Legia Warszawa - Lech Poznań 3:0

Czyżby rozpoczęła się zapowiadana przez legionistów po środowym meczu w Zabrzu passa zwycięstw? Niewykluczone. Drużyna Jacka Zielińskiego rozbiła Lecha 3:0, będąc zespołem przynajmniej o klasę lepszym.
Po dziesięciu minutach kibice - na Łazienkowską przyszło tym razem dziesięć (fantastyczna atmosfera), a nie jak tydzień temu cztery tysiące ludzi - przecierali oczy ze zdumienia. Dwie efektowne akcje zakończyły się golami. W 600 sekund Legia dokonała tego, czego w sześciu ostatnich meczach ligowych. - Było po meczu, chcieliśmy już tylko przegrać z honorem - przyznał później kapitan Lecha Piotr Reiss.

Legia grała szybko i pomysłowo. No i wreszcie skutecznie. Ogromne ożywienie do gry ofensywnej wprowadził Bartosz Karwan. W Zabrzu zagrał niemal całą drugą połowę - bardzo słabo. Musiał zmienić kontuzjowanego Łukasza Surmę i... nic nie wniósł. W sobotę był najlepszy na boisku. Nie dość, że - jakby stworzony do gry kombinacyjnej - kreował sytuacje, to jeszcze wykańczał akcje kolegów. Marka Saganowskiego (bardzo dobry występ), jedynego napastnika Legii, pilnuje ostatnio trzech obrońców, brakowało więc ostatnio kogoś, kto w odpowiednim momencie dostawi nogę. Karwan zrobił to w sobotę dwukrotnie, za każdym razem efektownie.

Najpierw po fantastycznym rajdzie przez całe boisko i dwóch zagraniach z pierwszej piłki Karwanowi podawał Wojciech Szala (jego najlepszy przyjaciel jeszcze z czasów gry w GKS Katowice). W drugiej połowie Karwan dostawił nogę po kolejnej świetnej akcji - tym razem Aleksandar Vuković zagrał z "klepki" do Pawła Kaczorowskiego, ten dośrodkował wzdłuż linii pola bramkowego i Karwan znów trafił.

Gole reprezentanta Polski (kiedy kontuzjowany w meczu z Irlandią Północną nie występował w podstawowym składzie, Legia nie potrafiła z nikim wygrać) przedzieliło trafienie Tomasza Kiełbowicza z rzutu wolnego. Obrońca Legii strzelał spod linii końcowej boiska, zaskoczył źle ustawionego Krzysztofa Kotorowskiego. - Tak właśnie chciałem uderzyć, w ogóle nie patrzyłem, gdzie stoi bramkarz - cieszył się Kiełbowicz.

Lech miał swoje sytuacje na początku drugiej połowy - dwa razy strzelał Reiss. Raz minimalnie chybił, raz świetnie obronił bramkarz Legii Artur Boruc. - Gdybym trafił, Legia nie wiedziałaby, co robić. Bronić prowadzenia czy atakować, żeby strzelić następnego gola - mówił kapitan Lecha. A tak po kwadransie i trzecim golu Karwana Lech spasował. - Oszczędzaliśmy siły na wtorkowy mecz z Legią w ćwierćfinale Pucharu Polski - tłumaczył Reiss.

- Oszczędzali się po stracie trzeciej bramki? To my w takim razie rozprężyliśmy się już w dziesiątej minucie, kiedy było 2:0 - zażartował Artur Boruc. Kapitana Legii obserwowali w sobotę wysłannicy Celticu Glasgow. W kontrakcie bramkarz reprezentacji Polski ma wpisaną kwotę odstępnego 1,5 mln euro. Dla Szkotów to żadne pieniądze. - Nic nie komentuję. Wszyscy dookoła mnie wszystko wiedzą najlepiej. Najmniej zorientowany w całej sprawie jestem ja - mówił Boruc.



LEGIA WARSZAWA - LECH POZNAŃ 3:0 (2:0)

Strzelcy bramek

Legia: Karwan (7., z podania Szali i 61., z podania Kaczorowskiego), Kiełbowicz (10., z wolnego po faulu na Sokołowskim II).

Składy

Legia: Boruc - Sokołowski II, Szala, Rzeźniczak, Kiełbowicz - Kaczorowski, Djoković (86. Choto), Vuković (72. Smoliński), Magiera, Karwan (78. Sokołowski I) - Saganowski.

Lech: Kotorowski - Kuś (23. Topolski), Wójcik, Mowlik, Lasocki - Jakubowski Ż, Favano, Świerczewski, Sasin (60. Zakrzewski) - Reiss, Gajtkowski (65. Nawrocik).

Sędziował: Robert Małek (Katowice). Widzów: 10 tys.



Legia-Lech
9strzały7
4strzały celne6
1słupki i poprzeczki0
5rzuty rożne2
14faule10