Po gwizdku: komentarz Michała Sielskiego

Nie tędy droga
"Trochę już nas to denerwuje, że wszyscy zamiast zająć się meczem, myślą o tym, co było kiedyś" - to słowa koszykarki Lotosu Gdynia Agnieszki Bibrzyckiej. Stonowana wypowiedź kapitan mistrzyń Polski to najłagodniejsze określenie tego, co wyprawiali kibice podczas meczu gdynianek z Wisłą Kraków. Fani Lotosu "przywitali" gości transparentami: "Jedenaste nie kop" i "Miętta - kiedy operacja?". Chodziło im o Jelenę Skerović, która podczas marcowego finału Pucharu Polski kopnęła rozgrywającą Lotosu Elaine Powell. W odwecie Amerykanka uderzyła rywalkę w twarz, za co została zdyskwalifikowana. Prezes Wisły stwierdził później, że jego zawodniczka będzie długo dochodzić do zdrowia i czeka ją operacja. Ostatecznie Serbka po miesiącu wróciła do gry.

Gdyńscy kibice przez długi czas byli zbulwersowani, że Skerović nie poniosła kary. Jak widać, nie przeszło im do dziś. W sobotnim meczu nie popisali się, gwiżdżąc za każdym razem, gdy Skerović była przy piłce. Znalazło się nawet kilku, którzy obrażali zawodniczki Wisły. Do tej pory w żeńskiej koszykówce, a zwłaszcza w Gdyni, takie sytuacje się nie zdarzały.

Szkoda, że nawyki z piłkarskich stadionów przenoszą się do koszykarskich hal. Jeszcze gorzej, że kibice Lotosu nakręcają spiralę wrogości. Po meczu długo tłumaczyli Patrycji Czepiec, że w Krakowie było tak samo. I co z tego?

Jak w środę w Krakowie ich pobiją, to w kolejnym meczu w Gdyni mogą spodziewać się rewanżu? Dlaczego nie można po prostu przerwać tego bezsensownego wyścigu inwektyw i błazenady, nie reagując na prowokacje?