Sport.pl

Rozmowa o przygotowaniu oferty Polski w sprawie organizacji Euro 2012

- Na tym etapie, na którym w tej chwili jest przygotowywanie ofert, kampania medialna niewiele by Poznaniowi pomogła. Ważne są hotele, autostrady, obwodnice, a nie promocyjny szum - mówi poznaniak Bogusław Biszof, który przygotowuje ofertę.
Poznań - jak pozostałe polskie miasta - wczoraj oficjalnie zgłosił akces do ubiegania się o organizację Euro 2012 r. - Dostarczyliśmy potrzebne dokumenty, w tym kwestionariusz na ponad 100 stron - oznajmił zastępca prezydenta Poznania Maciej Frankiewicz. I zachwala: - Mamy dobrą infrastrukturę, gotowe lotnisko, dobrą bazę hotelową z nowo powstającym hotelem pięciogwiazdkowym, mamy modernizującą się sieć kolejową, a za dwa lata znajdziemy się w sieci europejskich autostrad. No i mamy w części gotowy już stadion przy ul. Bułgarskiej, który na potrzeby Euro zostanie ukończony i powiększony do 40 tys. miejsc. Byłoby dziwne, gdyby Poznań nie znalazł się w gronie sześciu miast wybranych z ramienia Polski do organizacji tej imprezy - dodaje.

Sześciu, bo zdaniem Frankiewicza, takie są najnowsze ustalenia. Przypomnijmy, że Polska miałaby zorganizować mecze dwóch grup (12 gier) i od niej zależy, czy rozłoży wszystkie mecze na cztery, pięć czy sześć miast.

Radosław Nawrot: Do kiedy oferta Polski i Ukrainy musi być gotowa?

Bogusław Biszof*: - Termin UEFA wskazuje na drugą dekadę lipca. Trzeba jednak pamiętać, że chociaż istnieje wymiana informacji i mosty dyskusyjne między Polską a Ukrainą, to jednak w tej chwili oba kraje pracują indywidualnie nad przygotowaniem swych ofert. Nawet takie sprawy jak logo czy badania są przeprowadzane we własnym zakresie. Dopiero w czerwcu nastąpi koordynacja prac i omówienie wszystkich ważnych spraw, taki szlif integracyjny.

To dlaczego polskie miasta muszą oddać wnioski już do 20 maja?

- Dlatego, że wtedy jury złożone z naszego konsorcjum, PZPN i MENiS rozpocznie weryfikację tych zgłoszeń na podstawie wzorca kryteriów i wyboru 4-6 miast z polskiej strony.

Poznań ma chyba tak mocną ofertę, że gdyby nie znalazł się w tym gronie, byłoby to jakąś horrendalną katastrofą.

- Jako poznaniak prywatnie mogę powiedzieć, że chciałbym, aby Poznań wygrał ten wyścig. Jednakże muszę myśleć w kategoriach ogólnopolskich. A w interesie Polski i wspólnej polsko-ukraińskiej oferty jest to, aby w tym gronie znalazły się miasta najlepiej spełniające postawione wymagania. Tak, aby potem cała kandydatura była mocna i nie odpadła.

Wnioski, jakie przygotowała UEFA, mają po kilkaset stron. Infrastruktura, w której Poznań jest mocny, jest tam dość ważna, ale nie jedyna. Na przykład w kwestii stadionów - wymagania UEFA są bardzo wysokie, jeśli chodzi o standard tych obiektów, ale już nie jeśli chodzi o ich wielkość. Tak naprawdę, poza miejscem meczu finałowego, wystarczy mieć stadiony 30-35-tysięczne.

My jednak nie mamy nawet takich!

- Owszem, ale to nie szkodzi. Kryteria dotyczące Euro nie zmieniają się od wielu lat. A ostatni organizator Mistrzostw Europy - Portugalia - osiem lat temu na 11 stadionów wyznaczonych do organizacji imprezy miała gotowych zaledwie połowę z tego. Kapitalna większość nie miała wymaganej pojemności.

Weźmy igrzyska olimpijskie - w chwili powierzenia Sydney organizacji igrzysk, czyli kilka lat przed 2000 r. Australijczycy mieli w miejscu olimpijskiego stadionu wysypisko śmieci i wielkie mokradła pełne stad rechoczących żab. Sytuacja Aten na siedem, osiem lat przed igrzyskami była podobna. Każdy z tych organizatorów wznosił swe obiekty dopiero po przyznaniu im dużej imprezy. Każdy z nich organizował w kraju pospolite ruszenie.

Portugalia, Grecja czy Australia to jednak kraje znacznie bogatsze niż Polska.

