MKS Mława - Kolporter Korona 0:2

Z meczu na mecz piłkarze Kolportera Korony powiększają przewagę nad drużynami walczącymi z nimi o awans do ekstraklasy. A przy okazji gonią prowadzący w tabeli GKS Bełchatów. Po łatwej wygranej w Mławie z MKS 2:0 kielczanie mają tylko dwa punkty straty do lidera, a już we wtorek grają w Białymstoku z Jagiellonią
W spotkaniu z broniącym się przed spadkiem rywalem ważne dla gości było nie tylko zwycięstwo, ale również odniesienie go jak najmniejszym nakładem sił. Już jutro o godz. 17 czeka ich bowiem kolejny mecz ligowy - w Białymstoku zagrają z Jagiellonią. Oba cele udało się osiągnąć, w czym być może pomogła im sytuacja w zespole beniaminka z Mławy.

Naprzeciw wicelidera stanęła drużyna rozbita psychicznie. Ostatnia seria porażek, kary finansowe nałożone przez zarząd MKS na kilku graczy za niesportowy tryb życia musiały tkwić w głowach zawodników. Do tego w sobotę przed meczem rezygnację z funkcji trenera MKS złożył Marian Kurowski i przeciwko kielczanom debiutował w tej roli jego dotychczasowy asystent Wiktor Pełkowski.

Przebieg pierwszych 30 minut spotkania pokazywał jednak, że gospodarzy stać na walkę o korzystny rezultat. MKS nie przypominał drużyny, która fatalnie prezentowała się w dwóch ostatnich meczach. Od pierwszego gwizdka grał dość agresywnie, przerywając wiele akcji Korony już na jej połowie. Do tego mógł objąć prowadzenie. W 5. minucie - po przypadkowym zagraniu Macieja Rogalskiego, który zablokował podanie Marcina Kośmickiego - Nigeryjczyk Maxwell Kalu samotnie popędził w stronę bramki Macieja Mielcarza. Mógł zrobić prawie wszystko, ale posłał piłkę obok słupka. - Takie okazje powinniśmy wykorzystywać. Nie mamy ich z reguły w meczu zbyt wiele - mówił potem nowy trener mławian.

Agresywny pressing kosztował drużynę MKS-u tyle sił, że już w końcówce pierwszej połowy gospodarze całkiem oddali pole kielczanom. A ci tylko na to czekali. W 42. min Jarosław Piątkowski miał mnóstwo czasu na przymierzenie z ponad 20 m i strzelił bardzo precyzyjnie, tuż obok prawego słupka bramki MKS. - Zauważyłem, że wokół mnie nie ma nikogo. Nie namyślając się, postanowiłem uderzyć - relacjonował po meczu szczęśliwy strzelec, dla którego była to pierwsza bramka w drugiej lidze.

Wicelider poszedł za ciosem i jeszcze przed przerwą podwyższył rezultat. Kiedy Adrian Woźniczka nie zdołał w porę zablokować dośrodkowania Przemysława Cichonia z prawej strony, Jakub Grzegorzewski wyskoczył najwyżej w polu karnym i głową z 5 m podwyższył rezultat. Ten gol przesądził losy meczu.

Przez całą drugą połowę gospodarze starali się zdobyć przynajmniej kontaktową bramkę, ale efektu nie było, bo kielczanie nie pozwolili im stworzyć nawet jednej okazji strzeleckiej. - Poleciłem po przerwie grać spokojnie. Nie było sensu się szarpać, bo czeka nas maraton spotkań - tłumaczył szkoleniowiec Korony Ryszard Wieczorek. Ale nawet tak "ekonomicznie" grający wicelider w 90. min omal nie podwyższył jeszcze wyniku. Sprytny lob wracającego do składu po kontuzji Rafała Wójcika przeleciał jednak minimalnie obok słupka.

MKS MŁAWA - KORONA KIELCE 0:2 (0:2)

Bramki

Piątkowski (42.), Grzegorzewski (44. głową z podania Cichonia)

Sędziował Jacek Walczyński (Lublin). Widzów: 1000.

Mława: Romanowski - Osiecki, Rogoziński, Leszczyński, Woźniczka - Boratyński (46. Król), Mikłowski (67. Nawrot), Butryn, Lubasiński, Kalu (62. Gajowniczek Ż), Rogalski.

Kolporter Korona: Mielcarz - Cichoń Ż, Szyndrowski, Kośmicki, Radunović - Piątkowski, Bilski (46. Barkaniczkow), Owczarek (63. Wojtaszek), Bednarek Ż - Grzegorzewski (71. Wójcik), Czerkas.

Mława - Korona

6strzały7
1strzały celne2
14faule23
2rzuty rożne8
4spalone2