Awans piłkarzy ręcznych SSBO Białystok do II ligi

Piłkarze ręczni SSBO Białystok na koniec sezonu przegrali 28:30 z AZS-em Uniwersytetem Warszawa, ale i tak awansowali do drugiej ligi. Choć styl, w jakim tego dokonali, pozostawia wiele do życzenia
Goście musieliby wygrać w Białymstoku różnicą większą niż 13 bramek, by wyprzedzić SSBO w tabeli. - Ta przewaga nas uśpiła - starał się usprawiedliwić Piotr Gołub, trener białostoczan.

Zespół Uniwersytetu od początku był aktywniejszy, częściej rzucał na bramkę SSBO. Białostoczanie skupili się na obronie, czekali na okazje do kontrataków. Nonszalancja niektórych graczy gospodarzy wołała o pomstę do nieba - nie potrafili wykorzystać sytuacji sam na sam z bramkarzem AZS-u. Zamiast 8:4 dla SSBO, było 6:5. Potem nastąpił okres jeszcze słabszej gry podopiecznych Gołuba: gubili piłkę w ataku, fatalnie grali w obronie, obstrzeliwali słupki bramki rywali. Goście uwierzyli w swoje możliwości, prowadził nawet 12:8.

Prawdziwy dramat zaczął się w drugiej połowie, gdy goście zdobyli pięć bramek z rzędu. Przy stanie 12:20 stało się jasne, że Uniwersytet może wygrać różnicą 14 bramek. - Co się dzieje?! - krzyczał do kolegów Maciej Ginter, po kolejnej straconej bramce.

Lange jak tur

Na szczęście opamiętanie przyszło w samą porę. Robert Lange, jak szarżujący tur, przedzierał się przez defensywę gości. Białostocki weteran parkietu seriami zdobywał bramki dla SSBO.

- W pierwszej połowie pilnowało mnie aż dwóch zawodników, więc nie było łatwo się urwać - mówił Lange. - Dopiero w końcówce mi odpuścili, więc wykorzystałem powstałe luki.

Lange był osamotniony w atakach, a goście też nie zasypiali gruszek w popiele. Białostocką obronę ośmieszał zwłaszcza Bartosz Wardziński, zdobywca dziesięciu bramek. W końcówce SSBO przypuściło szturm na bramkę Uniwersytetu, ale zwycięstwa rywalom wyrwać już nie zdołało.

- Jestem bardzo niezadowolony - stwierdził Lange, tuż po końcowej syrenie. - Nie wiem, co się działo z nami w tych ostatnich meczach sezonu. Do drugiej ligi wprawdzie awansowaliśmy, ale przy takiej grze i zaangażowaniu nie jestem optymistą, co do naszej przyszłości.

- Nie tak miało być - przyznał trener Gołub. - Poziom drugoligowy wymaga od nas znacznie więcej, zarówno pod kątem sportowym, jak i organizacyjnym. Kadra musi być liczniejsza, interesują nas młodzi zawodnicy z Siemiatycz oraz Rudki.

Bura w szatni

O trzecie miejsce w lidze w Siemiatyczach walczył z kolei miejscowy zespół TS z Arcusem Radzymin. Goście do przerwy wygrywali czterema bramkami (18:14).

- W szatni piłkarze dostali burę - mówi Krzysztof Wieczorek, jeden z trenerów TS-u. - W drugiej połowie rywale opadli z sił, co wykorzystaliśmy. Gdy zaczęli przegrywać, spotkanie stało się nerwowe. Czerwoną kartką za uderzenie został ukarany jeden z najlepszych zawodników Arcusa. Ostatecznie wygraliśmy 35:33.

Trener siemiatyczan zastanawia się, czy drużyna w przyszłym sezonie w ogóle zagra w trzeciej lidze.

- Wszystko w rękach burmistrza Siemiatycz, który jest naszym głównym sponsorem - dodaje Wieczorek. - Liczymy, że nie odwróci się od nas, zwłaszcza że kibice licznie przychodzą na nasze spotkania.



SSBO BIAŁYSTOK - AZS UNIWERSYTET WARSZAWA 28:30 (12:15)

SSBO: M. Dziekoński (Kiedysz) - R. Lange 11, Borsuk 6. Ołdakowski 4, Bobowski 2, E. Dziekoński 2, Nocny 1 oraz D. Lange 1, Ginter 1, Krasewicz 0.

TS SIEMIATYCZE - ROKIS ARCUS RADZYMIN 35:33 (14:18)

TS: Kosk (Filipiak) - Klepacki 11, Czeberkus 6, Kapela 6, Derewońko 5, Kadej 5, Skorupko 0 oraz Mieszkowski 2 Kożuchowski 0, Zyskowski 0, Ptaszyński 0, Mikulski 0, Lewczuk 0.

TABELA

1. SSBO1218374:261
2. Uniwersytet1218300:270
3. Siemiatycze128289:357
4. ROKiS Arcus124243:318
SSBO awansował do drugiej ligi, nikt nie spadł.