Paweł Kaczorowski - pierwsze oklaski

Najlepszym sposobem na zyskanie sympatii kibiców Legii jest dobra gra - twierdzi Paweł Kaczorowski. W trakcie meczu z Górnikiem Łęczna, w którym strzelił gola, po raz pierwszy usłyszał mocne brawa. Nieoczekiwanie
1 czerwca 2004 r. piłkarze Lecha na stadionie Legii sięgają po Puchar Polski. Po meczu śpiewają „Legła Warszawa”. Jest wśród nich Paweł Kaczorowski •  Styczeń 2005 r. piłkarze Legii wyjeżdżają na zgrupowanie do Cetniewa. Teraz to wśród nich jest Kaczorowski. Warszawscy kibice protestują •  23 lutego piłkarz spotyka się z nimi w pubie, ale nie przeprasza, kibice wychodzą z deklaracją „ »Kaczor « nigdy nie zagra w naszym klubie” •  2 kwietnia Kaczorowski debiutuje w Lubinie, 17 kwietnia gra przy Łazienkowskiej •  23 kwietnia strzela pierwszego gola dla Legii i jest w drużynie najlepszy. Gwizdom towarzyszą oklaski. Coraz więcej ludzi wydarzenia z czerwca ubiegłego roku chce puścić w zapomnienie.



Do rewanżowego meczu Lecha z Legią w finale Pucharu Polski zawodnik Kaczorowski dla ludzi przychodzących na stadion przy Łazienkowskiej był postacią raczej obojętną, choć na pewno nie anonimową. To, że grał w nielubianych klubach - Lechu Poznań i lokalnym rywalu, Polonii - też nie miało większego znaczenia. Nie raz i nie dwa do Legii przychodzili zawodnicy z klubów darzonych wyjątkową wręcz antypatią - np. Marek Saganowski deklarujący otwarcie przywiązanie do ŁKS (choć gwoli prawdy do Legii nie przyszedł z tego klubu, grał w nim tylko przed laty). I gdyby Kaczorowski wcześniej został piłkarzem Legii - jak o mało się nie stało za kadencji trenera Franciszka Smudy czy całkiem niedawno, gdy dyrektorem sportowym przy Łazienkowskiej był Jerzy Engel - na pewno zostałby powitany przychylnie. Zaszkodził mu ten jeden wieczór, bo śpiewy rozradowanych lechitów w szatni (dodatkowo podekscytowanych tym, że przy odbieraniu trofeum potraktowano ich kamieniami) zostały sfilmowane i puszczone w internecie.

Film trafił jakby do drugiego obiegu, to znaczy wypłynął po raz drugi, gdy piosenkarz lechita tuż przed wyjazdem na zgrupowanie pojawił się w gronie legionistów. Trener Jacek Zieliński grał z Kaczorowskim w kadrze, znał więc dobrze jego zalety. A ponieważ ceni Engela, który odkrył "Kaczora" dla kadry, nie mógł mieć negatywnego zdania o klasie wszechstronnego zawodnika mogącego występować zarówno na prawej, lewej pomocy, jak i - bez różnicy - obronie. Po tym jednak, jak przeciwko transferowi bezrobotnego w tym czasie piłkarza (w Lechu rozwiązano z nim kontrakt - dlaczego, do dziś w pełni nie zostało to wyjaśnione, w każdym razie bywał tam przesuwany do rezerw) bardzo mocno zaprotestowali fani. Klub zdecydował się z nim podpisać umowę tylko do czerwca, czyli do zakończenia sezonu. O poparcie dla banity apelowali i prezes Piotr Zygo, i dyrektor sportowy Jacek Bednarz, a także Zieliński oraz Łukasz Surma, ówczesny kapitan zespołu.

Kaczorowski zaproponował spotkanie w pubie po to, by wyjaśnić rozbieżności. Kibice przybyli tak licznie jak na żadne z organizowanych co tydzień z kolejnymi zawodnikami. Przybyli, ale zanim wypowiedziano choć jedno słowo, padła komenda, że jak „ »Kaczor « przyjdzie, to my wychodzimy”. Fakt, że z ust piłkarza nie padło słowo przepraszam, ale czy paść musiało? Gdyby piłkarz się upokorzył, pewnie i tak usłyszałby swoje. Może teraz by miał łatwiejsze początki, ale przyjął sytuację po męsku. Stwierdził, że „śpiewanie na Legię” nie było właściwe. Ale tego już się nie odwróci i tyle.

