Sport.pl

Werner Liczka: Nie chcę obrażać...

- Na pewno w tym meczu musimy pokazać się z jak najlepszej strony - mobilizuje swój zespół trener Wisły Werner Liczka.
Michał Białoński: Zazwyczaj trenerzy boją się, że drużynie zabraknie motywacji. Przed derbami ma Pan odwrotny problem, że nastąpi jej przerost.

Werner Liczka: Gadanie na okrągło o wadze i podniosłości meczu z Cracovią już w tej chwili mojej drużynie nie jest potrzebne. Musimy się skoncentrować na kwestiach taktycznych, na wizji gry, strategii.

Ostatni trening przed derbami zamknął Pan dla dziennikarzy i publiczności.

- Przed tym spotkaniem stosuję też inne specjalne zabiegi. Nie analizujemy meczu z Zagłębiem, bo w tej chwili to nie ma sensu. Także przedstawianie przeciwnika klasycznym sposobem, analiza ofensywy i defensywy na podstawie zapisu wideo, nie wchodzi w rachubę. Tu wszystko jest jasne. Każdy rozumie, że derby są wyjątkowe, a ich przebieg pozostaje w rękach i nogach zawodników. Taktyka, plan gry to jedno, a jego realizacja to drugie.

Co jest waszą przewagą?

- Rutyna i doświadczenie piłkarzy. Każdy z nich ma na koncie około stu meczów o wysoką stawkę. Czy to w reprezentacji, europejskich pucharach czy w ligowych spotkaniach, jak chociażby z Legią.

Idąc tym tokiem rozumowania: Cracovia rozegrała tylko kilka takich prestiżowych meczów - z Wisłą jesienią, po dwa z Legią i Groclinem.

- Tak, ale to wyjątkowy zespół. Nie chcę obrażać Amiki, Wisły Płock czy Groclinu, ale Cracovia i Wisła to dwie drużyny, które mają charakter i prezentują najbardziej ofensywną piłkę w Polsce.

Z czego to wynika?

- Z polityki klubów, z ich wizji budowy zespołu. Kraków to miasto piłkarskie, które stawia na otwarty futbol. Tutaj trener i jego zawodnicy nie mają szans grać "do tyłu", brzydko. Kibice na to nie pozwolą. Dla nas jest ważne, żeby zrozumieć mentalność kibica. A on chce widzieć u piłkarza wolę walki, ataki na bramkę rywala. Polski fan futbolu nienawidzi taktycznej gry, piłkarskich szachów. Trzeba się do tych wymogów dostosować. Przecież walczymy o kibica.

Oszczędził Pan przed derbami Jakuba Błaszczykowskiego. Czy ten młokos zniesie presję tak trudnego meczu?

- Psychika zawodników jest nieprzewidywalna. Pamiętam z własnej kariery, że wszystkie mecze derbowe były wyjątkowe. Chciałbym, żeby Kuba nie czuł zbyt wielkiej odpowiedzialności. Mogłaby go sparaliżować, a ja chcę widzieć u niego euforię, entuzjazm. Nie boję się o niego. Zresztą zależy mi na zespole, nie na poszczególnych zawodnikach. Każdemu piłkarzowi może się zdarzyć spadek formy, ale też jej wzrost. Pamiętajmy też, że każdy mecz jest inny, ma swoje smaczki.

Gdy w meczu z Zagłębiem gole sypały się jak z rogu obfitości, nie pomyślał Panu: "Żeby tylko nie zabrakło ich na derby"?

- Nie, każda bramka była dla mnie przyjemna. Gdy długo nie padają gole, trzeba zachowywać spokój i opanowanie, liczyć na to, że każde kolejne uderzenie może przynieść gola. Konsekwencja jest najważniejsza, nie wolno się zniechęcać. Wytrzymałość mentalna to ważna cecha zespołu.

Czy mecz z Zagłębiem mógł być dla was przełomem?

- Mecz z Zagłębiem był dla nas udany, ale był jedynie kolejnym przystankiem na naszej drodze. Nie uważam, żeby był przełomem. Na pewno nie pojmujemy go tak, że teraz już wszystko umiemy, wszystko jest OK. Po prostu zbliżyliśmy się tylko do poziomu naszych aktualnych możliwości, ale nie osiągnęliśmy ich szczytu.

Jak Pan reaguje na hasło: "Trzeba wygrać 5:0"? W debacie telewizyjnej na taki wynik postawił wiceprezes Andrzej Pawelec.

- Czuję wtedy, że wszyscy w klubie chcą zwycięstwa. Po to jesteśmy, żeby wykazać na boisku wolę i ambicję. Na pewno w tym meczu musimy pokazać się z jak najlepszej strony.