Piotr Zygo: kupiliśmy bankruta

Z wydanych przez ITI 30 mln zł 90 proc. poszło na długi. Od nowego sezonu każda złotówka to inwestycja na rozwój klubu i transfery. Ile będziemy mogli wydać? Nie wiem - mówi prezes Legii.
Robert Błoński, Andrzej Olejniczak: Sześć punktów i pięć goli w sześciu meczach. 4 tys. widzów oglądało remis z Górnikiem Łęczna. Czy właściciele ITI przeklinają już dzień, w którym kupili Legię?

Piotr Zygo: Broń Boże. Zdawali sobie sprawę, że nie będzie łatwo.

Po co ITI Legia?

- Także po to, żeby udowodnić, że jednak można zrobić w Polsce dobry klub, który nie będzie przynosił strat. Nie od razu jednak Kraków zbudowano. TVN na obecną pozycję i doskonały debiut giełdowy pracował osiem lat.

Polski piłkarz umie mało, a z tego, co umie, daje wszystko dwa, trzy razy w roku. Nie przepada za ciężką pracą, za to jest drogi i przepłacony...

- Są tacy, którzy za cel stawiają sobie grę w dobrym zachodnim klubie i robią wszystko, by to osiągnąć. Są tacy, którzy tylko o tym mówią. Słabością polskiej piłki jest to, że ktoś zagra cztery dobre mecze, strzeli sześć bramek i już zostaje kandydatem na gwiazdę. Chwilę później do drzwi Legii czy Wisły puka menedżer i mówi o transferze za miliony złotych i rocznej pensji od pół miliona w górę. Co gorsza, kluby tyle płacą, bo rynek jest płytki. Jeśli nie będzie barier w zatrudnianiu obcokrajowców, to za chwilę będziemy mieli tłum Czechów, Słowaków, Litwinów, Brazylijczyków itp., bo są "średnio" lepsi, a na pewno tańsi. Łatwiej też ich sprzedać za granicę.

Trenerzy w Polsce są niedouczeni, prochu nie wymyślą, cudów nie zdziałają...

- Mamy także bardzo dobrych - Kasperczaka, Engela, a z młodszych Janasa i Wdowczyka. Jednak ostatnie 15 lat w europejskich pucharach nie wystawia najlepszego świadectwa polskiej myśli szkoleniowej. Ale trzeba pamiętać, że nawet najlepszy trener musi mieć kim grać.

Etyka i profesjonalizm działaczy są mizerne, a uczciwych menedżerów można policzyć na palcach jednej ręki...

- Bez komentarza.

ITI kupował Legię zadłużoną na ponad 20 mln zł...

- W kwietniu 2004 roku klub był bankrutem. Nie spełniał wymogów licencyjnych. Frekwencja nijak się miała do liczby wydrukowanych i sprzedanych biletów oraz pieniędzy w kasie. Koszty nijak się miały do przychodów i z każdym miesiącem klub zwiększał stratę. Wiele spraw było mocno wątpliwych, a ITI nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek wątpliwości w interesach.

Byliście mądrzejsi o doświadczenia Zbigniewa Drzymały, który pozbył się złudzeń, że podbije z Groclinem Europę, i teraz traktuje klub jako hobby. Wiedzieliście też, że nawet stworzenie w Wiśle polskiego dream teamu nie zapewniło awansu do Ligi Mistrzów i pieniędzy.

- Nie mieliśmy złudzeń, że zbudowanie klubu na miarę naszych ambicji zajmie lata. Spodziewaliśmy się frustracji i wiedzieliśmy, że jedyna droga to konsekwencja i upór w działaniu, krok po kroku, na miarę możliwości finansowych, a nie życzeń.

Ale mieliście chyba jakąś cudowną receptę, by obiecywać za trzy lata skuteczną walkę w Europie?

- Niestety, cudownej recepty nie ma. Czeka nas żmudna praca pod obstrzałem mediów, naturalnie przy wielkich oczekiwaniach kibiców - bo to przecież Legia. Plan na trzy lata był taki: pierwszy rok to dogłębna restrukturyzacja klubu - przetrwanie i stworzenie fundamentów pod rozwój. W każdym kolejnym - inwestycje w produkt, czyli sportową wartość drużyny. W trzy lata miał także powstać nowy stadion, który dałby Legii szanse na skokowe zwiększenie przychodów, a właścicielom argument do naprawdę dużych inwestycji w zespół. Niestety, w przypadku stadionu mamy wielkie opóźnienie nie z naszej winy.