- Nie można porównywać ich obecnego bogactwa z obecną zamożnością Polski. Adekwatne byłoby jedynie porównanie dzisiejszej Polski z zamożnością np. Grecji w 1997 r., a zatem wtedy, gdy dostawała ona igrzyska. I wówczas nie była ona krajem bogatszym niż my dzisiaj. Nie rozdzierajmy więc szat i nie biczujmy się, bo naprawdę nie ma powodów, by straszyć się nawzajem tym, że na razie nie mamy nawet pół stadionu. Oni też nie mieli. A twierdzę, że nasza zasobność w lotniska, autostrady czy inną infrastrukturę jest lepsza niż w tych krajach na siedem lat przed imprezą.

Czy nie uważa Pan, że Poznań przejawia mniejszą determinację niż inne miasta, jak choćby Gdańsk czy Bydgoszcz, w walce o Euro?

- Nie do końca czuję puls Poznania, ale szczerze mówiąc, na tym etapie, na którym w tej chwili jesteśmy, kampania medialna niewiele by pomogła. Ważne są hotele, autostrady, obwodnice, a nie promocyjny szum. Zresztą przepisy UEFA po to standaryzują wnioski zgłoszeniowe, aby unikać nadużywania promocji w staraniu się o duże imprezy. Nie wolno w tych wnioskach wprowadzać więcej danych niż potrzeba. Dzięki temu są one porównywalne.

No tak, ale mówimy o naszych wewnętrznych wyborach, w których Poznań musi znaleźć się w gronie wybranych polskich miast, aby nie najeść się wstydu.

- Tu jest podobnie, bo obowiązują te same zasady. Jesteśmy zainteresowani, aby już na tym etapie stosować dyrektywy UEFA, aby potem nie ponieść porażki z całą ofertą. Promocja i marketing niewiele Poznaniowi pomogą. Ważne są fakty, a Poznań wszak stoi na czele miast, które rozpoczęły inwestycje w obiekty sportowe. Ma niezłe, jak na warunki niestołeczne, lotnisko i dobre zaczątki przyszłej sieci autostrad - lepsze niż miasta greckie czy portugalskie na tym samym etapie przygotowań.

Jak bardzo szczegółowe są te wnioski? Czego dotyczą?

- Setek elementów, nawet takich jak zabezpieczenie przeciwpożarowe obiektu, ilość miejsc dla żurnalistów, osobnych wejść dla VIP-ów itd. Są szczegółowe pytania o bazę hotelową, liczbę pokoi. Znajdują się nawet pytania o przepustowość lotniska - trzeba wręcz podać, że tyle a tyle samolotów takiej a takiej kategorii jest tu w stanie wylądować w ciągu tylu i tylu minut.

I dotyczy to także obiektów wirtualnych, które jeszcze nie powstały?

- Tak, na tym polega całe to planowanie i przygotowywanie oferty. Dlatego właśnie oceniający są nieczuli na marketingowy dym. Tu bowiem składa się rodzaj zobowiązania, które potem trzeba wypełnić - inaczej grożą sankcje.

Na razie wiele osób w Polsce uważa, że nasza oferta to kiepski żart.

- Polska powinna zacząć poważnie podchodzić do starań o tego typu duże imprezy. Przecież jeżeli chcemy je organizować za 5-10 lat, to trzeba zacząć działać już teraz. O cokolwiek byśmy się nie starali - o Euro, Expo, Disneyland, musimy nabierać doświadczenia i nie popadać w ekstremum w ocenie swych szans.

O Euro staramy się po raz pierwszy, więc trudno będzie wygrać. Tymczasem głośno deklarowane wsparcie UEFA dla Europy Środkowo-Wschodniej, które jest dla nas największą szansą na otrzymanie Euro, potem może już wygasnąć.

- Gdyby o wyborze gospodarza dużych imprez decydowały tylko kryteria geograficzne, to mundial już dawno byłby w Afryce. Tymczasem nawet jeśli taki klucz się pojawia, to musi jeszcze znaleźć się ktoś, kto do tego klucza pasuje i potrafi skutecznie zawalczyć o imprezę. Gdyby z kolei o wszystkim decydowało bogactwo infrastruktury, to wszystkie duże imprezy odbywałyby się w USA, Japonii, Niemczech lub Wielkiej Brytanii. Tymczasem nawet największe potęgi muszą się postarać, powalczyć i to niekiedy po kilka razy. My także musimy to zacząć na serio robić.



* Bogusław Biszof - poznaniak, wcześniej zajmował wysokie stanowiska w Kompanii Piwowarskiej i TP SA; jest prezesem Biszof Brand Consulting, która jest firmą ekspercką doradztwa strategicznego w dziedzinie m.in. marketingu sportowego. Firma ta wraz KPMG tworzy konsorcjum, które zostało oficjalnym partnerem Polskiego Związku Piłki Nożnej odpowiedzialnym za przygotowanie wspólnej oferty Polski i Ukrainy do organizacji turnieju finałowego piłkarskich Mistrzostw Europy w roku 2012.