Jaka przyszłość czeka GKS Katowice?

Spadek z ekstraklasy jest już niemal przesądzony. A co po nim? Wygląda na to, że sukcesem będzie, jeśli "Gieksie" uda się w ogóle wystartować w drugiej lidze.


Piotr Dziurowicz, który jest prezesem i głównym udziałowcem Sportowej Spółki Akcyjnej GKS Katowice, od dawna podkreśla, że cokolwiek by się nie wydarzyło, on i tak w czerwcu odejdzie z klubu. Część kibiców takie deklaracje przyjmuje z ulgą, wychodząc z założenia, że to przecież właśnie pod jego rządami klub zaczął biednieć sportowo i finansowo. Inni zastanawiają się jednak, co będzie dalej? Bo i bez Dziurowicza przyszłość klubu jest dramatycznie niejasna.

Czy uda się zatrzymać piłkarzy?

Sukcesem będzie, jeżeli nowy, bo bez Dziurowicza, GKS zdoła - po prawdopodobnej degradacji - wystartować w drugiej lidze. Może się bowiem okazać, że perspektywa gry w drugiej lidze to wcale nie jest najgorsza rzecz, jaka mogłaby się przytrafić "Gieksie". Wielu kibiców przywołuje przy takiej okazji poprzedni spadek klubu z ekstraklasy. - Sześć lat temu wydawało się, że jest jeszcze gorzej, a wtedy udało się wystartować i po roku wrócić do pierwszej ligi - wspominają kibice na forach internetowych. - No tak, ale wtedy żył jeszcze Marian Dziurowicz... - przestrzegają inni.

Niestety, nie wiadomo, czy zdegradowanemu GKS-owi uda się rozpocząć nowy sezon w drugiej lidze. Wiele wskazuje na to, że SSA, która jest zadłużona na około 5 mln zł, po spłaceniu tego, co uda się spłacić, zostanie postawiona w stan likwidacji. Jej miejsce w lidze mogłoby wtedy przejąć stowarzyszenie GKS Katowice. Po warunkiem, że obie strony dojdą do porozumienia. Stowarzyszenie zaproponowało już nawet, że wraz z miejscem w lidze może także przejąć zadłużenie klubu wobec członków PZPN-u, czyli około połowy długów.

Stowarzyszenie w tej sytuacji nie może jednak raczej liczyć na obecną kadrę piłkarzy, która w razie likwidacji SSA powinna otrzymać wolną rękę w poszukiwaniu klubów. Trudno wyobrazić sobie sytuację, że zawodnicy pozostaną w Katowicach jedynie z miłości do klubowych barw.

Grzegorz Kmiecik to zawodnik wypożyczony z Wisły Kraków. Doświadczeni Paweł Pęczak, Mirosław Widuch czy Artur Andruszczak to piłkarze, których z pewnością chciałby jeszcze zatrudnić niejeden solidny polski klub. Zdolna młodzież: Dawid Plizga, Grzegorz Górski czy Łukasz Wijas w wiosennych meczach skutecznie przekonuje, że stać ją na coś więcej niż gra w biednej "Gieksie". Te nazwiska to już więcej niż połowa jedenastki, która - przypominamy - nie wygrała jeszcze wiosną żadnego meczu.

- To normalny rynek pracy. Zatrzymać ich mogą jedynie zdrowe i solidne podstawy finansowe - przyznaje Henryk Gabiga, prezes stowarzyszenia GKS Katowice.

Na drugą ligę potrzeba 3,5 miliona

Zresztą przedstawiciele stowarzyszenia na razie sami nie mają pewności, czy udałoby im się sfinansować funkcjonowanie klubu na poziomie drugiej ligi.

- Do tego potrzebny jest budżet w wysokości około 3,5 mln zł. Jestem po wielu rozmowach ze śląskimi przedsiębiorcami, którzy chcieliby sponsorować nowy GKS. Na razie to jednak tylko deklaracje. Jeżeli będziemy mieli w rękach akt przekazania klubu, to dopiero wtedy będziemy mogli sfinalizować wszystkie rozpoczęte rozmowy - dodaje Gabiga. Wiadomo, że doszło już do kilku spotkań z udziałem Dziurowicza i przedstawicieli stowarzyszenia GKS. Na razie rozmowy trwają.