Z czego po roku jest Pan zadowolony?

- Jeszcze z niczego. Naszym zadaniem było zdobycie licencji, ustabilizowanie finansów, nabranie doświadczenia w tym biznesie oraz znalezienie ludzi, którzy go poprowadzą. Przychodząc do Legii, nie miałem wpływu na obsadę ani jednego stanowiska. Zgodziłem się na to. ITI nie kupiło stadionu, nie kupiło gruntów. Kupiło tych piłkarzy, trenerów oraz dyrektorów sportowych, którzy tu byli. Chcieliśmy przyjrzeć się im, jak pracują.

Do dziś spłaciliśmy trzy czwarte długów, reszty pozbędziemy się dopiero w październiku 2007 roku. We wrześniu rozliczymy się z piłkarzami i trenerami za mistrzostwo z 2002 roku. Stadion spełnia wymogi licencyjne, mamy większą - choć ciągle niezadowalającą - kontrolę nad systemem biletowym. Mamy kilka lokalizacji na ośrodek treningowy i 13 trenerów skautów, którzy dbają o to, by nie wymknął nam się żaden obiecujący zawodnik z regionu. Tworzymy też sieć skautingu w kraju i nawiązujemy współpracę z klubami zachodnimi [kilka tygodni temu szefowie Legii gościli w Bayernie Monachium - red.] Mamy za sobą też podwyżki cen biletów - nieuniknione, ale naturalnie kibice nie mogli ich dobrze przyjąć. Smutne, że z wydanych przez ITI 30 mln zł tylko 10 proc. mogło pójść na rozwój klubu, na inwestycje w piłkarzy itp.

Kibice są wściekli. W zeszłym sezonie piłkarze zdobywali dużo więcej punktów i strzelali więcej goli...

- W meczu z Łęczną widzieliśmy już to, czego brakowało wcześniej: walkę na całego, zaangażowanie, koncentrację - oprócz chwili, w której straciliśmy gola. Sędzia ewidentnie powinien podyktować dla nas karnego, stworzyliśmy kilka okazji. Zabrakło skuteczności.

Kupiliśmy Legię w takim składzie, w jakim kupiliśmy. Letnich transferów będę bronił. Na spektakularne zakupy nas nie było stać. Ale przyszedł Rzeźniczak, Smoliński, Djoković, de facto wykupiliśmy Choto, który inaczej odszedłby z Legii.

Polski rynek jest ubogi. Czeski junior wie o taktyce więcej niż 20-letni piłkarz w Polsce. Zjawiński jest utalentowanym napastnikiem, ale musi się rozwinąć fizycznie i nauczyć taktyki prawie od zera. Wcześniej nikt go tego nie uczył. To dotyczy także Smolińskiego, Korzyma czy Rzeźniczaka. Podczas zgrupowania na Cyprze trener Zieliński pokazywał obrońcom, przez które ramię mają się odwracać, kiedy leci piłka. Smoliński został uznany na Odkrycie Roku, a przecież jesienią zagrał tylko w czterech czy pięciu meczach. Zimą po raz pierwszy był na profesjonalnych obozach, to dla niego wstrząs. Liczyliśmy się z tym, że będzie miał słabszy moment. Młody piłkarz potrzebuje indywidualnej opieki trenera, ale jak się gra dwa razy w tygodniu, nie ma na to czasu. Gdybyśmy posadzili go na ławce, bo dzień wcześniej miał dodatkowe zajęcia i przez to byśmy przegrali, kibice posądziliby nas o brak kompetencji. Taki dobry, a nie gra. Ale żeby się rozwijał, nie może cały czas grać, nie w tym wieku.

Frekwencja spadła o 30 proc. Na trybunach cały czas są chuligani, nowych kibiców nie widać, a sklep z klubowymi gadżetami przypomina kiosk Ruchu sprzed 30 lat...

- Sytuacja była tak dramatyczna, że nie mogliśmy czekać z podwyżką cen biletów, potrzebny był wstrząs. Wisła też ostatnio podniosła ceny, też jej spadła frekwencja. Z chuligaństwem będziemy walczyć z całą stanowczością, nawet kosztem tymczasowego spadku frekwencji. Zresztą jak zaczniemy naprawdę dobrze grać, to frekwencja wróci do tej z najlepszych lat.

