy, a w początkach kariery próbował sił w Legii. No i krótko zahaczył o kadrę (myśli o zagranicznych klubach). Jest jeszcze Zbigniew Małkowski przez lata grzejący ławę w Feyenoordzie. Kiedy grał w Polsce, nadarzył mu się sensacyjny transfer ze Stomilu. Ani wtedy, ani później nie prezentował się zadziwiająco dobrze. Ale jakby do Legii przyszedł bramkarz Feyenoordu, w mediach by wyglądało to ładnie.

Są jeszcze inne nazwiska. W podwarszawskim Świcie Nowy Dwór coraz lepiej broni młody Rafał Misztal. A Legia ze Świtem jest w dobrych układach, w dodatku na stadion przy ulicy Sportowej często zagląda stołeczny "szperacz" Krzysztof Gawara. W powodzi personalnych propozycji zapomniano chyba o osobie Mariusza Liberdy. Jemu w czerwcu kończy się kontrakt z Groclinem. Ostatnio przy ustalaniu składu jest tam pomijany, a on z gry w Polonii pamięta, jak wygląda Warszawa (i ma dopiero 29 lat, więc jak na bramkarza jest jeszcze całkiem młody - i przed Borucem to on był powoływany do kadry). Dopiero niedawno ktoś sobie przypomniał, że Legia ma czekającego od dwóch lat na szansę Andrzeja Krzyształowicza (98 występów w lidze i czas, by dobił do setki - ma już 35 lat, ale na okres przejściowy jest dobry). Nie po to też sprowadzała Łukasza Fabiańskiego, by wypożyczać go do mniejszego klubu. A jakby co, to "Gazeta" też ma propozycję dla Legii - 19-letniego, o świetnych warunkach fizycznych, bramkarza. Polaka mieszkającego w Szwecji, który aż pali się, by tu przyjechać na stałe. A nie może być zły, bo w Polsce od pewnego czasu w swojej szkółce (z przerwami) szlifuje go Jacek Kazimierski.

Przykład z bramkarzami to tylko fragment większej całości. Oglądając co tydzień "Ligę+" i patrząc, że w kolejnych meczach dobrze sobie radzi Górnik Zabrze, można było się założyć, że szansę na grę w Legii będzie mieć Michał Karwan - kuzyn legionisty Bartosza. W Górniku Łęczna co chwila bramki strzela reprezentant młodzieżówki Sebastian Szałachowski. Od razu więc pomyślałem, że lada dzień w prasie pojawi się dla niego propozycja z Legii (absolutnie nie sugeruję, że to nieprawda - po prostu przypadek ten pasuje do ogólnej prawidłowości). I pojawiła się, a że zawodnikowi w Łęcznej kończy się kontrakt, nawet nie trzeba dodawać.

Oczywiście kończące się kontrakty to niejedyny powód zatrudniania. W innym programie Canal+ "mąż swojej żony" przyznał się, że najbardziej chciałby grać przy Łazienkowskiej. I wymieniona żona, czyli aktorka Anna Przybylska, ciągle go pyta: "Dlaczego ty nie grasz w Legii?". To ja się pytam - kiedy Legia będzie chciała, przynajmniej na łamach, wykupić z Wronek obrońcę Jarosława Bieniuka?