Sześć meczów Legii bez zwycięstwa

Jeszcze niedawno liczyliśmy Legii mecze bez porażki (choćby 33 w lidze na początku XXI stulecia), ale czasy się zmieniają i pozytyw zmienił się w negatyw. Wliczając razem mecze ligowe i jeden pucharowy, piłkarze z Łazienkowskiej na wiosnę nie wygrali sześciu kolejnych spotkań. Na szczęście do rekordu jeszcze trochę brakuje
Nieszczęście drużyny Jacka Zielińskiego rozpoczęło się 19 marca br., kiedy w ostatnich sekundach meczu z Amicą wprowadzony niedługo wcześniej na boisko Paweł Kryszałowicz zrobił po kolei wiatrak z połowy warszawskiej obrony, położył Artura Boruca i zabrał Legii zwycięstwo. Od tego remisu z Amicą 1:1 (wcześniej było odniesione w arktycznych warunkach zwycięstwo 3:0 nad szczecińską Pogonią) piłkarze Legii kolejno zremisowali 0:0 z Zagłębiem w Lubinie, przegrali 0:1 z Cracovią, 1:2 z Górnikiem w Zabrzu w Pucharze Polski (ale była to "zwycięska" porażka, bo mecz zakończył się wygraną serią karnych i awansem do ćwierćfinału), 0:1 z Odrą Wodzisław u siebie i teraz zremisowali 1:1 z Górnikiem Łęczna.

Do najwybitniejszego osiągnięcia klubu szczęśliwie trochę jeszcze brakuje. W roku 1966 Legia nie wygrała 10 kolejnych spotkań (po pięć remisów i porażek). Kilka razy seria kończyła się na dziewięciu spotkaniach, a były też serie po osiem, siedem, a i po sześć bez wygranej. Nawet za kadencji Dragomira Okuki, kiedy to właśnie Legia nie przegrała 33 meczów z rzędu w lidze, wcześniej przegrała (nawet nie remisowała) sześć. Jednak tylko w ekstraklasie, bo wliczając wszystkie mecze było ich pięć (seria przerwana wygraną w Pucharze Ligi). A w ogóle drużyna Jacka Zielińskiego nie ma czego się wstydzić, bo oprócz porażek zdarzają się jej także remisy. Natomiast w roku 1936 Legia po prostu przegrała siedem razy z rzędu.

Jeżeli jednak chodzi po prostu o występy bez porażki, to jeżeli nic się nie poprawi, istnieje niestety niebezpieczeństwo poprawienia rekordu. Sprzyja temu kalendarz spotkań. Po przerwie spowodowanej wyjazdem reprezentacji do USA na koniec długiego weekendu Legia jedzie do Zabrza, gdzie już przegrała w PP, a od tej pory Górnik, prowadzony przez tak jak Zieliński debiutującego trenera Marka Wleciałowskiego, jest najlepszym ligowym zespołem na wiosnę. Potem jest jeszcze PP z Lechem w Poznaniu, w lidze Groclin w Grodzisku, rewanż z Lechem (tu szansa na przerwanie serii jest spora), ale potem Wisła Kraków (dobrze, że chociaż u siebie). I dopiero potem derby z Polonią (ale jednak na stadionie rywala) i okazja najlepsza - najsłabszy zespół ekstraklasy GKS Katowice u siebie. Jeżeli do tej pory się nie uda, to potem jest mecz z Wisłą Płock na jej stadionie. A Wisła walczy o start w Pucharze UEFA...