Oficjalne gadżety klubu można kupić na naszej stronie internetowej, a ze "Sklepem kibica" klub nie ma nic wspólnego. Zapewniam, że w przyszłym sezonie to się zmieni.

Jesienią wchodziło sobie w drogę dwóch dyrektorów sportowych. Klub tygodniami negocjował z Chovancem i Wdowczykiem, by nieoczekiwanie obdarzyć bezgranicznym zaufaniem Jacka Zielińskiego, który jeszcze niedawno wolał być piłkarzem niż trenerem...

- Jestem mądrzejszy o rok. Może trzeba było szybciej i inaczej zadziałać w kwestii trenera oraz dyrektora sportowego, ale wtedy nie wiedziałem tego, co wiem dzisiaj. Jacek Zieliński od tylu lat jest związany z Legią, że nie wyobrażaliśmy sobie klubu bez niego. Przekonał nas do swojej wizji zespołu. A po trzecie to człowiek bezgranicznie uczciwy.

Legię czeka rewolucja?

- W czerwcu kończą się kontrakty obu Sokołowskim, Szali, Krzyształowiczowi, Jóźwiakowi, Jarzębowskiemu i Wróblewskiemu. Na razie ich postawa nie daje powodu do przedłużenia umów. Decyzja zapadnie pod koniec maja. Kilku zawodników mimo ważnych umów będzie musiało odejść z pierwszej drużyny, bo się nie sprawdzają. Na razie każdy ma szansę udowodnić, ile jest wart. Nowe przepisy UEFA każą do europejskich pucharów zgłaszać piłkarzy, których klub szkolił trzy lata przed skończeniem przez nich 21. roku życia - ich liczba będzie rosnąć z każdym rokiem. Teraz w Legii nikt nie spełnia tych wymogów. Jesienią ma być ich sześciu. Za rok w 25-osobowej drużynie Legii będzie sześciu-siedmiu zawodników poniżej 21. roku życia. Szukamy takich. To ryzyko, bo z dziesięciu pięciu okazuje się pomyłką.

Chcielibyśmy latem wzmocnić pierwszą jedenastkę czterema mocnymi piłkarzami, ale zobaczymy, ile będziemy mieli na transfery. Ceny polskich graczy są absurdalne, za naprawdę dobrych trzeba płacić od 1,5 mln w górę i dać im roczny kontrakt na minimum 300 tys. Ale są i tacy, którzy chcą zarabiać 600 tys. w wieku 23 lat. Dlatego szukamy graczy na Słowacji, Bałkanach, w Czechach, Afryce i Brazylii. Wiem, że kibice chcą piłkarzy na miarę LM. Rozumiem ich, ale to nierealne. Chyba że ktoś wyłożyłby jednorazowo 50-60 mln zł. Nas na to nie stać. Nie dziś.

Ale do Ligi Mistrzów nie da się wejść bez pieniędzy.

- Od lata wszystkie pieniądze od ITI przeznaczane będą na rozwój klubu. Jeśli zapadnie decyzja o budowie stadionu, to dopiero wtedy właściciele klubu będą mogli śmielej pomyśleć o sprowadzeniu naprawdę dobrych piłkarzy. Pozyskujemy nowych sponsorów, przychody z biletów są większe (chyba że frekwencja będzie tak słaba jak na meczu z Odrą, który był kompromitacją i hańbą!). Powoli zmierzamy we właściwym kierunku.

To ile trzeba pieniędzy, by za dwa lata Legia grała w Europie?

- Za dwa lata Legia ma być mistrzem Polski, ale od zdobycia tytułu do LM daleka droga. Prezes Drzymała powiedział kiedyś "Gazecie", że na poważne zaistnienie w Europie nie ma szans, dopóki polski klub nie będzie miał budżetu europejskich średniaków lub outsiderów. A Siena - ponoć najbiedniejszy klub włoski, nie ma swoich boisk treningowych - wydaje na pensje około 16,9 mln euro. To więcej niż suma budżetów czterech najbogatszych polskich klubów. Przy obecnym stadionie Legii przychody z biletów - nawet przy pełnych trybunach na każdym meczu - i tak nie starczyłyby na pensje i premie zawodników, sztabu pierwszej i drugiej drużyny! Klub, który chce co roku grać w LM czy wychodzić z fazy grupowej Pucharu UEFA, musi mieć minimum 15 mln euro rocznie. Żeby realnie o tym myśleć, musimy mieć nowy stadion.