O tym, że nowy GKS może być atrakcyjny dla przedsiębiorców, przekonaliśmy się sami, kiedy do "Gazety" zgłosili się przedstawiciele jednej ze śląskich firm zajmujących się obrotem wierzytelnościami. Firma jest zainteresowana współfinansowaniem GKS-u. Warunek jest jeden: z klubem nie może mieć już nic wspólnego Piotr Dziurowicz.

Co jednak stanie się z klubem, jeśli stowarzyszenie nie przejmie zespołu, a SSA zostanie postawiona w stan likwidacji?

- Być może znajdzie się ktoś chętny do przejęcia klubu - powtarza od wielu miesięcy Dziurowicz. Chętnego wciąż jednak nie widać.

Czy klub zniknie z piłkarskiej mapy?

Trzeba jednak pamiętać, że miejsce w pierwszej czy drugiej lidze stanowi wartość, na którą mógłby się skusić niejeden klub z niższej ligi, który ma aspiracje i pieniądze.

Jeśli więc GKS oddałby je komuś innemu, to musiałby wtedy w jego miejsce powstać zupełnie nowy klub, choćby z inicjatywy kibiców, którzy założyli już przecież stowarzyszenie Ratujmy Gieksę. To żaden precedens, nie tak dawno tą samą drogą poszli kibice w Szczecinie i stworzyli nową Pogoń. Potem została ona jednak wchłonięta przez stawający na nogi MKS Pogoń SSA.

- Jeżeli trzeba będzie, to rozpoczniemy wszystko od B klasy - deklarują przedstawiciele Ratujmy Gieksę.

Od jakiegoś czasu pojawiały się głosy, że istnieje możliwość rozpoczęcia udziału w rozgrywkach od czwartej ligi. Niestety, to nieprawda, ponieważ katowicki klub nie posiada rezerw, które można byłoby zastąpić. Nie ma natomiast możliwości umieszczenia klubu w rozgrywkach w zamian za zasługi. - Nie ma przepisów, które by to umożliwiały. Jeżeli nowy klub nie przejmie długów swojego poprzednika, to nie może powoływać się na tradycje i zostać uznanym za kontynuatora historii tamtego klubu - tłumaczy Rudolf Bugdoł, szef Śląskiego Związku Piłki Nożnej.

Tym samym nowy podmiot o nazwie GKS musiałby rzeczywiście wystartować w rozgrywkach B klasy. Podobną drogę przechodziły w ostatnich latach już inne kluby z naszego regionu: Piast Gliwice czy Zagłębie Sosnowiec. I udało im się wrócić do wielkiego futbolu.

Nie stracić roku dla stadionu

Wydaje się, że najpewniejszą ostatnio sprawą dotyczącą katowickiego klubu jest przejęcie stadionu przez władze miasta. Jak zapewniają przedstawiciele zainteresowanych stron, do komunalizacji obiektu może dojść już w najbliższych miesiącach. - Jeżeli nie udałoby się tego zrobić do września, to będzie ciężko zaplanować jakieś pieniądze w przyszłorocznym budżecie, a to dla tego stadionu kolejny stracony rok - twierdzą w katowickim magistracie.

Wiadomo już, że miasto na rok 2006 planuje zbudowanie nowoczesnej płyty głównej boiska, a także kilka prac remontowych, których wymaga stadion przy ulicy Bukowej. Kolejne lata to następne inwestycje, włącznie z rozbudową obiektu. - Uważam, że uda się nam przekazać stadion w ciągu kilku miesięcy, może nawet tygodni. A już na pewno wcześniej niż we wrześniu. Niestety, z powodów proceduralnych musieliśmy ogłosić drugi przetarg, ale wszystko zmierza już ku finałowi sprawy. Ostatnio rozmawialiśmy o tym z prezydentem Piotrem Uszokiem i poinformowaliśmy go, że wszystko jest na dobrej drodze - mówi Ryszard Fedorowski, rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego, który jest właścicielem części nieruchomości na stadionie.

Może więc to nowoczesny miejski stadion okaże się fundamentem, na którym odrodzi się silny GKS.