Wyglądało na to, że nie ma dla niego przyszłości w stołecznym klubie. Tak się zdawało także po prezentacji zespołu w Multikinie, ale tam przynajmniej był akcent humorystyczny - lekko przymuszony przez prowadzącego spotkanie musiał zaśpiewać, że "mistrzem Polski jest Legia". Mijały kolejne tygodnie, a choć trener Zieliński zaczynał przygotowania z Kaczorowskim w podstawowej jedenastce w przedsezonowych sparingach, to piłkarz w składzie się nie pojawiał. Z czasem nawet przestał siadać na ławce dla rezerwowych. Działacze zdawali sobie sprawę, że przygotowali prawdziwą "kaczą zupę". Wyników nie ma, zawodnik nie gra, a jeszcze trzeba mu płacić.

Na próbę Zieliński wpuścił Kaczorowskiego na boisko po raz pierwszy w Lubinie. W tym dniu, w którym w całej Polsce deklarowano ogólne pojednanie, piłkarza powitały gwizdy, jako jedyny nie podziękował sympatykom za doping po meczu. Na Legii piłkarz Kaczorowski zadebiutował w kompletnie nieudanym i przegranym meczu z Odrą Wodzisław. Nadal na niego gwizdano - transparent "Chórzysto, nigdy nie będziesz legionistą" także i tydzień później nie zniknął z płotu. Sęk w tym wszystkim, że za grę w tamtym spotkaniu nie można było mieć pretensji właściwie do dwójki - bramkarza Artura Boruca oraz właśnie Kaczorowskiego. A piłkarz wytrzymał presję nerwowo, nawet pomimo że jego wejście na boisko powitano ostentacyjnym rzuceniem na murawę gumowych kaczuszek.

W meczu z Górnikiem Łęczna trener Zieliński jeszcze raz zmienił koncepcję. Znowu wystawił "Kaczora", ale nie, jak planował przed rozpoczęciem sezonu, na prawej obronie, tylko na pomocy. I w 41. minucie trybuny zamarły, kiedy Kaczorowski kolanem skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu Marcina Smolińskiego. Najbardziej zagorzali przyjęli to okrzykami "Legio nic się nie stało", ale inni zdobyli się na oklaski. Ciekawe, co by się stało, gdyby na początku drugiej połowy Kaczorowski nie dał się sfaulować (czego dodatkowo nie zauważył arbiter), tylko strzelił kolejnego gola.

Co interesujące, stanowisko tłumu coraz bardziej ewoluuje. Niedługo Kaczorowski będzie miał tyle samo przeciwników co zwolenników, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. Już teraz coraz częstsze są głosy, by z tą sympatią może nie przesadzać, ale przynajmniej nie szkodzić. W czerwcu ubiegłego roku Kaczorowski postąpił niewłaściwie, ale przecież nikogo nie zabił, nawet nie uszkodził.

- Czy cieszę się z oklasków w trakcie meczu z Górnikiem? To chyba naturalne, że jak zawodnik własnej drużyny się stara, należą mu się brawa - stwierdził Kaczorowski po zakończeniu spotkania. I z tym także należy się zgodzić.



PAWEŁ KACZOROWSKI

Ur.: 22 marca 1974 r. w Zduńskiej Woli

Wzrost/waga: 179 cm/71 kg

Pozycja na boisku: prawy lub lewy obrońca, względnie pomocnik

Kariera klubowa: Pogoń Zduńska Wola, LZS Rychłocice, Pogoń (1996-97), KSZO Ostrowiec Św. (1997-99), Lech Poznań (1999-2000), Polonia Warszawa (2000-03), Lech Poznań (2003-05), Legia Warszawa (2005 - na razie do zakończenia sezonu)

Sukcesy: Puchar Polski (2001 z Polonią i 2005 z Lechem), Superpuchar (2005)

Reprezentacja: 13 A/1 gol