Sport.pl

"Daj mi czerwoną kartkę, chamie"

Cztery czerwone kartki dał sędzia graczom ŁKS i przerwał mecz we Włocławku. W Gdyni arbiter podyktował karnego dla Arki w 92. minucie - już dziewiątego w tym sezonie. - Druga liga to bagienko - mówi prezes PZPN. - Do ekstraklasy awansuje ten, kto ma pieniądze na sędziów - tłumaczy bramkarz Mławy.
Kujawiak/Hydrobudowa chce awansować do I ligi. ŁKS walczy o utrzymanie. W 64. minucie sobotniego spotkania we Włocławku, gdy trzech graczy ŁKS sędzia, wyrzucił już z boiska, gospodarze wreszcie trafiają do siatki. Tuż po stracie bramki czerwoną kartkę dostaje Rafał Niżnik i arbiter Zbigniew Rutkowski kończy spotkanie, tłumacząc to zdekompletowaniem zespołu z Łodzi. Przepisy dopuszczają grę w siedmioosobowym składzie, więc pół godziny później oficjalna wersja jest inna. - Według relacji sędziego stało się tak z powodu zagrożenia, z jakim spotkał się na boisku ze strony graczy ŁKS - twierdził delegat PZPN Sylwester Wiśniewski. - Rafał Niżnik popchnął sędziego, a następnie zawodnicy z Łodzi grozili, że go pobiją i zostanie rozliczony z sędziowania - powiedział po meczu.

- Tutaj nie cztery, ale dziesięć kartek byłoby zbyt mało. Zawodnik z Łodzi podszedł do sędziego i powiedział: "Daj mi czerwoną kartkę, chamie"! - denerwował się trener Kujawiaka Bogusław Baniak. - Przykro, że mecz tak się skończył, jednak w pewnym sensie jest to wina piłkarzy ŁKS. Grali bezpardonowo i skutki tego najlepiej wychwycił sędzia, pokazując im czerwone kartki - skomentował dyrektor klubu z Włocławka Wojciech Klatt.

Co na to wiceprezes ŁKS Mirosław Wróblewski? - Gospodarze też grali bardzo ostro, ale za takie same przewinienia sędzia karał tylko piłkarzy ŁKS. Arbiter pokazując czerwoną kartkę Rafałowi Niżnikowi, myślał, że w siedmiu nie można kontynuować gry, dlatego zakończył spotkanie. To widać wyraźnie na wideo - po ostatniej kartce wyraźnie pokazał, żeby piłkarze udali się do szatni. Potem po konsultacji z obserwatorem zmienił powód przerwania meczu. Na naszej kasecie nie widać, żeby Niżnik popychał arbitra.

Szukajcie, a znajdziecie

92. minuta meczu Prokom Arka Gdynia - MKS Mława. 0:0. Bartosz Ława dośrodkował w pole karne, piłka trafiła w Tomasza Bukowskiego, a sędzia Andrzej Kusak z Częstochowy uznał, że obrońca Mławy zagrał ręką, i podyktował rzut karny. To dziewiąty karny dla Arki w Gdyni w tym sezonie.

- Wybaczcie, ale nie będę tego komentował. Gdyby karnego nie było w 92. minucie, to pewnie byłby w 98. Dobrze to znamy, podobnie mieliśmy niedawno w Polkowicach - to jedyne słowa trenera Mławy Mariana Kurowskiego.

Więcej powiedział obrońca Krzysztof Osiecki: - Mogę pogratulować Arce awansu do I ligi... Jak będą tam grali tak, jak w meczu z nami, to ekstraklasa będzie super! Już dawno nie widziałem większego świństwa. Nie mogliśmy w Gdyni wygrać i tyle. Zostaliśmy przekręceni przez szmaty...

- Już sobie wyobrażam, co będą gadali w Polsce, kiedy przeczytają, że w Gdyni był karny w doliczonym czasie i Arka wygrała dzięki temu 1:0. Ale to nie będzie fair, bo karny był ewidentny - mówi obrońca Arki Łukasz Kowalski.