I liga pilkarska: Górnik Zabrze - Górnik Łęczna 0:3

Każda seria kiedyś się musi skończyć. Górnik Zabrze po raz pierwszy w rundzie wiosennej przegrał ligowy mecz. Dotkliwie skarcił go imiennik z Łęcznej.
Trenerzy obu drużyn mieli ostatnio świetną passę. O Bogusławie Kaczmarku powiadali, że to "czarodziej", a do Marka Wleciałowskiego przylgnęła etykietka cudotwórcy... Jednak nawet cud nie pomoże, jeśli brakuje pięciu ważnych piłkarzy. W bramce zabrakło Piotra Lecha, zaś w pomocy dał się odczuć brak Marcela Liczki. Do tego trzeba jeszcze dodać ciągnącą się absencję duetu kontuzjowanych napastników - Arkadiusza Aleksandra i Ugo Enyinnayi - oraz nową sprawę ze skręconą kostką Brazylijczyka Joao Paulo. Tego wszystkiego było za dużo. To był pierwszy wyraźny sygnał, że zabrzańska seria zbliża się do końca i nawet magiczne zdolności młodego szkoleniowca gospodarzy mogą być niewystarczające.

Jednak po pierwszej połowie wydawało się, że to czarodziejskie pomysły trenera Kaczmarka na niewiele się zdadzą - gospodarze ogrywali obronę rywali, jak chcieli, gol nie padł wyłącznie dzięki świetnym interwencjom Andrzeja Bledzewskiego oraz nieco ospałym atakom duetu napastników Michała Chałbińskiego i Piotra Brożka. - Zaczęliśmy źle i gospodarze trzy czy cztery razy byli bliscy zdobycia gola - przyznał po meczu trener Kaczmarek.

W drugiej połowie sytuacja diametralnie się odmieniła. Decydujące okazały się zmiany dokonane w obozie gości, a zwłaszcza wprowadzenie do gry Remigiusza Jezierskiego. 29-letni napastnik zespołu z Łęcznej w ciągu nieco ponad dwóch kwadransów uporządkował grę swojej drużyny, strzelił gola i zaliczył asystę. Pierwszy gol meczu strzelony właśnie przez Jezierskiego był kluczowy dla losów spotkania. - Potem odkryliśmy się i dostaliśmy kolejne dwie kontry i było po meczu - relacjonował Piotr Brożek.

Obrona Górnika, która w poprzednich siedmiu meczach puściła ledwie trzy gole, tym razem grała bardzo niepewnie. W dodatku to był nie najlepszy dzień młodziutkiego golkipera Bartosza Białkowskiego. - Te gole biorę na siebie. Brakowało dziś Piotrka Lecha - kręcił głową Białkowski. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w pierwszej połowie Białkowski spisywał się naprawdę dobrze, obronił nawet sytuację sam na sam z Sebastianem Szałachowskim.

Najbardziej zadowoleni Zabrze opuszczali byli piłkarze Górnika - Andrzej Bledzewski i Jarosław Popiela. - Jestem w siódmym niebie - podskakiwał z radości popularny "Bledza", który na Roosevelta spędził ponad pięć lat. Zadowolona może też być... kaczka, którą sponsor przygotował dla strzelca zwycięskiej bramki dla gospodarzy. - Kaczka wraca do domu - powiedział dziennikarzom drobiowy fundator Stanisław Sętkowski...



Transparent z wysłannikiem

Na początku spotkania jeden z przyjezdnych dziennikarzy z portalu internetowego wywiesił na płocie w puściutkim sektorze kibiców przepraszający transparent "Jesteśmy w Świdniku". Kibice z Łęcznej tłumaczyli w ten sposób swoją nieobecność - wybrali mecz rezerw ze znienawidzoną Avią, a do Zabrza... posłali tylko transparent wraz z wysłannikiem. Chyba teraz mocno żałują, bo rezerwowy zespół Górnika przegrał w Świdniku 1:3.

pp